Marcin Olak

Gombrowicz

Witold Gombrowicz, krew dobrej literatury w języku nam ojczystym, bywał już nie jednokrotnie inspiracją dla muzyki, także jazzowej i improwizowanej. Dziś powraca w wersji wyjątkowo kameralnej, jedynie na głos kobiecy i gitarę akustyczną, czasami także elektryczną. Anna Gadt i Marcin Olak w nagraniu koncertowym z maja ubiegłego roku. Dwanaście części z długimi tytułami (będącymi, co oczywiste, cytatami z Gombrowicza), trwających 56 minut i 12 sekund.

Marcin Olak - muzyka jest lekarstwem

Co robi Marcin Olak kiedy nie gra muzyki filmów PIxara?

Gra wszystko inne. Pracuję z Patrykiem Zakrockim i Mikim Wieleckim nad dopracowaniem naszego języka muzycznego. Piszę muzykę do nowego projektu. Uczę się nowych rzeczy. Ćwiczę. Czasem staram się odpoczywać, ale nie bardzo mi to wychodzi...

Tak odpoczywanie jest zdecydowanie przeceniane. Czego się uczysz?

Marcin Olak Poczytalny iWściekły

W zasadzie nie jesteśmy zamknięci w domach. W zasadzie możemy wychodzić, grać koncerty… Tak, ale jeśli na widowni tylko czwarta część miejsc może być zajęta, to jakoś dobrze to nie wygląda. Sprzedaż biletów nie pokryje nawet kosztów wynajęcia sali, nagłośnienia, oświetlenia. Pomimo że nie jesteśmy zamknięci, to po prostu nie mamy szans na to, żeby grać. Choć przecież nie, czekaj, mamy. Odbędą się te koncerty, na które ktoś wyłożył pieniądze.

Marcin Olak Poczytalny: Bez uprzedzeń

Już noc. Siedzę w pracowni i słucham muzyki. Naprawdę miałem ochotę posłuchać tych dźwięków odkąd ogłoszono termin premiery. Nic nie poradzę, po prostu bardzo lubię grę Billa Frisella, nawet, jeśli z grubsza wiem, czego się mogę spodziewać. Po prostu lubię i już. I jakoś wydaje mi się to sensowne i właściwe, bo przecież nie każdy album musi koniecznie być przełomowy i nowatorski, prawda? A ta płyta jest po prostu fajna, znakomicie brzmi i jest bardzo dobrze zagrana. A do tego świetnie brzmi w nocy. Czego chcieć więcej?

Marcin Olak POczytalny: Bezludna wyspa 2.0

Jakiś czas temu zabawiałem się myślowym eksperymentem z bezludną wyspą. Co bym zabrał, jakie przedmioty, jakie książki, jaką muzykę… To oczywiście pytanie o to, co uważam za ważne, a odpowiedzi w jakiś sposób ewoluują, zmieniają się... I to na pewno może być punktem wyjścia do jakichś introspekcji. 

Marcin Olak Poczytalny: Inni

O moim zachwycie zadecydował chyba kontekst. Sam album jest dobry, naprawdę dobry, choć nie jestem pewien, czy odkrywczy – ale to nie ma większego znaczenia, gdy zdamy sobie sprawę z wyrazu – i właśnie z kontekstu, w którym ta płyta się pojawiła. Słucham jej już któryś raz i nie mam wątpliwości, że ten album jest ważny. Bardzo ważny. Właśnie teraz… Ale po kolei.

Marcin Olak Poczytalny: Szczęście.

Siedzę w ogrodzie. Piękna pogoda, słońce – ale nie jest nazbyt upalnie – błękitne niebo, lekki wietrzyk. No sielanka po prostu. Ale cały czas towarzyszy mi świadomość, że ta sielanka jest w jakiś sposób obowiązkowa… Można wychodzić, gdzieś iść, coś zrobić – korzystam skwapliwie z tych możliwości, ale mam świadomość, że epidemia nie minęła. Noszę maseczkę, dezynfekuję ręce. Znoszę pogardliwe spojrzenia tych, którzy za nic mają zagrożenie wirusem. Może już się tym zmęczyli, może chcą pokazać, że się nie boją?…  Wychodzę, ale to jest jednak jakieś inne wychodzenie.

Olak Poczytalny - Zachwyt.

Siedzę w pracowni. Ostatnio spędzam tak jakby ciut więcej czasu, rzeczywistość nie skłania do wychodzenia na zewnątrz. Może to trochę ucieczkowe, ale na razie pozwalam sobie na to. Chowam się w swoim lochu, trochę gram, trochę się uczę. Dużo słucham.

Marcin Olak - Muzyka z nieistniejących filmów - koncert online.

W najbliższą środę, 15.07, o 21:00 będzie można posłuchać koncertu online w wykonaniu Marcina Olaka. Gitarzysta zagra materiał z albumu “Music From Non-Existent Movies”… choć to nie jest takie oczywiste. Muzyka z nieistniejących filmów to - jak mówi Olak - to cykl tematów, koncepcji i założeń, rozwijanych w improwizowanych przetworzeniach. Ten materiał ma zatem jakieś elementy wspólne, a jednak za każdym razem brzmi inaczej.

Marcin Olak Poczytalny: Dzienniki zarazy, część któraś-tam + 1

Ludzie po ulicach chodzą bez maseczek. Zachowują się jak gdyby nigdy nic, jakby nie było żadnej zarazy, jakby już było po wszystkim. No, nie wiem, to chyba jednak jest trochę na wyrost. Rozumiem, że ile można, że wszyscy tęsknimy za powrotem do normalności, że po prostu mamy dość. Że chcemy pokazać temu wirusowi, że się go wcale nie boimy, że nie wygrał. Ale wirus nie patrzy, więc może sami przed sobą odgrywamy te bohaterskie sceny? Oto zwycięzca – patrzcie, chodzi bez maseczki i nie dezynfekuje rąk.

Strony