Artykuły

  • Michael Zerang - szaman w posłudze improwizacji

    Michael Zerang to jedna z tych nielicznych postaci światowej sceny muzyki improwizowanej, która funkcjonuje ponad wszelkimi kategoriami. Gdy tylko wychodzi na scenę, możemy się spodziewać absolutnie wszystkiego: zaproszenia do krainy muzycznej łagodności, emocjonalnego huraganu czy złożonej interpretacji etnicznych motywów.

  • Kevin Eubanks – jazzman z talk-show

    Kevin Eubanks przez 18 lat występował na scenie amerykańskiego talk- show,  jako zawadiacki grajek. Dziś, trudno mu odciąć metkę telewizyjnego show-mana. Zmazać plamę artysty komercyjnego nie jest łatwo. Na szczęście Eubanksa, muzyka broni się sama. Wystarczy przesłuchać jedną z jego płyt, by przekonać się, że jest on wszechstronnym jazzmanem. Muzykiem z krwi i kości.

  • Susie Ibarra – muzyczna malarka kontrastów

    We współczesnym świecie, gdzie każda informacja wydaje się być na wyciągnięcie ręki, a najdalsze dystanse skurczyły się w sposób niepojęty, naukowa i artystyczna eksploracja świata jest łatwiejsza niż kiedykolwiek. Wiemy o sobie coraz więcej i nie ustajemy w poszukiwaniach pomimo już ogromnego dorobku, którym dysponujemy. Ciekawe, że w tym cywilizacyjnym wysiłku biorą też udział muzycy – otrzymują oni stypendia naukowe, organizują projekty badawcze, nieraz prezentując na scenie owoce swych prac.

  • Charlie Mariano@102 - nieustanna ewolucja.

    Wyglądem przypominał nieco Ludwiga van Beethovena. Śladem klasyka – w swojej długiej karierze mieszał style, grając niezależnie od aktualnych trendów, rozszerzał muzyczne tendencje danej epoki. Wachlarz jego stylistyki jest bardzo szeroki: Od mainstreamu, poprzez jazz rocka, aż po free. Charlie Mariano obchodziłby dziś swoje 102 urodziny. Odszedł osiem lat temu, przegrywając nierówną walkę z rakiem. Pozostawił po sobie muzykę bezgraniczną, nieustannie ewoluującą, a więc aktualną i niewygasłą.

  • Marcin Olak Poczytalny: 208

    Dziś mój numer pokoju to 208. Już za kilka godzin ta liczba będzie pozbawiona znaczenia. Wieczorem zapamiętam kolejną, na jakieś 12 godzin. Potem będę znów mógł zapomnieć. Przenoszę na telefon pliki z muzyką. Nowy Mehldau, Ride into the Sun. Dziś może być trudno z jazdą w słońce; na niebie jest szara, ciężka szmata. Taka złota, polska jesień w odcieniach szarości, więc żeby choć muzyka zaświeciła. Pliki przeszły szybko, uprzejmość wyświadczona przez już nie najnowszą elektronikę.

  • Joe McPhee - zamyślony konceptualista

    Joe Mc Phee - od czasu jego pojawienia się na muzycznej upłynęły już ponad cztery dekady.  Do dziś pozostaje jednym z najbardziej zachwycających emocjonalnością kompozytorów oraz pięknie zamyślonym konceptualistą i teoretykiem muzyki improwizowanej.

  • Henry Grimes - muzyk, który się niemal zgubił

    W historii muzyki jazzowej nie brakuje biografii nietuzinkowych, obfitujących w zaskakujące, niemal filmowe, zwroty akcji i najróżniejsze dziwactwa. Są tak ekscentryczne osobistości jak Charlie Parker, Miles Davis, Thelonious Monk czy Lee Morgan. Wszystko to prawda, dzieje się sporo. Ale wszystko to blednie, ponieważ był też Henry Grimes. 

  • Phil Minton - niech przemówi głos

    Choć urodził się w turystycznym miasteczku Torquay, które powszechnie słynie z Agathy Christie oraz tego, że rozgrywała się w nim akcja kultowego serialu “Hotel Zacisze”, to znany słuchaczom muzyki improwizowanej powinnien być przede wszystkim jako postać, dla której głos jest prawdziwą studnią bez dna inspiracj. Jest też jedną z najważniejszych osobowości muzycznych na improwizatorskiej scenie od kiedy powstała, człowiekim - głosem.

  • Trilok Gurtu - To nie ja wybrałem instrument. To instrument wybrał mnie.

    Jest rok 1951. 30 października, Bombaj. Na świat przychodzi chłopiec. Trudno jest jeszcze wtedy wyrokować, co z niego wyrośnie. Z pewnością będzie umiał w przyszłości upichcić świetnego masala chicken, chyba, że będzie miał dwie lewe ręce do gotowania, ale to raczej się nie zapowiadało. Od lekarza dostaje 10 punktów w skali Apgara. Chciałoby się powiedzieć - pierwsze gwiazdki, zapowiadające świetlaną przyszłość, ale byłoby to bez sensu, więc tak nie napiszę. Nie zmienia to faktu, że gwiazdek w przyszłości nasz bohater nazbiera tyle, że mógłby z nich utworzyć własną Drogę Mleczną.

  • Clifford Brown - mój przyjaciel

    Clifforda Browna przedstawił mi mój bliski przyjaciel, Julio Cortazar. To za sprawą argentyńskiego prozaika po raz pierwszy przyszło mi uścisnąć dłoń młodego trębacza. Polubiliśmy się od pierwszych wymienionych zdań – doskonale pamiętam, było to „I Don't Stand A Ghost Of a Chance With You”, takich pierwszych spotkań się nie zapomina. Poza tym, byliśmy rówieśnikami więc wspólny język był łatwy do znalezienia.

  • Jack DeJohnette - czas legendy.

    Jack DeJohnette był jednym z tych jazzowych gigantów, o których mówi się – oni zmieniali jazz na przestrzeni lat! Jack DeJohnette wnosił zarówno jako lider, jak i jako sideman nieograniczoną inwencję do zespołów, to on dopełniał brzmienie, syntetyzując przepływ myśli muzycznej. Był ponad podziałami, współpracował z muzykami wywodzącymi się z różnych środowisk, części geograficznych, reprezentujących często zupełnie różnorodną stylistykę, i efektem jego współdziałania były projekty niezmiennie inspirujące, jakich historia jazzu do tej pory nie znała!

  • Barre Phillips - wielki mistrz kontrabasu.

    Czytaliśmy o nim przy okazji festiwalu Ad Libitum. Zagrał wówczas w orkiestrze London Jazz Composers. Był w tym zespole jedynym basistą obok Barry’ego Guya. Dziś Barrego Philipsa nie ma wsród nas.

  • Arild Andersen – mistrz ze Skandynawii

    Sam o sobie mówi: „Moim największym sukcesem jest, to że wciąż jestem na scenie. Mało tego, nadal mam poczucie, że dopiero zaczynam”. Arild Andersen, pomimo 70 lat na karku jest jednym z bardziej kreatywnych, nowatorskich i otwartych kontrabasistów jazzowych. Doskonałe wyczucie stylu i silne, przestrzenne brzmienie to atuty, dzięki którym już lata temu zdominował europejskich kontrabasistów. Obecnie płyty Arilda Andersena ludzie kupują w ciemno. Nic dziwnego, bo każdy projekt z jego udziałem to stylistyczna perełka.

  • Robin Eubanks - pionier ruchu M-Base

    Łączenie dużych umiejętności gry na instrumencie z wszechstronnością artystyczną to jeden z największych atutów, który chciałby posiadać chyba każdy poważnie traktujący swoje powołanie muzyk. Nieco upraszczając sprawę, w przypadku wykonawców jazzowych można mówić o tym, że ktoś odnajduje swój głos w awangardzie, znowu inna postać czuje się jak ryba w wodzie, grając mainstreamowo. Podziały te jednak nie mają znaczenia w momencie, gdy przychodzi nam pisać o pewnym amerykańskim puzoniście.

  • Jimmy Heath@99 - Profesor

    "Mój zespół marzeń to: Diz jako lider, John Lewis lub Hank Jones na pianinie, Ray Brown na basie, Milt Jackson na wibrafonie, Sonny Stitt na saksofonie altowym i Jimmy Heath na tenorowym" - Kenny Clarke.
     

Strony