Artykuły

  • Svengali - rzecz o Gilu Evansie cz. 1

    Gil Evans - wiadomo, wielka postać muzyki jazzowej, ale też i nie tylko jazzowej. Że stulecie jego urodzin przypada właśnie dzisiaj, także wiemy i że nasze łamy przez jeszcze kilka dni bedą stały otworem dla niego, to pewne. Świętowanie tego jubileuszu to znakomita okazja, aby zaczerpnąć trochę wiedzy o tym kim był Evans, jaka była jego muzyka, skąd się wzięła i dokąd zmierzała. Kto inny mógłby o tym lepeij opowiedzieć, jak nie zapewne jeden z największych znawców twóczości Evansa, pan Ryszard Borowski.

  • Gil Evans! w 107. rocznicę urodzin!

    Siedem lat temu mieliśmy wielkie jazzowe święto! Setną rocznicę urodzin Gila Evansa także warto było świętować! Na rynek płytowy, wypłynęły najróżniejsze albumy wielkiego aranżera, który pomalował jazz nieznanymi wcześniej kolorami! Ukazałay się także dwa albumy Rayana Trusdella, jeden zawierający stydyjną rejestrację nowo odkrytch aranżacji naszkicowanych przez mistrza drugi dokumentujący koncert w Jazz Standards. Pierwszy omawialiśmy już drugi jest w drodze i niedługo trafi na nasze łamy w postaci recenzji.

  • 44 lat temu odbył się najsłynniejszy koncert jazzowy świata

    1 400 widzów, 1 pianista, 0 nut. Rzadko kiedy bywa to przepis na udany koncert. Wyjątkiem jest ten, który 24 stycznia 1975 roku odbył się w gmachu opery w Kolonii. 29-letni amerykański pianista jazzowy Keith Jarrett wszedł na scenę, zasiadł do instrumentu i zaczął grać. Minutę po tym, jak zagrał pierwszy dźwięk, wszyscy na sali wiedzieli, że na scenie dzieje się magia; że właśnie ma miejsce coś bardzo szczególnego i znaczącego. Powiedzieć w kontekście tej płyty "znaczący" to nie powiedzieć prawie nic. To nagranie, zrealizowane za 500 funtów, sprzedało się w przeszło 3,5 milionach egzemplarzy. To najlepiej sprzedający się solowy album w historii jazzu i najlepiej sprzedający się album piano solo w historii muzyki. Przez cały, trwający ponad godzinę, koncert Jarrett improwizował. 

  • Keith Jarrett@74

    Keith Jarrett to jeden z tych twórców, którego rozpoznaje niemal każdy przyznający się do zainteresowań jazzowych meloman i niemal każdy posiadacz bodaj najskromniejszej płytoteki obejmującej jazz. To zupełnie niezwykłe, ale spośród grona muzyków, którzy wyszli ze stajni Milesa Davisa, to właśnie jemu przypadła największa sława i to on uznawany jest za prawdziwą megagwiazdę. Tym bardziej to niezwykłe, że w tym elitarnym gronie są takie osobistości jak Herbie Hancock, Wayne Shorter, Chick Corea, że wymienię tylko tych najbardziej utytułowanych. To jednak Jarrett i wszelkie zdarzenia z nim związane stają się jakby w naturalny sposób tematem salonowych rozmów, zaś wizja uczestnictwa w koncercie – przedmiotem pożądania i zazdrości. 

  • Mary Lou Williams - jedna z najważniejszych kobiet jazzu! w 109 urodziny wielką pianistkę wspomina Piotr Jagielski

    Gdy Mary Lou Williams miała 15 lat spotkał ją niezwykły zaszczyt. Już w tak wczesnym wieku pianistka radziła sobie fenomenalnie. Grywała już z zespołem Washingtonians, samego Duke’a Ellingtona czy McKinney’s Cotton Pickers. Właśnie podczas występu z tym drugim zespołem, w klubie Harlem Rhythm Club, do sali zajrzał sam Louis Armstrong, który uwiedziony z miejsca grą nastoletniej dziewczyny, podszedł do niej po koncercie, uściskał i ucałował na szczęście. Taki był początek kariery Mary Lou Williamson, jednej z najważniejszych kobiet w historii jazzu. I, niezależnie od płci, jednej z najwybitniejszych osobistości zasiadających przy fortepianie. Z takim startem, Mary była wygrana na starcie.

  • Keith Jarrett – włoska robota – A Multitude of Angels

    Czekałem sobie cierpliwie, aż przyjdzie czas na najnowszą płytę Keitha Jarretta. Dawno już leży na biurku. Wcale nie na honorowym miejscu, ale jednak w widocznym, takim aby nie tracić jej pola widzenia. Żeby wzrok co i raz na nią padał i żeby przypominała o sobie dyskretnie. Zresztą wcale nie musiałaby o sobie przypominać. Z Jarretem nawiązałem bliskie relacje już dawno i kiedy tylko obiega świat informacja o nowej płycie uwaga sama kieruje się w jej stronę. Ale teraz to cały box.

  • Ron Carter - wzór elegancji i klasy!

    Gdy Ron Carter rozpoczynał swoją – jak się miało okazać – błyskotliwą karierę muzyczną, nawet nie myślał o kontrabasie. Podobnie jak innego wielkiego basistę, Charlesa Mingusa, Rona pociągała wyłącznie wiolonczela. I podobnie jak Mingus, musiał stawić czoła kłopotom rasowym, toczącym amerykańskie życie społeczne i muzyczne. Nauczyciele niechęnie widzieli czarnego chłopca z wiolonczelą, wykonującego klasyczne dzieła 'białej' sztuki. Tak jak Mingus, Carter postanowił nie walczyć z oporem i po prostu zamienił delikatną wiolonczelę na kontrabas.

  • John Lewis - najmądrzejszy jazzman świata!

    Jak zgrabnie połączyć ze sobą jazz, blues i muzykę klasyczną w duchu Bacha, Bartoka i Strawińskiego? Da się? Pewnie. Tę trudną sztukę do perfekcji opanował pianista i kompozytor, John Lewis, który wraz ze swoim zespołem – Modern Jazz Quartet – otworzył dla muzyki jazzowej zupełnie nową przestrzeń, tak zwany „Third Stream”: jazz oparty na muzyce klasycznej.

  • Irène Schweizer: „Byłabym o wiele bardziej znana, gdybym była facetem”

    Być może niektórym z Państwa zdarza się zastanawiać nad tym, co od dłuższego czasu trawi moje myśli. Zadaję sobie bowiem pytanie, czy temu, czym się w życiu zajmuję, poświęcam tyle uwagi, ile dane obowiązki tego wymagają. Czy jeśli wybrałem jakiś obszar, by jego właśnie przede wszystkim eksplorować, mogę raz na jakiś czas opuszczać go i udać się gdzieś indziej? Czy należy się zdefiniować wyłącznie poprzez jedną profesję, czy raczej szukać osobnej definicji siebie, która mogłaby przyjąć wiele składowych?

  • Uwodzić jak Duke! Dziś 120 urodziny Duke'a Ellingtona!

    „Skąd bierzesz pomysły?” - spytał poważnym głosem poważny i przylizany prowadzący program telewizyjny, dziennikarz. „Pomysły? O, mam miliony snów...nic innego nie robię, tylko śnię” - odpowiedział zza klawiatury pianina Duke Ellington. „Widziałem też, że grasz na pianinie” - nie dawał za wygraną dziennikarz. Odpowiedź Duke'a nie była tą odpowiedzią, na którą czekał i którą chciałby przekazać swoim widzom. Odpowiedź nie była wyczerpująca. Konkrety, konkrety! „Gra na pianinie? Nie, nie, nie...to nie jest gra na pianinie, to śnienie...”

  • Marcin Olak Poczytalny - Banan

    Przeczytałem właśnie, że dyrekcja Muzeum Narodowego usunęła z prezentowanej wystawy prace dwóch artystek, Natalii LL i Katarzyny Kozyry. Chodziło ponoć o kwestie ideowe – zdaniem dyrektora muzeum w tej placówce „pewna tematyka z zakresu gender nie powinna być explicite pokazywana”... Na decyzji zaważyły też ponoć listy oburzonych rodziców, których dzieci mocno przeżyły konfrontację z usuniętymi instalacjami.

  • John Tchicai – saksofonista współczesności

    John Tchicai to artysta wielkoformatowy. Jeden z tych instrumentalistów, przy których samo wypisanie nazwisk z którymi współpracował zajęłoby dwie strony maszynopisu. Dziś, skupmy się więc na tych najbardziej znaczących kolaboracjach, dzięki którym John Tchicai przeszedł do historii współczesnej muzyki jazzowej.

  • Lucas Niggli - perkusja jako źródło improwizacji

    Każdy rodzaj muzyki ma swoje źródła, historię, czy tło społeczno-polityczne. O tym ostatnim pisać nie będę, ale chciałbym ukazać postać Lucasa Niggliego właśnie w kontekście tego, co esencjonalne w sztuce. Okazja ku temu jest znakomita, gdyż dziś Lucas obchodzi 51. urodziny.

  • Krzysztof Komeda - niewinny czarodziej.

    Miałem nie więcej niż dwanaście lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem dzieło Romana Polańskiego „Nóż w wodzie. Z filmu zapamiętałem wówczas niewiele – skrawki scen na łodzi, ogólny nastój i twarz Leona Niemczyka. Głównie jednak pamiętałem początek: sceny w samochodzie i niemrawą rozmowę małżonków, która prowadziła do zabrania ze sobą pod żagle pewnego autostopowicza. Temu wszystkiemu towarzyszyła muzyka – to zapamiętałem najlepiej. Dziś wiem, że słuchałem „Ballad For Bernt”, ale wtedy, te kilkanaście lat temu, mój dziadek powiedział mi, że słucham „Komedy”.

  • Enrico Rava – stylowy trębacz

    Zmierzwione włosy, długie siwe wąsy, drobna postura. Enrico Rava bardziej niż wytrawnego trębacza przypomina ulicznego gitarzystę, grającego szlagiery Dżemu. Ale kiedy mowa o prawdziwej muzyce, tylko głupiec skupia się na stylowej aparycji. Enrico Rava swoją grą, opowiada przecież historie najbardziej szykowne, w sposób elegancki i dostojny. Dziś, trębacz ten wystąpi na 11. Lublin Jazz Festiwalu.

Strony