Artykuły

  • From Cuba with love - 69 urodziny Arturo Sandovala

    Kariera Arturo Sandovala, syna mechanika, rozpoczęła się w 1962 roku, gdy młody kubański trębacz po raz pierwszy wystąpił w lokalnym zespole jazzowym. Wcześniej aspirujący muzyk próbował różnych instrumentów, jednak prawdziwą miłością zapałał dopiero do trąbki. W 1964 roku zrobiła się poważniejsza i Arturo rozpoczął naukę gry na trąbce w Cuban National School of Arts. Już jako 16-latek został uznany za jednego z najciekawszych muzyków w kraju rewolucji. A rewolucja była jeszcze młoda, nie zdążyła zdziwaczeć do końca.

  • Chris Pitsiokos - innowator młodego pokolenia

    Gdyby kierować się tylko stażem na scenie, saksofonista Chris Pitsiokos z pewnością musiałby jeszcze poczekać na to, by można mu było poświęcić cały artykuł na łamach jakiegoś serwisu muzycznego czy czasopisma. W tym przypadku na podsumowanie dotychczasowej twórczości nie pozwoliłby także wiek artysty. Niewyobrażalny dla niektórych rocznik (1990) może wprawić w osłupienie.

  • Muzykoholicy – oni naprawdę istnieją!

    „Jestem uzależniony/a od muzyki” – to chyba najbardziej banalny autokreujący tekst, jaki można powiedzieć na swój temat. Kiedy ktoś mówi, że jest „uzależniony od muzyki”, od razu mam wrażenie, że chce zademonstrować swoje wyjątkowe podejście i niecodzienne zaangażowanie do (nie urażając nikogo) najbardziej popularnego hobby na świecie.

  • Henry Grimes - muzyk, który się niemal zgubił

    W historii muzyki jazzowej nie brakuje biografii nietuzinkowych, obfitujących w zaskakujące, niemal filmowe, zwroty akcji i najróżniejsze dziwactwa. Są tak ekscentryczne osobistości jak Charlie Parker, Miles Davis, Thelonious Monk czy Lee Morgan. Wszystko to prawda, dzieje się sporo. Ale wszystko to blednie, ponieważ jest też Henry Grimes.

  • Phil Minton - niech przemówi głos

    Choć urodził się w turystycznym miasteczku Torquay, które powszechnie słynie z Agathy Christie oraz tego, że rozgrywała się w nim akcja kultowego serialu “Hotel Zacisze”, to słuchacze muzyki improwizowanej powinni przede wszystkim kojarzyć je z postacią, dla której głos jest prawdziwą studnią bez dna inspiracj. Jest też jedną z najważniejszych osobowości muzycznych na improwizatorskiej scenie od kiedy powstała, człowiekim - głosem.

  • Mój przyjaciel Clifford

    Clifforda Browna przedstawił mi mój bliski przyjaciel, Julio Cortazar. To za sprawą argentyńskiego prozaika po raz pierwszy przyszło mi uścisnąć dłoń młodego trębacza. Polubiliśmy się od pierwszych wymienionych zdań – doskonale pamiętam, było to „I Don't Stand A Ghost Of a Chance With You”, takich pierwszych spotkań się nie zapomina. Poza tym, byliśmy rówieśnikami więc wspólny język był łatwy do znalezienia.

  • Barre Phillips - koniec końców?

    Sprawa jest poważna niesłychanie, choć wiadomo, że świat jazzu woli rozprawiać o nowych nagraniach często pomniejszych, ale za to głośniejszych i bardziej na czasie muzykach. Jak już się nasyci nimi to kieruję swój wzrok w stronę zamierzchłych gigantów, którzy przecież grali lepiej niż, tworzyli donioślej niż inni i, za którymi teraz tęsknimy, ponieważ przecież wszystko co pochodzi z zamierzchłej przeszłości jest automatycznie lepsze niż co co dzieje się dzisiaj.

  • Marcin Olak Poczytalny - Pochwała ulotności

    Zastanawiam się dlaczego, mówiąc o historii muzyki, wspominamy w zasadzie tylko kompozytorów. Od czasu do czasu zdarza się jakiś wykonawca, który, dajmy na to, zainspirował kompozytora czy zamówił jakieś ważne dzieło – ale to tyle. Od zawsze uczyłem się tak przedstawianej historii muzyki i w zasadzie niezbyt mnie to dziwiło… choć, gdyby się zastanowić nieco głębiej, można by przecież dojść do wniosku, że przecież kompozycja to nie jedyny sposób tworzenia muzyki. Jest jeszcze improwizacja.

  • Jonathan Finlayson: wschodzący trębacz

    Trębacz Jonathan Finlayson już jako 18. letni podlotek współpracował ze Steve’m Colemanem, który od tego czasu regularnie zaprasza go do swoich projektów. Wychowany na ruchu M-Base (łączącym improwizacje ruchowe, dźwiękowe, poezję i literaturę) Jonathan Finlayson niedawno zaczął też stawiać pierwsze kroki, jako lider i kompozytor, o czym mogliśmy się przekonać podczas tegorocznego Warsaw Summer Jazz Days.

  • Odean Pope - baptysta z saksofonem

    Odeanem Popem zachwycało się wielu muzyków, nie tylko zresztą tych, którzy mogli się pochwalić proweniencją jazzową. Jak wieść gminna niesie, podobno sam Ornette Coleman płakał ze szczęścia, gdy usłyszał “Locked & Loaded: Live At The Blue Note”, która uchwyciła jeden z kluczowych momentów w artystycznym życiu Pope’a z połowy grudnia 2004 roku.

  • Irène Schweizer: „Byłabym o wiele bardziej znana, gdybym była facetem”

    Być może niektórym z Państwa zdarza się zastanawiać nad tym, co od dłuższego czasu trawi moje myśli. Zadaję sobie bowiem pytanie, czy temu, czym się w życiu zajmuję, poświęcam tyle uwagi, ile dane obowiązki tego wymagają. Czy jeśli wybrałem jakiś obszar, by jego właśnie przede wszystkim eksplorować, mogę raz na jakiś czas opuszczać go i udać się gdzieś indziej? Czy należy się zdefiniować wyłącznie poprzez jedną profesję, czy raczej szukać osobnej definicji siebie, która mogłaby przyjąć wiele składowych?

  • Urszula Dudziak - Od Straconki na Broadway

    Napisać artykuł o Urszuli Dudziak, z którego będzie jasno wynikało dlaczego jest tak genialną śpiewaczką. To ci zadanie! Z kilku powodów zupełnie niemożliwe do zrealizowania. Prawdę powiedziawszy, zastanawiam się również czy warte podejmowania trudu. Dlaczego?

  • Marc Johnson – człowiek Billa Evansa

    „Mam olbrzymie szczęście, bo spełniło się moje marzenie. Grałem ze swoim idolem.”  - tak o wielkim Billu Evansie wyraża się dziś Marc Johnson. Spośród wielu współpracy jakie amerykański kontrabasista nawiązał, właśnie tę z Evansem wspomina z największym sentymentem i wdzięcznością. W tym roku mija 37 lat od wydania ich jedynej wspólnej, studyjnej płyty We Will Meet Again (1980). Dziś natomiast obchodzimy 65 urodziny Marca Johsnona.

  • Koncertowe opowiadanie

    Jazz to... improwizacja, wolność, wyobraźnia, indywidualizm. Dla wielu domeną muzyki jazzowej jest także koncert, bo to w jego trakcie zdarza się, że zapisane w nutach kompozycje nabierają nowych kolorów, inspirują wykonawców do poszukiwań i nieprzewidzianych interakcji. Dla wielu artystów występ na scenie jest bowiem okazją do poszerzenia tego, co zarejestrowali na płycie – sposobnością do rozwinięcia utworów, wypróbowania nowych pomysłów, a także jeszcze lepszego zgrania się zespołu.

  • Eddie Daniels - „dobrze wychowany demon”

    Te słowa o bohaterze niniejszego artykułu miał powiedzieć nie kto inny, jak wielki kompozytor i dyrygent Leonard Bernstein. Pełny cytat brzmi zaś następująco: „Eddie Daniels łączy elegancję i wirtuozerię w sposób przypominający mi Artura Rubinsteina. To starannie i dobrze wychowany demon”. Nic dziwnego, że można te dwa zdania wyczytać w prawie każdej nocie biograficznej na temat słynnego klarnecisty.

Strony