Artykuły

  • Hank Jones - wielki jazzowy pozytywista.

    Historia jazzu przepełniona jest nietuzinkowymi osobistościami, ich szaleńczym życiem i często efektownymi upadkami. Jeszcze więcej jednak niż jazzowych romantyków było, jest i prawdopodobnie będzie jazzowych pozytywistów, którzy sławę postaci tragicznych zamienili na pracę u podstaw a biografię na dyskografię. Hank Jones jest jednym z nich.

     

  • Saadet Turkoz

    Saadet Turkoz nie bywa w POlsce za często, ale zdarza się, że odwiedza nasz kraj choćby podczas festiwalu Ad Libitum. Dzisiaj ta wspaniała wokalistka łącząca muzykę współczesną z tradycjami Azji Środkowej obchodzi urodziny.

  • Buddy Guy - ucieleśnienie chicagowskiego bluesa.

    Buddy Guy jest ucieleśnieniem chicagowskiego bluesa. Pomijając nawet fakt, że ten gitarzysta, dziś uważany za jednego z najwybitniejszych w bluesowej historii, brał udział w historycznych nagraniach Muddy'ego Watersa i Howlin' Wolfa dla legendarnej wytwórni Chess Records, bez Guya nie byłoby mowy o Hendrixie, Claptonie, Page'u czy Richardsie. Ci wszyscy rockowi klasycy, zapytani o inspiracje wskazują od razu na rosłego bluesmana, który 30 lipca kończy 83 lat.
     

  • Gwiazda, która nie rozbłysła w pełni - Kevin Mahoghany

    Dobrzy wokaliści to gatunek wymierający. To panie zdecydowanie dominują na śpiewającym rynku i trudno się temu dziwić. Jest ich przede wszystkim więcej na muzycznych uczelniach, jam sessions, czy nawet w telewizyjnych talent shows. Na szczęście mamy jeszcze kilka „egzemplarzy” mężczyzn, którzy przed mikrofonem nie tylko są czarujący, ale też śpiewają z lekkością godną największych div sceny rozrywkowej.

  • Charlie Christian - "to on wymyślił gitarę elektryczną"

    Około 1931 roku „Bigfoot” Ralph Hamilton zaczął uczyć 15-letniego chłopca, Charliego Christiana, podstaw gry na gitarze. Charlie był żywo zafascynowany; zarówno instrumentem jak i nową muzyką, którą właśnie poznawał, jazzem. „Bigfoot” nauczył nastolatka tylko trzech piosenek, ale jedna z nich miała okazać się najważniejszą w całym życiu Christiana – „Rose Room”, na pozór nic wielkiego; ot, standard Arta Hickmana i Harry’ego Williamsa, jeden więcej, jeden mniej.

  • Marsalis Family - dyktatorzy jazzu

    Od dwudziestu lat nad światem jazzu panuje rodzina Marsalisów. A przynajmniej próbuje. Roszczą sobie prawo, by określać co jest „prawdziwym jazzem” a co jedynie podróbką. Inni zarzucją im arogancję i fanatyzm, a niektórzy muzycy uznają nawet, że władza i sukces uderzyły im do głowy, a swoim dążeniem do skatalogowania jazzu na „prawdziwy” i „nieprawdziwy”, przypominają dyktatorów, którzy nie godzą się na jakikolwiek sprzeciw.

                                                                                                           * * *

  • Brian Blade - człowiek, który widzi rytm

    Świat perkusistów jazzowych jest światem absolutnie niepowtarzalnym. Dla bębniarzy hierarchizacja według sławy nie istnieje. Są tylko legendy. Bohaterem niniejszego artykułu jest dzisiejszy jubilat – Brian Blade.

  • The Whammies - tryptyk ze Stevem Lacy

    Połączył ich kult wielkiego sopranisty. Powołali więc zespół i w 2012 roku nagrali płytę z interpretacją jego utworów. Po roku, zdecydowali się zrobić drugi album, w tej samej konwencji. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. W 2014 nagrali więc trzecią płytę, ponownie z utworami swojego mistrza, tym razem w wersji live. I tak powstał monumentalny tryptyk ku pamięci pioniera muzyki free – Steve’a Lacy’ego, w wykonaniu awangardowego sekstetu The Whammies.

  • Graj to, czego nie wiesz, to znacznie ciekawsze - Steve Lacy

    Gdy ogląda się rankingi najsłynniejszych saksofonistów, natykamy się na nazwiska Coltrane'a, Sidneya Bechet, Sonny'ego Rollinsa, Charliego Parkera, Jackiego McLeana i innych Wayne'ów Shorterów. Próżno między nimi szukać Steve'a Lacy'ego. A powinno tam być, bezwzględnie. Lacy był nie tylko wirtuozem swojego instrumentu, muzykiem wybitnym i nieprzewidywalnym. Był do tego stopnia nietuzinkowy, że niejako odkrył na nowo saksofon sopranowy, zupełnie pomijany przez muzyków be-bopowych.

  • Steve Lacy - wielki innowator sopranu

    Mało jest takich artystów, nie tylko w światku jazzowym, którzy mogą wykazać się tak dużą wszechstronnością i otwartością na nowe inspiracje jak bohater tego artykułu. Sporej odwagi wymaga też wybór wiodącego instrumentu, który dla danego gatunku muzycznego nie jest w danym momencie tym najbardziej charakterystycznym. Saksofon sopranowy z pewnością nie był i nie jest najpopularniejszym spośród saksofonów.

  • Al Di Meola - wunderkind

    W 1980 roku światowe i adresowane nie tylko do jazzowej publiczności tournée odbyła trójka genialnych gitarzystów – John McLaughlin, Paco De Lucia i Al Di Meola. W przeciwieństwie do dwóch najpierw wymienionych, Meola nie spędził 10 lat dorosłego życia na żmudnych ćwiczeniach i ciężkich próbach przebicia się na choćby lokalnej scenie. To idealny przykład wunderkinda, cudownego dziecka, który niezwykły talent połączył z twórczą inwencją… a przy tym został obdarzony bardzo szerokim uśmiechem losu.

  • Charles Tyler - mistyk free jazzowego saksofonu

    Przełom lat 60. i 70. poprzedniego wieku to okres, w którym afroamerykański free jazz wydawał najlepsze muzyczne plony. To właśnie w tym czasie powstały esencjonalne nagrania takich tuzów gatunku jak Albert Ayler, Ornette Coleman czy Archie Shepp. Ich znaczenie dla rozwoju muzyki, o czym dobrze wiemy, jest nieocenione. Pamiętając o arcyważnej roli tych wybitnych postaci, warto jednak pochylić się nad tematem i sięgnąć głębiej do przepastnej skarbnicy wspomnianego przeze mnie nurtu.

  • Olak Poczytalny - Zachwyt.

    Siedzę w pracowni. Ostatnio spędzam tak jakby ciut więcej czasu, rzeczywistość nie skłania do wychodzenia na zewnątrz. Może to trochę ucieczkowe, ale na razie pozwalam sobie na to. Chowam się w swoim lochu, trochę gram, trochę się uczę. Dużo słucham.

  • Bobby Bradford – opowieść o tym, jak wygrać z czasem

    Jest rok 1968, Century City Playhouse – kameralny teatr w Los Angeles, na sali kilkadziesiąt osób, na scenie debiutujący New Art Jazz Ensemble, na czele z Bobbym Bradfordem i Johnem Carterem. Do tego występu muzycy przygotowują się ponad rok, za koncert nie dostają nawet symbolicznego wynagrodzenia, a publiczność z biegiem wieczoru robi się coraz rzadsza. Bobby Bradford po tym nieudanym debiucie nie spodziewał się, że to dzięki współpracy z Johnem Carterem przejdzie do historii free jazzu, a jego 85.

  • Theo Croker - muzyk skazany na sukces

    Najważniejsze to dobrze zagaić. Bez tego ani rusz. Nowa twarz w amerykańskim jazzie Theo Croker nie ma z tym problemu. Otwierając nigdyś zakładkę „BIO” na jego internetowej stronie trafić możn było na akapit mówiący wszystko. Brzmiał mniej więcej tak - Jeśli jest jak pisał w Wieczorze Trzech Króli William Szekspir – Niektórzy rodzą się wielkimi, inni na wielkość zapracowują, a jeszcze inni są do wielkości zmuszeni, to Theo mieści się przynajmniej w dwóch z trzech wskazanych przez barda kategorii.

Strony