Artykuły

  • Chet Baker - James Dean jazzu

    Elegancki Chevrolet zatrzymuje się na rogu Broadwayu i 57 ulicy na światłach. Tylko dlatego, że jest czerwone a kierowcy się nie spieszy. Jest środek grudnia a dach drogiego, sportowego samochodu jest schowany. Śnieg pada wprost do środka, na eleganckie obicia siedzeń i na samego kierowcę. To Chet Baker. Siedzi spokojnie w swoim wozie, cały obsypany śniegiem, w swojej najlepszej marynarce i słucha Zoota Simsa grającego „I understand”. Padający śnieg nie mógł obchodzić go mniej.

     

  • Frank Zappa - wielki ekscentryk.

    Osiemdziesiąt lat temu urodził się jeden z najciekawszych, najdziwniejszych i najbardziej kontrowersyjnych muzyków XX wieku. I nie myślę tu o kontrowersyjności w dzisiejszym tego terminu rozumieniu. Frank Zappa, bo o nim mowa, nie musiał uciekać się do prowokowania przez tępe jedynie wyśmianie. Jasne, Zappa był niezwykłym komikiem, parodystą i publicystą. Prześmiewał wszystko, co dało się wyśmiać, a inwencji nie brakowało mu nigdy. Jednak Zappa nie był prześmiewcą zwyczajnym.

  • Myślisz: flamenco - Słyszysz: Paco de Lucia

    Nikt nie przysłużył się popularyzacji muzyki flameco w większym stopniu niż Paco de Lucia. Hiszpański gitarzysta stał się prawdziwym ambasadorem tej muzyki na świecie. Gościł u nas wiele razy, głównie podczas Warsaw Summer Jazz Days.

  • Wadada Leo Smith - kreator, filozof, legenda

    18 grudnia 1941 roku, słońce wzeszło o 8:38. Na Pacyfiku całkiem "spokojnie" toczyła się wojna. Japończycy właśnie zaatakowali Hongkong. W stanie Missisipi przyszło na świat dziecko, podobnie jak blisko siedemdziesiąt tysięcy innych tego dnia na świecie. Tylko, że ono właśnie, dziś pozostaje wyjątkowe na tle miliardów ludzkich istnień. Mr. Smith, bohater tego artykułu, jest jedną z najbarwniejszych i najważniejszych postaci improwizowanego świata.

  • Wadady Leo Smitha rozmyślania o wielkich

    Wadada Leo Smith – trębacz wielki i w ostatnich latach przeżywający zasłużone chwile chwały to człowiek, który chyba za cokolwiek by się nie wziął to obraca to w złoto. Piszę chyba ponieważ zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że jednak choć znakomity to jednak nie jest królem Midasem muzyki. Co ważne też wcale nawet nie pretenduje do tego miana. Spokojnie, bez ogłaszania tego w telewizjach, dziennikach i radiach, skupia się na swojej muzyce odrzucając podobno propozycje współpracy na warunkach gościa.

  • John Abercrombie - koryfeusz

    Gdybym miał jednym zdaniem przedstawić Johna Abercrombie, bez wahania powiedziałbym – był jazzowym koryfeuszem, który przez lata wytrwale krystalizuje swój język muzyczny, zawsze do bólu konsekwentny, nie pozwolił sobie przy tym zejść z wytyczonej ścieżki kariery, by choć na chwilę dać się ponieść dobrodziejstwom sławy. Prawdopodobnie nie było takiego projektu, nagrania, na którym Abercrombie mógł zbudować na trwałe marketingowy sukces. Niewątpliwie osiągnął w zamian wiele, by na przestrzeni lat zyskać miano jednego z najważniejszych współcześnie jazzowych autorytetów.

  • Toshinori Kondo - trębacz niepokorny

    Było to na długo przed tym, gdy na dobre zainteresowałem się jazzem. Nie wspomnę już o muzyce swobodnie improwizowanej i innych artystycznych wynalazkach, o których w tamtym czasie nie miałem nawet zielonego pojęcia. Pewnie nawet nie wiedziałem, że takowe w ogóle istnieją. Tak czy inaczej - w tych odległych już dla mnie czasach moja znajomość jazzu sprowadzała się do kilkunastu, może kilkudziesięciu płyt.

  • John Lurie @68

    Takich ludzi spotkać można chyba tylko w jednym miejscu na świecie. Jego droga do Nowego Jorku  nie była prosta, ale podobne osobowości to miasto przyciaga jak magnes. John Lurie – muzyk, malarz, kompozytor - najogólniej rzecz ujmując - człowiek wielu talentów i niezwykle barwna postać jest dziś istnym „mr. cool” i swoistą legendą nowojorskiego undergroundu. Za cokolwiek by się nie wziął: czy to muzyka, malarstwo, film czy audycje radiowe  - wszędzie znajduje sposób, by odcisnąć własne piętno.

  • Jakby przeleciał obok nas helikopter. Dziś 75. urodziny Tony'ego Williamsa

    7 listopada 1967 roku w niemieckim Karlsruhe w Stadhalle kwintet Milesa Davisa wystąpił na rejestrowanym kamerami telewizyjnymi koncercie. Moje pierwsze zetknięcie z muzyką wielkiego kwintetu, zwanego „drugim”, nastąpiło właśnie wtedy. Ściślej rzecz ujmując – w trakcie utworu „Walkin’”. Niby nic specjalnego, standard. Za plecami trębacza działy się niesamowite rzeczy. Perkusista Tony Williams wydawał się jak w transie.

  • Tom Waits - Bad As Me - dobra piosenka zawsze się obroni

    Wracam do domu. Pustym pośpiesznym z zachodu na wschód. Dziewczyna w kozakach za kolana, skórzanym płaszczu, królowa prowincji, zajęta plotkami z większego świata odbija ochłapy słońca przeciskającego się przez grudniowe chmury swoją tłustą od kremu twarzą. Obok Rosjanin, w podróży na dalszy wschód pokazuje na pękniętym wyświetlaczu telefonu wędkarskie trofea z rzek szerszych niż jego myśli. Jest Wigilia. Wracam do domu i słucham ostatniej płyty Toma Waitsa. 

  • Tom Waits@71 - Betoniarka pełna dźwięków

    „Performer, magik, przewodnik duchowy” – zapowiadał go niegdyś Neil Young. Tom Waits od dekad wymyka się szufladkom i klasyfikacjom. Nie łudźcie się, że tym tutaj uda się nam go wreszcie przyszpilić.

  • Matthew Shipp – p******ić tradycję

    O pianiście Matthew Shippie niemało zdają się mówić dwie anegdoty. W jednym z wywiadów opowiadał o okolicznościach, gdy zdecydował się zająć muzyką pełną parą. Mianowicie gdy miał dwadzieścia kilka lat, poza byciem muzykiem pracował również w księgarni jako asystent kierownika. Gdy usłyszał, że został właśnie zwolniony – inna sprawa, że nie precyzuje przyczyn – impulsywnie rzucił książkami w przełożonego i, opuściwszy sklep, postanowił, że już nigdy nie będzie miał stałej i codziennej pracy na etacie. To zmusiło go do pełnej aktywizacji na polu muzyki.

  • Miroslav Vitous - muzyk, który chadzał właściwymi ulicami

    Na początku lat 60. w czeskiej Pradze, na kongresie pisarzy wezwano do oficjalnego uznania Franza Kafki jako powód do dumy. Pisarz pozostawał do tej pory wyklęty przez komunistyczne władze. Trudno się dziwić, nawiasem mówiąc. Na fali postępującej liberalizacji obyczajów, do Pragi - podobnie jak do Warszawy i Krakowa - trafiła "zgniła, dekadencka muzyka amerykańskich Murzynów" - jazz. Na dźwięki Zachodu nie pozostał obojętny Miroslav Vitous, do tej pory muzyk jedynie z zamiłowania, karierę planujący raczej pływacką.

  • Dave Brubeck - żył długo i pięknie. Dziś miałby 100 lat

    Dave Brubeck zmarł na dzień przed swoimi 92. przypadającymi 6 grudnia. Dziś pianista ten, któy swoją twórczością zmienił bieg jazzowej historii, wprowadzając ją do świadomości szerokiej publiczności miałby 99 lata. Oczywiście, uczynił to dzięki kompozycji "Take Five" - akurat napisanej przez saksofonistę Paula Desmonda - i z nią właśnie jest najczęściej kojarzony.

  • Steve Swell - człowiek puzonu

    Steve Swell urodził się w roku 1954 w Newark w stanie New Jersey. Pierwszy kontakt z muzyką zawdzięcza ojcu – który sam był muzykiem amatorem, grał na saksofonie altowym oraz klarnecie. Niestety, żeby utrzymać rodzinę musiał porzucić aktywną działalnośc muzyczną (zajął się mechaniką samochodową), ale kiedy podarował synowi swój klarnet kiedy ten miał 9 lat oraz dawał mu lekcje gry. Postępy w grze na klarnecie były jednak niewielkie.

Strony