Marcin Olak

Marcin Olak Poczytalny - rzecz o niepodległości.

Droga numer 55, gdzieś za Kwidzynem. Wracam z koncertu. Za jakieś pół godziny wjadę na autostradę, ale jeszcze przez chwilę mogę rozkoszować się widokiem rozległych pól i mijanych miejscowości. Pola są piękne i surowe w zimnym świetle poranka. A domy… no cóż, może na wiosnę lub latem, w otoczeniu zieleni i w pełnym świetle byłoby lepiej. Ale teraz jest po prostu szaro.

Marcin Olak Poczytalny - Pochwała ulotności

Zastanawiam się dlaczego, mówiąc o historii muzyki, wspominamy w zasadzie tylko kompozytorów. Od czasu do czasu zdarza się jakiś wykonawca, który, dajmy na to, zainspirował kompozytora czy zamówił jakieś ważne dzieło – ale to tyle. Od zawsze uczyłem się tak przedstawianej historii muzyki i w zasadzie niezbyt mnie to dziwiło… choć, gdyby się zastanowić nieco głębiej, można by przecież dojść do wniosku, że przecież kompozycja to nie jedyny sposób tworzenia muzyki. Jest jeszcze improwizacja.

Marcin Olak Poczytalny - Naprawdę staram się nie pisać o polityce, ale czasem po prostu mi nie wychodzi

Słowo daję. Naprawdę, robię co mogę, żeby unikać tej tematyki. Po prostu uważam, że polityki jest w przestrzeni publicznej zbyt dużo, że zdecydowanie nazbyt się panoszy. Że wypiera o wiele ważniejsze i potrzebniejsze tematy. I wreszcie uważam, że polityka stała się już częścią popkultury – co oznacza, że forma staje się weń o wiele ważniejsze niż jakiekolwiek zagadnienia merytoryczne. Co gorsza, nie chodzi tu bynajmniej o jakkolwiek wyszukane czy wyrafinowane formy.

Interakcja zamiast krzyku – wywiad z Marcinem Olakiem

Czytelnicy Jazzarium mogą kojarzyć Cię z tworzeniem muzyki improwizowanej i ukazującymi się co dwa tygodnie na naszym portalu felietonami pod hasłem „Marcin Olak #poczytalny”. Chętnie również dzielisz się na Facebooku fotografiami z miejsc, gdzie występujesz – z nieodłącznym hasłem #tociężkapracaalektośtomusirobić. Niedawno wspominałeś tam o warszawskim kinie Iluzjon, a to niekoniecznie jest przestrzeń, z którą koncertowe granie można kojarzyć.

Marcin Olak Poczytalny - Sława drwala

Obejrzałem wczoraj w telewizji program o drwalach. To znaczy najprawdopodobniej o drwalach – nie jestem pewien, oglądałem od połowy. Byłem naprawdę zmęczony, usiadłem i włączyłem na chwilę telewizor – a tam jacyś ludzie ścinali drzewa, gdzieś je wieźli i coś z nich budowali. Więc może nie drwale, ale jacyś specjaliści od drewnianych budowli. Albo mieszkańcy takiej na przykład Alaski, którzy muszą nazwozić drewna żeby zbudować magazyn. Czy cokolwiek innego. Nie mam pojęcia. Przez większość czasu cięli, więc niech będą drwale.

Marcin Olak Poczytalny - Warto

Warto posłuchać „Of Echoing Bronze” choćby po to, żeby usłyszeć, jak najcichsze i na pozór przypadkowe szmery i trzaski nabierają znaczenia i stają się muzyką. Artyści wykorzystali każdy możliwy dźwięk, jaki udało im się wydobyć z instrumentów, nic nie okazało się być zbędnym czy nieużytecznym. W muzyce klasycznej coś takiego nie mogłoby się wydarzyć. Akademicka kultura dźwięku bardzo precyzyjnie definiuje kanon brzmień i barw, które mogą być używane. I, rzecz jasna, eliminuje wszystkie pozostałe jako bezużyteczne i błędne.

Marcin Olak Poczytalny - Punkt widzenia

I już po wakacjach. W praktyce oznacza to, że znów większość czasu spędzam w samochodzie, próbując zdążyć z próby na koncert lub odwrotnie. Najprawdopodobniej nie zdążę, bo właśnie utknąłem na jakimś przejeździe kolejowym. Miałem czas zaplanowany dokładnie co do minuty, i dokładnie w tym momencie wszystko bierze w łeb, bo od dziesięciu minut stoję przed szlabanem i przepuszczam piąty chyba pociąg. Próbuję jakoś wykorzystać czas, nadrabiam zaległości w słuchaniu.

Marcin Olak Poczytalny - A gdyby tak rzucić to wszystko i posłuchać czegoś zupełnie innego?

Koniec wakacji i początek nowego sezonu to taki moment, kiedy czasem się zastanawiam nad tym, co się wydarzy w muzyce. Myślę nie tylko o tym, co i jak ja chciałbym zagrać, próbuję też zgadnąć co nowego się pojawi. I prawie nigdy nie trafiam.

Marcin Olak Poczytalny - Requiem

Miniony tydzień bez litości skonfrontował mnie z przemijaniem. Odeszła Kora, zmarł Tomasz Stańko, kilka dni wcześniej w zupełnie bezsensownym wypadku zginął Grzesiek Grzyb. Byli i już ich nie ma, tak po prostu. Tomasz Stańko i Kora bez wątpienia zapisali się w historii polskiej muzyki – nagrali wiele płyt, odeszli opłakiwani przez rzesze fanów. Grzesiek mógł jeszcze niejeden dźwięk zagrać, był zdrowy, silny i w pełni sił twórczych – ale nie, musi wystarczyć to, co już zagrał. Koniec. Ani jednego dźwięku więcej.

Strony