Marcin Olak Poczytalny

Marcin Olak Poczytalny: Czas

Siedzę przy oknie. Słońce powoli zachodzi, niebo robi się sino-pomarańczowe. Takie schyłkowe. Myślę o tym jak szybko płynie czas. Upływa. Znika. Przeszłości nie ma – cudownej, strasznej, szczęśliwej czy tragicznej – już nie ma. Można iść dalej. Nawet trzeba, siedzenie przy oknie nie jest optymalnym rozwiązaniem. Pozostaje tylko znaleźć odpowiedź na pytania... Dokąd? Po co? Jak?

Marcin Olak Poczytalny: Holiday Special

Przygotowania do świąt, poszedłem do sklepu po mandarynki. Przecież nie może być wigilii bez mandarynek. Wchodzę do sklepu, w środku ludzie pakują wszystko co się da do wózków, jakby robili zapasy na wojnę. Znalazłem mandarynki. Odczekałem cierpliwie, aż osoba przede mną skończy wybierać pięć owoców z kosza zupełnie takich samych pomarańczowych kulek. Pakuję. Dużo, przecież święta powinny być na bogato.

Marcin Olak Poczytalny: Chwila przed

Noc. Zmierzch teraz zapada wcześniej, wszystko się wycisza, milknie; robi się trochę tajemniczo, życie schodzi w ukrycie, w podziemie. Siedzę w piwnicy klubu, pomału szykuję się do koncertu. Coś gram, nareszcie gram. Jestem spragniony występów przed ludźmi, spotkania, budowania jakiejś wspólnej energii… Ale coś się zmieniło.

Marcin Olak Poczytalny: Nieczułość

Wieczór siedzę w pracowni. Ciepło mi, piję kawę… Tymczasem na naszej granicy koczuje grupa uchodźców. W nocy mogą już być przymrozki, a ci ludzie nie mają nic – leków, ubrań, wsparcia, jedzenia… Nic. Nie, nie przyjmuję do wiadomości, że istnieje jakakolwiek wyższa racja, która usprawiedliwiałaby pozbawienie tych ludzi szans na przeżycie. Nic nie usprawiedliwia tego cholernego stanu wyjątkowego, nic. Żaden rozkaz nie tłumaczy bezduszności, nieczułości, przyzwolenia na ich cierpienie. Można dyskutować o tym, czy ich przyjąć, czy przesłać dalej.

Marcin Olak Poczytalny: Bella

Dobrze mam. Wstałem, wypiłem kawę, słucham muzyki, mogę w spokoju napisać felieton. Nie koczuję na granicy, nikt ode mnie nie odgradza się drutem kolczastym. Nie walczę o życie, próbując dostać się do jakiegokolwiek samolotu, nie muszę uciekać przed uzbrojonymi i gotowymi zabijać fanatykami. Ci nasi jeszcze nie są uzbrojeni, problem wydaje się bezpiecznie odległy – niestety tylko przez chwilę, bo niestety kierunek jest dokładnie ten.

Marcin Olak - A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać do Göttingen?

Rano. Kawa. Próbuję na chwilę włączyć wiadomości, przecież dobrze jest coś wiedzieć. Wytrzymałem tylko kilka minut, to takie żałosne. Prezydent nie jest w stanie pogratulować nieheteronormatywnej medalistce olimpijskiej, ale za to chce podwyżkę. Politycy chcą przejąć niezależne od rządu media. Ktoś znów kogoś obraził. Ktoś komentuje… Główny nurt polityki jest nie do zniesienia, odchodzę od ekranu, wracam na sport, na szczęście jest olimpiada. A sportowcy walczą o wszystko, przecież dla niech to jeden z najważniejszych występów w życiu.

Marcin Olak Poczytalny: Powstanie

Wstałem. Przede wszystkim kawa, reszta później. Jakoś ogarnę, do tej pory się udawało, może dziś też… ale w zasadzie co za różnica, przecież to wszystko i tak jakoś się potoczy, ze mną lub beze mnie. Bez znaczenia.

Marcin Olak Poczytalny: Smutny koncert.

Poszedłem na koncert. Fajny. Modny. Taki, na którym wypada być. Zazwyczaj unikam modnych i tłocznych miejsc, ale tym razem uznałem że warto, naprawdę chciałem usłyszeć ten skład na żywo.

Marcin Olak Poczytalny: Odmienności

Chyba coś poszło nie tak. Przecież powinienem teraz grillować, pić piwo, słuchać skocznej muzyczki, pasjonować się piłką nożną, oglądać jakiś mecz, chyba jakieś mistrzostwa są czy coś? Może nawet mógłbym mieć normalną pracę, oglądać seriale, wziąć na kredyt nowy telefon, może nawet samochód… a ja nic. A przecież to nic złego, można być naprawdę fajnym człowiekiem z nowym telefonem, oglądać mecze i chodzić na grilla. No można. Tyle, że ja jestem inny. Piłki nie lubię, nawet kiedyś myślałem, że Lech i Kolejorz to dwa różne kluby.

Marcin Olak - A gdyby tak wszystko rzucić i wyjechać?

Widziałem „Nomadland”. Poruszająca historia – wciągająca, choć bez oczywistej akcji, bez puenty, bez szczęśliwego zakończenia. Taka cholernie prawdziwa.

Strony