Marcin Olak Poczytalny

Marcin Olak Poczytalny - Dziub-dziub a sprawa polska

„A kto widział Dziub Dziuba? Jak wygląda Dziub Dziub?”

Rozmawiam z kumplem. Przez telefon, bo przecież zostajemy w domu. To ma sens, ale brakuje normalnych spotkań. Całe szczęście, że telefony, że internet… Rozmawiamy, rzecz jasna, o wirusie, o tym, jak nas zhackował. Co się pozmieniało, co rozsypało, co już chyba nigdy nie będzie takie jak było. I o ludziach, bo może ktoś znalazł sposób, żeby sobie ciut lepiej poradzić. Albo ze zwykłej, ludzkiej ciekawości. Ot, gadamy – ale w tej rozmowie zaczyna nam się coś rysować…

Marcin Olak Poczytalny - Próba generalna

Siedzę w domu. Jestem zdrowy, nie mam gorączki, nie kaszlę – i chcę, żeby tak zostało. Nie wychodzę, chyba, że jest to absolutnie konieczne. To wyraz rozsądku, tak trzeba. Ale jest w tym też jakaś bezradność – mamy XXI wiek, a nie mamy jeszcze szczepionki czy lekarstwa. Malutki wirus zhackował cały świat, wymusił zmianę sposobu życia, interakcji między ludźmi… Dziś pozamykali restauracje, kawiarnie, niektóre sklepy – trudno, przeżyję. I tak wcześniej odwołali mi koncerty, więc nie miałbym czego tam wydawać. Ale kłopot jest.

Marcin Olak Poczytalny - O stacjach benzynowych

Weekend w trasie. Teoretycznie, skoro dość dużo podróżuję, powinienem mieć wiele różnorodnych wrażeń… W praktyce na zwiedzanie zazwyczaj brakuje czasu, więc mój ogląd rzeczywistości ogranicza się do hoteli, restauracji i sal, w których gram. A, i jeszcze stacji benzynowych. O jedzeniu i restauracjach pewnie jeszcze kiedyś napiszę. Hotel jak hotel, nic szczególnego, w sumie można by trochę ponarzekać, że przydałby się remont, że smutno… Hotel bez gości ma swój specyficzny nastrój – trochę apatii, rezygnacji. Zazwyczaj jest lekko podniszczony, ale przecież nie naprawią, bo za co.

Marcin Olak Poczytalny - Mam dość

To jeden z tych dni, kiedy po prostu mam dość. Dość polityków, którzy pokazują nam obraźliwe gesty niczym pijany żul, przekonany, że zatriumfował. Dość nierzetelnych ludzi, którzy łamią dane słowo i zachowują się tak, jakby mieli do tego prawo, jakby wszystko było OK. Dość nieuczciwych handlarzy, którzy są chyba przekonani, że ich żądza zysku daje im prawo do oszukiwania klientów. Dość prymitywnych, drobnych cwaniaczków, z którymi – czy tego chcę, czy nie – muszę stykać się na co dzień.

Marcin Olak Poczytalny - Wolę mieć mniej

Zaczęło się od tegorocznych nagród Grammy. Rzecz jasna nie znałem wszystkich jazzowych nominowanych, więc postanowiłem nadrobić zaległości. Zestawiłem playlistę. Włączyłem. Po chwili pomyślałem, że mogę pójść jakimś tropem – zacząłem sprawdzać, co jeszcze ten konkretny skład nagrał. Usłużny algorytm podpowiedział mi kilka podobnych tracków, w sumie czemu nie? Po godzinie słuchania muzyki zauważyłem, że trochę oddaliłem się od wyjściowej playlisty… Wracam. Nie za bardzo pamiętam, czego już słuchałem, puszczam Esperanzę Spalding. Chyba to już było?

Marcin Olak Poczytalny - Muzycy wyklęci

Zastanawia mnie, jak często – mam nieodparte wrażenie, że ostatnio częściej – spotykam się z identyfikacją negatywną. Miłośnik jazzu nie identyfikuje się już tylko jako słuchacz płyt Coltrane’a. Musi jeszcze podkreślić, że nie poważa improwizacji otwartej, a free uważa za aberrację. Koneser awangardy nie może poprzestać na słuchaniu Braxtona czy Halvorson, musi jeszcze stanowczo wykluczyć wszystko, co mogłoby kojarzyć się z mainstreamem. Czy, nie daj Boże, z muzyką rozrywkową.

Marcin Olak Poczytalny - Wesołych Świąt!

Boże narodzenie to cudowny czas. Pomijam ten cały przedświąteczny galimatias, reklamy z Mikołajem i Last Christmas – tak, to jest słabe, ale nie o to mi chodzi.

Marcin Olak Poczytalny - Już tu byłem

Budzę się z przekonaniem, że jest bardzo wcześnie, po intensywności światła obstawiałbym jakąś piątą. Patrzę na zegarek, potem z niedowierzaniem podchodzę do okna. Jest już prawie ósma, ale na zewnątrz jest szaro i zdecydowanie zbyt ciemno. Przyjmuję do wiadomości wskazania zegarka, ale bez entuzjazmu.

Marcin Olak Poczytalny - Nie kupuj nowego samochodu, lepiej posłuchaj Nicka Cave’a

Zaczęło się. W sumie mogłem to przewidzieć, jest już druga połowa listopada – najwyższy czas, żeby w reklamach zaczął się pojawiać rumiany jegomość w czerwonym wdzianku, pokrzykujący swoje jowialne ho-ho-ho. Sam nie wiem, co mnie podkusiło, żeby włączać radio. Chciałem posłuchać wiadomości, choć przecież wiem, że są złe. I tak nie dosłuchałem ich do końca, nie dałem rady… Za to przed serwisem informacyjnym zostałem uraczony okolicznościową wiązanką reklam. Szlag by to trafił…

Marcin Olak Poczytalny - Jak to zrobił Mark Ribot?

Gdybym miał trochę więcej czasu, napisałbym relację z tego koncertu. Opisałbym interakcje pomiędzy muzykami, pewnie też zastanowiłbym się nad koncepcjami kompozycyjnymi i tym, w jaki sposób muzycy wychodzili od tematów i przechodzili do improwizacji. I same improwizacje. I jeszcze wymowę tego koncertu, bo to przecież pieśni buntu, w intencji wykonawców wymierzone przeciw obecnemu prezydentowi USA.

Strony