Recenzje

  • Far From Over

    Pianista Vijay Iyer to postać nietuzinkowa we współczesnym jazzie. Nie można go jednoznacznie łączyć z nurtami związanymi z improwizacją. Ale nie jest to także muzyk, który skupia się tylko na pielęgnowaniu tradycji, czy dążący jakoś szczególnie do tego, żeby zdobyć szczyt szczytów mainstreamu. “Far From Over” to już piąta z kolei płyta Vijay Iyera wydana w barwach monachijskiego ECM. I być może druga najlepsza obok “A Cosmic Rhythm with Each Stroke”, o której bardzo ciekawą zawartość zadbał także trębacz Wadada Leo Smith.

  • Combobulated

    Tom Rainey stale wprowadza nowe pomysły do swojego muzycznego menu. Na “Combobulated” ten trend zostaje podtrzymany. Przy okazji dołączają do niego saksofonistka Ingrid Laubrock i gitarzystka Mary Halvorson. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że te postaci razem i osobno gwarantują moc wrażeń ze słuchania ich ekscytujących i złożonych improwizacji.

  • Columbia Icefield

    Amerykański trębacz Nate Wooley, to muzyk, którego dokonania artystyczne śledzimy wyjątkowo skrupulatnie. Czas zatem na kolejny odcinek muzycznych przygód z jego udziałem. Tak się składa, że jeśli Wooley rejestruje ostatnimi czasy dźwięki po drugiej stronie Atlantyku, na ogół jest to muzyka komponowana, gdzie proces improwizacji jest tylko pewnym skutkiem działań przedprodukcyjnych. Sięgamy więc po album Columbia Icefield.

  • Noise of Our Time

    „Noise of Our Time” – taki tytuł nosi premierowy krążek kwartetu, który narodził się podczas rezydencji Kena Vandermarka w nowojorskim klubie The Stone przed dwoma laty. Wówczas po raz pierwszy Amerykanin wyszedł na scenę w towarzystwie trębacza Nate'a Wooley'a, pianistki Sylvie Courvoisier i perkusisty Toma Rainey'a. Rok później zebrali się ponownie – już nie podczas koncertu, ale w studiu nagraniowym, czego owocem jest wydany właśnie przez szwajcarską wytwórnię Intakt album.

  • Lucidity

    Nawet trwając w uwielbieniu dla obecnego w muzyce improwizowanej czy też jazzie elementu nieprzewidywalności dobrze jest móc czasem poobcować z pewnikami. Istnieją na szczęście muzycy, którzy może niespecjalnie gustują w sprawianiu niespodzianek, ale jeśli już coś wypuszczą, sięgnąć po to można bez mrugnięcia okiem. Do tej grupy bez wątpienia należą skandynawowie z Atomic.   

  • Black Orpheus

    Przykre to okoliczności, gdy nowo wydany album należy skomentować w kontekście niedawnej śmierci występującego na nim artysty. Komentarz nabiera jeszcze większego ciężaru, gdy dotyczy on płyty stanowiącej zapis jego ostatniego koncertu, który do tego był występem solowym. A w muzyce improwizowanej gra solo to wyjątkowa płaszczyzna dla prezentacji tego, co najbardziej intymne w duszy twórcy. Taki kontekst dotyczy albumu „Black Orpheus” Masabumiego Kikuchi, wydanego niespełna rok po śmierci tego wyjątkowego pianisty.

  • Slavic Spirits

    Recenzja, którą piszę, jest bardziej krótką polemiką niż opisem płyty. Nadaję tekstowi taki, a nie inny ton, gdyż peanów wygłaszanych na temat “Slavic Spirits” namnożyło się już sporo i wciąż wyrastają jak grzyby po deszczu. Moje krytyczne podejście nie oznacza jednak, że źle oceniam ten album. Chciałbym to już na wstępie zastrzec, a świadczy o tym, np. moja ocena. W tym przypadku uważam jednak, że nie warto nadmuchiwać balonika i wygłaszać płomiennych mów, bo balonik może pęknąć. Lepiej zejść na ziemię i spojrzeć na to całe zamieszanie z lekkim dystansem.

  • Anguis Oleum

    Nowojorskiego alcistę Tima Berne’a nie zaliczylibyśmy do nadmiernie pracowitych muzyków, wszakże w ramach swojej bieżącej formacji Snakeoil, dostarcza nam nowe płyty dość regularnie. Po trzech studyjnych ujawnieniach w ramach monachijskiego ECM, tym razem edycja koncertowa, zrealizowana przez osobistą wytwórnię Tima – Screwgun Records, w edycji limitowanej, dwustu sztukowej.

  • Crepuscule In Nickelsdorf

    Z pewnością jednym z najważniejszych wydarzeń koncertowych bieżącego roku, z punktu widzenia miłośników muzyki improwizowanej, była obecność Evana Parkera i jego niezwykłego przedsięwzięcia artystycznego pod nazwą Electro-Acoustic Ensemble na 14. edycji warszawskiego Festiwalu Ad Libitum.

  • Littlefield Concert Hall Mills College

    Kiedy myślimy Roscoe Mitchell najczęściej pierwszym co przychodzi do głowy to Art. Ensemble Of Chicago. AEC wisdomo band słynny i emblematyczny nie tylko dla drugiej chicagowskiej awangardy, ale w ogóle dla świata muzyki improwizowanej. Wbrew pozorom nie tak wielu pamięta, że na samym początku było Roscoe Mitchell Art. Ensemble, a ikoniczna nazwa bandu powstała dopiero we Francji, do której grupa przeniosła się na przełomie 60. I 70. lat.

  • III

    Już zakilka dni, na finał pierwszego dnia New Wave Of Impromptu – 3.Spontaneous Music Festival, w poznańskim Dragonie zagra Kodian Trio. Dirk Serries (gitara elektryczna), Colin Webster (saksofon altowy) i Andrew Lisle (perkusja) świętować będą ukazanie się trzeciego studyjnego albumu formacji. Nim to nastąpi, winniśmy zatem bezwzględnie poznać jego zawartość. Handlowa premiera płyty III, którą dostarcza Trost Records (CD), przypada na 27 września.

  • Saluting Sgt. Pepper

    Django Bates – wolny duch brytyjskiej sceny jazzowej na warsztat wziął materiał, z którym każdy sympatyk muzyki rozrywkowej jest w jakiś sposób emocjonalnie związany. The Beatles i kultowy album „Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band” z 1967 roku, w nowej odsłonie może się podobać. Django Bates do projektu zaprosił indie rockowe trio Eggs Laid By Tigers – odpowiedzialne za wokale, a także wielką orkiestrę – Frankfurt Radio Big Band, która realizuje momentami groteskowe aranżacje lidera. Efekt?

  • ‎Imaginings

    Na powrót brytyjskiego gitarzysty Iana Brightona do świata żywych czekaliśmy niemal ćwierć wieku. Ale gdy już powrócił, dość regularnie dostarcza nam nowych nagrań. Oto jedno z nich – studyjne spotkanie z przyjaciółmi (w każdym niemal przypadku - legendami gatunku!), w celu swobodnego improwizowania, poczynione ubiegłego lata w Londynie.

  • Chiasm

    Doczekaliśmy się ciekawej kolaboracji na 75 urodziny angielskiego saksofonisty Evana Parkera. Ten jakże zasłużony dla rozwoju muzyki improwizowanej artysta wciąż pozostaje w formie i nie odcina kuponów od dotychczasowych osiągnięć. Nie osiada też na laurach i nie wydaje się rozmyślać o emeryturze, tylko bierze saksofon w swoje ręce i zaprzęga do współpracy młodych gniewnych z duńskiej grupy Kinetics.

  • A Jones In Time Saves Nine

    Debiutancka płyta tria Jones Jones ukazała się trzy lata temu, a zawierała moskiewski koncert z roku 2011. Dziś, gdy sięgamy po ich najnowsze wydawnictwo (koncerty z roku 2016), dopada nas nieodparte wrażenie, iż te poprzednie nie specjalnie doceniliśmy. A zatem w ramach zadośćuczynienia – przed nami płyta A Jones In Time Saves Nine, kolejna doskonała pozycja, która przez nieuwagę/ brak czasu/ głupotę redakcji nie trafiła na listę najlepszych płyt roku ubiegłego.

Strony