Recenzje

  • Precipice

    Czasy mamy potwornie ciężkie, ale muzyki improwizowanej produkuje się na całym świecie jakby w nadmiarze. Muzycy w zaciszu domowych pieleszy poszerzają całkowicie już rozszerzone techniki wydobywania dźwięków, pławią się w bezkrytycznej awangardzie, aż … czasami chce się nam wyjść z kina, cytując klasyków.

  • Seven Lines

    Prawdę powiedziawszy nie bardzo potrafię na muzykę zawarta na „Seven Lines” patrzeć inaczej niż z perspektywy koncertu jaki powiększona do rozmiarów XL i jeszcze dodatkowo z gościnnym udziałem słynnego drummera Hamida Drake’a dała podczas ubiegłorocznej edycji Krakowskiej Jesieni Jazzowej.

  • Landmarks

    Miłośnicy zespołu Fellowship band mają ciężkie życie. Założony przez Brina Blade’a zespół jak do tej pory nagrał cztery płyty, a od czas jego powstania upłynęło już 16 lat. Oczywiście Brian jest bardzo zajętym muzykiem. Pochłania go praca z Waynem Shorterem, aktywność sidemana, tak więc siłą rzeczy Fellowship Band bywa, że musi czekać.

  • Słowo na T

    „Słowo na T” sekstetu Sabiny Meck to zbiór dziesięciu piosenek, z których aż dziewięć napisanych jest w języku polskim. I to właśnie znakomite teksty autorstwa Sabiny Meck są największym wabikiem na tym albumie. Dodając do tego silnie improwizujący sekstet, charakterne melodie, złożone aranżacje i różnorodną stylistykę przed oczami staje nam album zaiste doskonały.

     

  • Consort in Motion

    To może okazać się jedna z najważniejszych płyt 2011 roku! Nawet jeśli nie zostanie ona stosownie wyróżniona w prestiżowych rankingach i nie zdobędzie oszałamiającej ilości gwiazdek to i tak będzie dla wielu słuchaczy więcej niż tylko kolejnym wydawnictwem płytowym, którego autor postanowił zmierzyć się z tym z czym mierzyło się już wielu, a więc ze stworzeniem wspólnej przestrzeni dla muzyki baroku i renesansu, jazzu oraz w ogóle improwizacji w szerszym rozumieniu tego słowa. Tak pisałem 9 lat temu.

  • Arctic Riff

    Arctic Riff” to wspólny projekt  tria Marcina Wasilewskiego i  saksofonisty Joe Lovano. Zderzenie dwóch jazzowych kultur, tradycyji amerykańskiej i słowiańskiej. Kantylena typowa dla polskiego tria jest tu poganiana przez postbopowego wyjadacza. Wszystko zaś spięte przestrzenią typową dla ECM-u. Album zdecydowanie krystaliczny , ale wbrew arktycznym nawiązaniom: gościnny i ciepły.

  • Star People Nation

    Na swoim najnowszym albumie „Star People Nation” Theo Croker w pełni pokazuje swoją muzyczną tożsamość. Dorastał na kulturze hip-hopu. Swingu uczył się od Robina Eubanksa i Gary’ego Bartza. Później współpracował z Dee-Dee Bridgewater, czego efektem jest album „AfroPhysicist”. Dziś do naszych rąk trafia „Star People Nation”. Płyta, która jest syntezą dotychczasowego stylu Theo Crokera: nowoczesnej mieszanki chillującej muzyki akustycznej i hip-hopowych sampli z jazzowym instrumentarium, na najwyższym poziomie wykonawczym.

  • The Arrival

    Nie sposób ukryć faktu, że zarówno saksofonista Chico Freeman, jak i kontrabasista Heiri Känzig do zbyt rozpoznawalnych artystów na naszym podwórku raczej nie należą. Co prawda lepiej pod tym względem jest z chicagowskim instrumentalistą, który może się pochwalić pokaźną dyskografią, ścisłym związkiem z organizacją Association for Advancement of Creative Musicians, a także współpracą z muzykami klasy Mala Waldrona, McCoy Tynera, Lestera Bowiego czy Jacka De Johnette.

  • Dark Matter

    Moses Boyd razem z saksofonistą Binkerem Goldingiem tworzy jeden z najbardziej uznanych zespołów nowej sceny jazzowej w Wielkiej Brytanii. Ich płyty spotykają się z dużym zainteresowaniem krytyków oraz słuchaczy. Na “Alive In The East?”, które jest wydawnictwem koncertowym, wsparł ich nawet sam Evan Parker. Myślę, że trudno posądzać go o koniunkturalizm. Brytyjski saksofonista tak na dobrą sprawę nie musi już nikomu nic udowadniać, a jednak jego udział w znacznym stopniu przyczynił się do tego, że album Binker & Moses należy uznać za bardzo dobry.

  • Of The Best Bears!

    Gdy na brytyjskiej ziemi lat temu ponad pięćdziesiąt, w twórczych bólach, rodziła się muzyka swobodnie improwizowana, pewien szwedzki chłopiec przebywał jeszcze w brzuszku swojej matki.Dziś, gdy słuchamy go, jako w pełni ukształtowanego artystycznie muzyka, nad wyraz dorosłego przedstawiciela wieku średniego europejskiego jazzu i muzyki improwizowanej, mamy jednak wrażenie, że pomiędzy deskami pewnego londyńskiego Małego Teatru, a szwedzkim, kobiecym ciałem nawiązana została pewna komunikacja.

  • December Avenue

    Był legendą, autorem i współautorem trudnej do zliczenia liczby wydawnictw płytowych, odkrywcą, erudytą, muzykiem-instytucją w świecie współczesnego jazzu. To zaszczytna i niezagrożona pozycja na firmamencie klasyków muzyki improwizowanej, utrwalona i bezpieczna, ale też nie zmuszająca do eksplorowania nowych terytoriów, wybijania się, poszukiwania.

  • Cut Out

    Podobno grali ze sobą właśnie jako Cutout już od 2017 roku. Kwintet wymienionych w tytule recenzji muzyków długo zatem przymierzał się do swojego debiutanckiego albumu. Jednak nie dlatego, że tak intensywnie pracował nad materiałem. Artystom odpowiedzialnym za zawartość “Cutout”, w przerwie na inne projekty, wystarczył zaledwie jeden styczniowy dzień w 2019 roku na to, by zarejestrować muzykę, której teraz można z dużą przyjemnością posłuchać. Za jej wydanie odpowiedzialna jest mała, niezależna wytwórnia z Bostonu.

  • On the tender spot of every calloused moment

    Dwa tygodnie po tragicznych wydarzeniach w Minneaoplis, Ambrose Akinmusire zabiera głos. Stanowczy i bezkompromisowy wyraz sprzeciwu wobec białej supremacji. Akinmusire już dawno przestał być jednym z najlepszych trębaczy o jakim słyszał współczesny świat. Teraz, dodatkowo staje się głosem pokolenia, które walczy o równe prawa i godność człowieka. Jego najnowsza płyta „On the tender spot of every calloused moment” jest tego doskonałym świadectwem.

  • Charlie Watts Meets The Danish Radio Big Band

    Charlie Watts podczas jednego z wywiadów sprzed kilku lat przeglądając fotografie z instrumentami The Rolling Stones z lat sześćdziesiątych, powiedział: „Nadal mam te talerze, ale nie używam ich na koncertach ze Stones’ami... Są dla nich za dobre. Używam ich tylko na moich jazzowych gigach”. W końcu przyszedł czas, aby je ponownie wyciągnąć, bowiem Charlie Watts na swojej drodze spotkał jedną z najsłynniejszych jazzowych orkiestr w Europie – Danish Radio Big Band. Wspólnie nagrali w pełni jazzową, świetną big bandową płytę.

  • Quake

    Doceniając klasę i warsztat instrumentalny wiolonczelisty Erika Friedlander przyznam nigdy nie stałem się miłośnikiem jego nagrań płytowych. Nawet trudno powiedzieć, dlaczego tak się stało, ale ilekroć sięgałem po płytę opatrzoną jego nazwiskiem okazywało się, że zawarta na niej muzyka budzi niedosyt. 

Strony