Manfred Eicher

Louis Sclavis - muzyk myślący

Znamy go w Polsce szczeglnie w ostatnich latach działaności głównie z wystepów na scenie Domu Muzyki Bielskiego Centrum Kultury. Był tam dwuktortnie, wcześniej odwiedzał także Warszawę, ael to była dawno. Bardzo dawno temu. O Louisie Sclavisie, jednym z najciekawszych klarnecistów jazzowych w ogóle, wciąż chcemy wiedzieć więcej, by w nadzieji, że oglądać go będziemy jeszcze nie raz.

Three Crowns – Macieju nic się nie stało!

I tak oto nastał czas „Trzech Koron” silnej kandydatki do najlepszej jazzowej płyty 2019 roku, która być może też wyniesie autora do rangi jazzowego muzyka roku. Może być też, że umocni go w drodze po laury większe, Fryderyki i Koryfeusze i kto wie czy nie sprowadzi na niego splendoru konkwistadora, który jak husarz podbije zagranicę.

John Abercrombie - koryfeusz

Gdybym miał jednym zdaniem przedstawić Johna Abercrombie, bez wahania powiedziałbym – był jazzowym koryfeuszem, który przez lata wytrwale krystalizuje swój język muzyczny, zawsze do bólu konsekwentny, nie pozwolił sobie przy tym zejść z wytyczonej ścieżki kariery, by choć na chwilę dać się ponieść dobrodziejstwom sławy. Prawdopodobnie nie było takiego projektu, nagrania, na którym Abercrombie mógł zbudować na trwałe marketingowy sukces. Niewątpliwie osiągnął w zamian wiele, by na przestrzeni lat zyskać miano jednego z najważniejszych współcześnie jazzowych autorytetów.

Za stare dobre czasy

Piękna rocznica! Budząca wielki i zasłużony respekt. Zapewne ani Manfred Eicher, ani pozostali ojcowie założyciele ECM, Karl Egger i Manfred Scheffner, nie przypuszczali, że czeka ich wielodekadowa historia, która doprowadzi Edition Of Contemporary Music do pozycji kultowego i najwyżej cenionego labela jazzowego świata. Różne poczytne czasopisma i stowarzyszenia wybierały go oficyną wydawniczą roku. Down Beat bodaj dziesięciokrotnie, Jazz Journalist Association razy cztery, a nawet grona jurorskie MIDEM w końcu ulegały czarowi monachijskiej firmy.

Pokazy filmowe w ramach ECM50 Warsaw Festival

ECM50 Warsaw Festival odbywający się w dniach 25-27 listopada w Centrum Praskim Koneser w samym sercu Starej Pragi, to przede wszystkim muzyka — siedem niezwykłych koncertów artystów tworzących dla wytwórni ECM. Tydzień wcześniej – począwszy od 18 listopada – dźwięk zostanie wzbogacony o obraz.

Barre Phillips - koniec końców?

Sprawa jest poważna niesłychanie, choć wiadomo, że świat jazzu woli rozprawiać o nowych nagraniach często pomniejszych, ale za to głośniejszych i bardziej na czasie muzykach. Jak już się nasyci nimi to kieruję swój wzrok w stronę zamierzchłych gigantów, którzy przecież grali lepiej niż, tworzyli donioślej niż inni i, za którymi teraz tęsknimy, ponieważ przecież wszystko co pochodzi z zamierzchłej przeszłości jest automatycznie lepsze niż co co dzieje się dzisiaj.

Black Orpheus

Przykre to okoliczności, gdy nowo wydany album należy skomentować w kontekście niedawnej śmierci występującego na nim artysty. Komentarz nabiera jeszcze większego ciężaru, gdy dotyczy on płyty stanowiącej zapis jego ostatniego koncertu, który do tego był występem solowym. A w muzyce improwizowanej gra solo to wyjątkowa płaszczyzna dla prezentacji tego, co najbardziej intymne w duszy twórcy. Taki kontekst dotyczy albumu „Black Orpheus” Masabumiego Kikuchi, wydanego niespełna rok po śmierci tego wyjątkowego pianisty.

Aaron Parks - muzyk dzisiejszych czasów.

Kiedy zajrzymy do typowego sklepu płytowego i zapytamy o nazwisko Aarona Parksa, albo gorzej jego nagrania, to może się zdarzyć, że poirytowany sprzedawca da tajny sygnał ochronie i ta wyprowadzi nas na dwór żebyśmy a) nie zawracali idiotycznie głowy człowiekowi w pracy, b). zaczerpnęli świeżego powietrza, bo jak mózg dotleniony to dziwactwa do głowy nie przychodzą.

Made In Chicago

Ta płyta może być wydarzeniem, nie tylko w katalogu ECM i może nawet fakt, że w tym katalogu zajmie miejsce szczególne jest najmniej znaczący. To może być płyta ważna, m.in. z historycznego powodu. Bo oto wielki Jack DeJohnette, perkusista Milesa Davisa, filar tria Keitha Jarretta, powraca do swojego rodzinnego miasta. Powraca do miejsca, w którym uczył się grać, w którym zdobywał muzyczne szlify i to szlify nie byle jakie!

Tomasz Stańko w 77. rocznicę urodzin

Jeszcze rok temu składaliśmy mu najlepsze życzenia, choć, jak sam twierdził, urodzin nie obchodził. Niespołna trzy tygodnie później dowiedzieliśmy się, że nie będziemy mieli już więcej takiej okazji. Dziś Tomasz Stańko - człowiek, który dla wielu, był symbolem polskiego jazzu i jego najjaśniejszą gwiazdą, kończyłby 77. lat. 

Strony