Zmierzam tam, gdzie zabiera mnie muzyka - wywiad z Lucią Martinez

Autor: 
Piotr Wojdat
Autor zdjęcia: 
Mario Burbano

Z hiszpańską perkusistką, która jest ważnym ogniwem berlińskiej sceny jazzowej, rozmawiam o Agustim Fernandezie, Barrym Guyu oraz najnowszej jej płycie “Bosque de niebla”, która właśnie ukazała się nakładem Fundacji Słuchaj!

Czy jazz i muzyka improwizowana są popularne w Hiszpanii?

Lucia Martinez: Jazz staje się stopniowo coraz bardziej popularny w Hiszpanii. Jest więcej szkół, wytwórni i programów, które wpływają na to, że zainteresowanie rośnie. Z drugiej strony, muzyka improwizowana nie jest tak popularna i ogranicza się do małych scen promowanych przez samych artystów. W kraju wciąż nie ma programów na dużą skalę, które mogłyby zainteresować tą bardziej nieprzewidywalną muzyką.

Czy czujesz się częścią hiszpańskiej lub jakiejś innej sceny muzycznej?

LM: Zmierzam tam, gdzie zabiera mnie muzyka i w tym sensie  jestem po części związana z hiszpańską sceną, ale tak naprawdę, estetycznie i ze względu na moją muzyczną aktywność, myślę że bardziej należę do berlińskiej sceny. Rozwijam większość moich projektów tam, gdzie naprawdę czuję silne powiązania.

Jak to się stało, że zdecydowałaś się grać na perkusji i tworzyć własną muzykę?

LM: Zaczęłam grać na lirze korbowej i na tradycyjnej perkusji w Galicji, gdzie się urodziłam, i stopniowo zaczęłam interesować się innymi stylami. Do czasu aż nie zaczęłam studiować perkusji klasycznej. Ale tak naprawdę płyty, których słuchałam i moje zainteresowania artystyczne dotyczyły innego rodzaju muzyki, bardzo pociągał mnie jazz i muzyka współczesna. Krok po kroku i pomimo tego, że w Galicji nie było wielkiego ruchu jazzowego, odnalazłam swoją drogę. Perkusja to mój główny instrument, ale gram też na wibrafonie.

Masz wiele projektów. Zacznijmy od twojego Cuarteto i The Fearless. Jaki był pomysł na te projekty?

LM: Lucía Martínez Cuarteto był moim pierwszym projektem. Powstał w Portugalii, gdzie studiowałam jazz w latach 2002-2006. Od tego czasu nie przestaliśmy razem grać. Wydaliśmy dwa albumy i też jesteśmy przyjaciółmi. Gramy moją muzykę opartą na muzyce tradycyjnej, powiedzmy z galicyjskim akcentem.

The Fearless jest wynikiem długiego procesu. Powiedzmy, że był to projekt, z którym eksperymentowałam przez wiele lat, aż zespół okrzepł i stał się nim w rzeczywistości. Zaczynaliśmy jako trio, a teraz jesteśmy sekstetem. To bardzo fajny projekt.

Pracujesz z Agustim Fernandezem. Czego się od niego nauczyłaś? Jak scharakteryzowałabyś go jako muzyka i jako człowiek?

LM: Gram z Agustim od wielu lat. Do naszego pierwszego spotkania doszło w 2014 roku i zaowocowało ono albumem “Desalambrado”. Od tego zaczęła się też nasza wielka przyjaźń. Agusti jest osobą, którą zawsze bardzo podziwiałam za jego różnorodne dokonania i za to, że wiedział, jak ukierunkować karierę, żeby grać muzykę, którą się pasjonuje. Od niego nauczyłam się tego, że od pierwszej nuty trzeba być skoncentrowanym i dawać z siebie wszystko, co najlepsze. Agustí jest poważny i odpowiedzialny, ale jest też bardzo zabawny i przede wszystkim bardzo inteligentny. Grał z wieloma wspaniałymi muzykami, dlatego uwielbiam z nim rozmawiać i pytać o wszystko. I lubi mi o tym mówić. To wspaniała osoba, którą kocham i doceniam.

Mam nadzieję, że z czasem będziesz bardziej popularna w Polsce, zwłaszcza że nakładem Fundacji Słuchaj! właśnie ukazuje się „Bosque de niebla”. Co wiesz o naszym kraju i naszej scenie muzycznej?

LM: Polska zawsze była dla mnie punktem odniesienia we współczesnym jazzie.

Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam Tomasza Stańkę na żywo, byłam pod wielkim wrażeniem tego, co robił. Podążam też za tym, co tworzą młodzi ludzie tacy jak Dominik Wania. Ale jeśli spojrzymy na katalog Fundacji Słuchaj!, liczba muzyków i jakość katalogu jest niezwykła. Polska to kraj o bardzo wysokim poziomie muzycznym i długiej tradycji jazzowej.

Ponadto bliskość Berlina sprawia, że ​​mam wielu przyjaciół, którzy są polskimi muzykami i wielokrotnie odwiedzałam wasz kraj.

Grałam także na kilku festiwalach i zawsze było bardzo ciekawie spotykać nowych muzyków, może nie tak dobrze znanych za granicą, ale o bardzo wysokim poziomie artystycznym. Mam nadzieję, że po Covidzie będę mogła wrócić do Polski!

Myślę, że „Bosque de niebla” to bardzo ważny album w Twojej karierze. Grasz na nim w trio. Ale nie można go nazwać typowym jazzowym triem fortepianowym. Jak to się stało, że wydałaś album z Agustim Fernandezem i Barrym Guyem?

LM: Latem 2019 roku Agusti Fernandez zorganizował projekt w Barcelonie: Via Augusta, z muzykami z całego świata, w który zaangażowaliśmy się również Barry Guy i ja. Myślę, że pomysł wyszedł od Agustiego. Przez długi czas próbowałam zorganizować to spotkanie jako trio. Spotkaliśmy się kilka dni wcześniej w Barcelonie i skorzystaliśmy z okazji, by nagrywać. Możecie sobie wyobrazić, jaka to była dla mnie radość: nagrać album z dwoma moimi ulubionymi muzykami. Pomysł wysłania go do Macieja Karłowskiego wyszedł również od Agustiego, co bardzo mnie ucieszyło, bo uwielbiam pracować z ludźmi, którzy są pasjonatami tego, co robią. A Maciej taki jest. Od szacunku i podziwu dla muzyki, po dbałość o design. Jestem bardzo zadowolona z tej okazji, która się nadarzyła.

Czy słuchałaś muzyki Barry'ego Guya, zanim nagrałaś z nim album? Co myślisz o tym artyście?

LM: Jestem fanką Barry'ego. Uważam go za wszechstronnego artystę. Znajomość wielu stylów, brzmienie i technika gry na instrumencie oraz energiczna gra czynią go jednym z największych współczesnych kontrabasistów europejskich.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

LM: Mam nadzieję, że uda nam się wydać album na żywo i zagramy z tym trio wiele koncertów.

Poza tym uczę gry na perkusji jazzowej w Conservatorio Superior de Música w Sewilli i będę kontynuowała moje berlińskie projekty. Latem mamy kilka koncertów z The Fearless. Miejmy nadzieję, że wszystko się poprawi i będziemy mogli wrócić na scenę, bo to daje nam najwięcej radości.

Wielkie dzięki za rozmowę i ciesz się naszą muzyką!