Miłość w kinie!

Autor: 
Kajetan Prochyra
Zdjęcie: 

Do kin wchodzi właśnie film Filipa Dzierżawskiego „Miłość”. Dla fanów muzyki to wielkie święto - jedna z najważniejszych grupa w historii polskiego jazzu doczekała się wreszcie portretu na jaki zasługiwała. Jednak za sprawą historii pięciu mężczyzn i łączących ich relacji udało się uchwycić dużow więcej. „Miłość” Dzierżawskiego to być może najlepszy portret Polski ostatnich 25 lat, jaki mogliśmy oglądać w kinie.

Tymon Tymański, Mikołaj Trzaska, Leszek Możdżer i Maciej Sikała spotykają się po latach w sali prób. Tak mógłby się zaczynać jazzowy dowcip, jednak wydarzyło się to naprawdę. Nie wiadomo co się z tego spotkania wykluje. Może płyta, może trasa, może chociaż koncert?  Może też panowie po prostu rozejdą się do domów? Domów bardzo różnych, tak jak różnie potoczyły się drogi życiowe każdego z członków grupy „Miłość”.

Ale kiedyś byli razem - razem jak może nigdy później i z nikim innym - na scenie czy poza nią. Tęsknota za tym uczuciem sprawia, że chcą spróbować spotkać się jeszcze raz. Nie ma w tym spotkaniu atmosfery zjazdu klasowego, panowie nie porównują rozmiarów swoich samochodów, domów, żon. To pragnienie bycia znowu razem jest chyba najbardziej urzekające z całego filmu. Choć nie brakuje tu szczerości, mocnych wypowiedzi, otwartości w spojrzeniu w oko kamery. Z drugiej strony, może bardziej niż inni, potrafią strzec swojej prawdziwej prywatności.
Przyznać jednak trzeba, że członkowie Miłości są bardzo wdzięcznymi bohaterami dla kina. Scena przyzwyczaiła ich do pewnego rodzaju ekshibicjonizmu. Usłyszymy więc z ekranu więcej słów prawdy, szczerych ocen, mocnych słów niż przyzwyczaiły nas do tego dzisiejsze media - w tym telewizjoidalne kino polskie ostatnich lat.

Na szczególne uznanie zasługuje też warstwa wizualna filmu: za sprawą operatora - Andrzeja Wojciechowskiego - i montażysty - Wojciecha Raweckiego Jr - udało się połączyć w spójną estetycznie całość nowoczesne, świeże spojrzenie kamery na członków Miłości współcześnie, ze starannie dobranymi archiwaliami i rekonstrukcjami.

W filmie oczywiście dużo jest muzyki - co ważne nie pełni ona jedynie roli dekoracyjnej. Udało się autorom w kilku sekwencjach zawrzeć to, co w tym improwizowanym gatunku najważniejsze - jak powiedział Derek Bailey: muzyka jest jak życie, tylko lepiej. Na scenie spotykają się nie technicy, którzy potrafią odegrać nuty wolniej, szybciej, głośniej i ciszej, ale osobowości - charaktery, które kształtują m.in. relacje z pozostałymi członkami zespołu. Muzyka wydarza się nie między dźwiękami, a między ludźmi. Pokazać to na ekranie to wielka sztuka.

Oglądając „Miłość” trudno nie powtórzyć pytania, które wyśpiewywał Jacek Kaczmarski: Co się stało z naszą klasą? Tymon Tymański został zwierzęciem medialnym - prowadził program w telewizji, ma swoją audycję radiową, co jakiś czas informacje o nim pojawiają się na portalach plotkarskich - ale jest też wciąż aktywnym muzykiem - komponuje, gra z Tymon & The Transistors. Z ekranu pada jednak zarzut, że wszedł w buty tych, przeciw którym sam buntował się na początku swojej drogi.
Mikołaj Trzaska rąbie w filmie drewno i gra w małej, pustej synagodze swoją muzykę żydowską. Przerzuca saksofon przez plecy i z podniesionym czołem jedzie grać własną, niczym nie wymuszoną muzykę.
Leszek Możdżer nie wie czy w ogóle jest jeszcze muzykiem. Zdziwią się może jego fani gdy usłyszą, że pianista nie wie już po co siada przy tym przedmiocie - jak sam mówi o fortepianie - i sytuacja każe mu coś przeżywać, podczas gdy - jak u Gombrowicza - wcale nie przeżywa, nie zachwyca. Dlatego też ma tak wielką ochotę „artystycznie rzygnać  sobie z kolegami z Miłości. Maciej Sikała uczy w szkole muzycznej. W filmie pozostaje najbardziej wycofany ze wszystkich bohaterów. Jacek Olter nie żyje.

W losach i wyborach członków Miłości, w ich portretach z początku lat 90tych i współczesnych odbijają się wybory kilku pokoleń - także tych starszych, jak i młodszych metrykalnie od Tymona i przyjaciół. To zupełnie zaskakujące, że z tak, zdawałoby się niszowego, jazzowego światka wypłynęła tak doniosłe i uniwersalne podsumowanie ostatniego ćwierćwiecza. W filmie oglądamy transformację Miłości - z wielkiej i małej litery - bohaterów i Polski. To być może najważniejszy film jaki trafił na polskie ekrany w ostatnim czasie - nie tylko wśród tych zatytułowanych „Miłość”.  


„Miłość” - scenariusz i reżyseria Filip Dzierżawski
Nagrody: Złoty lajkonik i nagroda publiczności na 53. Krakowskim Festiwalu Filmowym
Dystrybutor: Gutek Film
Film obejrzeć można m.in. w Warszawie w kinie Muranów 6-8go sierpnia, w kinie Iluzjon 10, 11 i 13go sierpnia.