Alchemy
Czy na jazzie trzeba się znać, by móc czerpać przyjemność z jego słuchania? Moim zdaniem nie, a ta płyta jest na to dowodem.
Płyty tej z wielką frajdą słucham od kilku tygodni jeżdżąc na rowerze. Ma w sobie jakąś pociągającą radość i ciepło. Jest transowa a jednocześnie nieprzewidywalna. Obca i swojska. Kiedy jednak przychodzi ten moment gdy trzeba temu nagraniu wystawić recenzję dłonie odmawiają pisania słów takich jak „mikrotonalność”, „skala nietemperowana”, iracki Makam.
Amir ElSaffar jest strasznie mądrym gościem. Utwory zamawiali u niego zarówno organizatorzy Newport Jazz Festival jak i kuratorzy Metropolitan Museum of Arts. Jego muzyczna teroria i praktyka - tak klasyczna jak i jazzowa a wreszcie zupełnie nieklasyczna i niejazzowa, bo związana z tradycyjną muzyki (a może muzykami) półwyspu arabskiego - doceniona została przez komisję Doris Duke Performing Arts Award Młody trębacz znalazł się w gronie artystów takich jak Anthony Braxton, David Lang, Myra Melford, William Parker - cóż mógłbym więcej dodać. No może tyle, że ten czynny uczestnik amerykańskiej sceny improwizowanej oby wybrzeży ostatni rok spędził głównie w… Egipcie, prowadząc swoje etnomuzykologiczne badania.
Gdy muzyka, tak jak w otwierającym album „Ishtarum Suite” sięga korzeniami roku 1750 przed Chrystusem - Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku - co ja mogę?
Słyszymy tu o to trąbkę (ElSaffar), saksofon tenorowy (Ole Mathisen), fortepian (John Escreet), kontrabas (Francois Moutin) i bębny (Dan Weis). Wydawałoby się więc - klasyczny jazzowy skład. Jest jednak różnica - oktawa ma dla nich jednak nie 12 ale 24 dźwięki. ElSaffar zaprosił do współpracy tych muzyków, którzy od lat poruszają się w świecie tonów, które nie mieszczą się w tradycyjnej partyturze. Nie jest to jednak zabawa czysto formalna. Wszak muzyka, którą inspiruje się trębacz sięga korzeniami bardzo głęboko w głąb ziemi - muzyki rytualnej, religijnej, takiej, która służyć miała komunikacji z tym co przekracza ludzkie pojęcie - a więc i jego, na ogół mało trancendentną wyobraźnię muzyczną. Dla tych, których interesuje taki świat ElSaffar z pewnością jest jednym z ulubieńców. Ci, którzy nie mają na to czasu też powinni posłuchać Alchemy. Dlaczego?
Bo właśnie to jest piękne, że można o tym nie mieć zielonego pojęcia. Można nie słyszeć jego poprzedniej, znakomitej płyty „Inana”, nie sięgać po jego wspólne projekty z, być może jeszcze większym autorytetem w dziedzinie łączenia muzyki Wschodu i Zachodu - Hafezem Modirzadehem - „Radef Suite” czy „Post-chromodal Out”. Można po prostu zapuścić się w świat „Alchemy”, który nie jest odległy - jest równoległy, a przez to jeszcze bardziej pociągający!
1. Ishtarum play; 2. Nid Qablitum; 3. Embubum - Ishtarum - Pitum; 4. 12 Cycles; 5. Quartal play; 6. Balad; 7. Five Phases; 8. Athar Kurd; 9. Miniature #1; 10. Ending Piece
- Aby wysyłać odpowiedzi, należy się zalogować.