Anthony Braxton w Warszawie!

Autor: 
Redakcja

Anthony Braxton w Polsce! We wtorek, 16 października bezdyskusyjny mistrz i filozof muzycznej improwizacji wystąpi w Warszawie na festiwalu Ad Libitum wraz ze swym Diamond Curtain Wall Quartet. Obok mistrza (na saksofonach altowym i sopranowym) wystąpią: James Fei (saksofon altowy), Taylor Ho Bynum (kornet i instrumenty dęte blaszane) i Erica Dicker (skrzypce). Koncert odbędzie się w studio koncertowym im. Witolda Lutosławskiego.

Kim jest Braxton? Muzyk jazzowy? Nasz bohater pewnie by się obruszył. Aktywny od ponad 40 lat muzyk sam twierdzi, że jazz przestał grać jakieś 30 lat, poza tym w erze "po Aylerze" granie free jazzu przestało mieć jakikolwiek sens. Muzyk współczesny? To brzmi tak banalnie, tak zachowawczo. Fakt, tworzy współcześnie. Ale robi to od czterech dekad. Choć sam jest profesorem akademickim, nie widzi siebie w tej szufladzie. Śmieje się, bo wie, że z każdej szuflady wystaje na pół pokoju - pisał o Braxtonie Andrzej Nowak.

Interesuje go każdy rodzaj kompozycji. Choć w przeciwieństwie do Zorna nie grywał dotąd deathmetalu. Najważniejsza jest kreatywność. Zarówno w trakcie komponowania, jak i improwizowania. Najgorzej, jak ktoś nie ma nic do powiedzenia. Jak nie ma własnego zdania, nie potrafi twórczo rozwinąć, tego co świat już zna lub poznać powinien.

Czy kiedyś zarobił na muzyce jakieś pieniądze? Już dawno stracił nadzieję. Raczej dopłaca, zwłaszcza do dużych projektów. Na szczęście od wielu lat jest na akademickim etacie, zatem ma co do garnka włożyć. Ciągle wszakże nie może wyjść ze zdumienia, gdy szef Leo Records (chyba największy wydawca dzieł Braxtona) informuje go od czasu do czasu, że znów ktoś kupił jego płyty. Wyobraźcie sobie, że ciągle są tacy ludzie. To fantastyczne!

Od lat grywa głównie z muzykami, których sam wychował w Wesleyan University. Jego koncepcje muzyczne ewoluują w takim kierunku, że muzykowi, który nie wyszedł spod jego profesorskiej ręki za długo musiałby tłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.

Jest niezwykle uporządkowanym, ścisłym umysłem. Prawie wszystkie jego kompozycje nie posiadają odrębnych tytułów i są ponumerowane (o graficznej ich prezentacji już wspominałem - dla lepszego zrozumienia odsyłam do opisu płyty "19 (solo) Compositions (1988)"). Podobnie rzecz się ma z kolejnymi pozycjami jego płytowego katalogu. Już czytając sam tytuł wydawnictwa na ogół wiemy, ile kompozycji jest na nim zawartych (lub czy są to improwizacje), na jaki skład, kiedy powstało nagranie i często także - gdzie ono powstało. Jednym słowem - raj dla bibliofili. Marzenie Braxtona? Chciałby, by kiedyś ktoś wykonał jego wszystkie kompozycje jednocześnie. 

Tagi: