Hera: Tu i Teraz!

Autor: 
Kajetan Prochyra
Autor zdjęcia: 
Rafał Pawłowski

Pisałem już o zespole Hera wiele razy. Popełniłem nawet tekst pt. ‘Nowe Oblicze Hery”. Na ich koncert na Chłodną25 szedłem więc raczej nie-służbowo. Siadłem na końcu sali, nic nie notowałem, zamykałem oczy a głowa i nogi same skakały do rytmu a usta same nieustannie wykrzywiały się w uśmiechu. Czemu? Bo po pierwsze Hera to, jak mówią, one hell of a band, a po drugie, co - skłoniło mnie do tego, żeby kolejny tekst o nich popełnić - nieustannie się zmieniają. Na ich poziomie nie chodzi już tylko o rozwój - są coraz lepsi - ale o poszerzenie pola walki, o wchłanianie w swoją muzykę coraz to nowych przestrzeni i światów.

Koncert rozpoczął się, jak na Herę, niewinnie. Wacław Zimpel na harmonium wprowadzał transowy, repetatywny motyw, towarzyszyli mu Ksawery Wójciński na kontrabasie, Paweł Szpura za bębnami i Paweł Postaremczak na... pianinie. “Etatowy” sakfonista Hery na chwilę do pianina mógł zasiąść, to jeszcze nie rewolucja. Po chwili jednak Wójciński ze Szpurą zmienili zupełnie charakter utworu, wprowadzając do tej wschodniej medytacji grooviące tętno. Gdy na tej muzycznej piramidzie położył jeszcze swój fenomenalny sound Paweł Postaremczak (tenor), mój lepiej osłuchany kolega rozpoznał kompozycję “India” z repertuaru Coltrane’a i Dolphy’ego.


W kolejnym utworze - zaraz, zaraz: w kolejnym utworze? ostatnie koncerty Hery były przecież godzinnymi sesjami medytacyjnymi ciągłej, rozwijającej się improwizacji?
W kolejnym utworze więc za wielką trombitę chwycił Ksawery Wójciński (a w piwnicy na Chłodnej manewrowanie trzymetrową drewnianą rurą nie należy do zadań trywialnych). Postaremczak wrócił do czarnobiałej klawiatury pianina a Paweł Szpura do rąk wziął frame drum, charakterystyczny dla Hamida Drake’a, z którym Hera spotkała się na wspólnym koncercie kilka miesięcy temu. Preparowane pianino wydawało sekwencje dźwięków przypominające marimbę. Wójcińskik zaś na trombicie grał jak na Milesowej trąbce.
Najczęstszą jednak muzyczną konstelacją był tego wieczoru w Herze duet Wacława Zimpla na klarnecie z Pawłem Postaremczakiem na saksofonie sopranowym. Razem tworzyli raz chór ludowy kiedy indziej jeden budował drugiemu przestrzeń do znakomitej improwizacjii free.
Na bis to Zimpel wziął do rąk trombitę i zataczając okręgi nad głowami publiczności dął w nią błogosławiąc urbi et orbi. Postaremczakowi przypadł w udziale inny instrument tradycyjny, kształtem przypominający fagot, o jednak bardzo wysokim tonie - fujara.
Hera

I do tego właśnie służy muzyka! By twarz nie mogła przestać się uśmiechać, nogi tańczyć, głowa kiwać a rozum studiować pamiętać i zachwalać ewolucję, proces, w jakim nieustannie jest Hera. Gdyby grali na Chłodnej koncert i dziś byłoby z pewnością jeszcze inaczej - takie kilkudniowe sesje zdarzają się im jednak, póki co, tylko w poznańskim Dragonie.

Niebawem ukaże się, nakładem Multikulti Project, nowa płyta Hery pt. “Where My Complete Beloved Is”. Album powstał podczas koncertu w poznańskiej Scenie na piętrze. Kiedy publiczność domagała się więcej, Wacław Zimpel skromnie stwierdził, że wszystko co mieli do powiedzenia - zagrali. Obok czterech wyżej wymienionych dżentelmenów Herze towarzyszyli wtedy Sara Kałużna na tempurze i Maniucha Bikont studiująca śpiew tradycyjny. Z pewnością nagranie to będzie fascynująco inne od debiutanckiego, samotytułującego się albumu Hery. Ale to tylko zapis momentu, w którym Zimpel, Postaremczak, Wójciński i Szpura byli tam i wtedy. Pójdzie posłuchać gdzie będą jutro!
 
Na koniec wiersz, który tworzą tytuły kolejnych utworów na nowej płycie Hery:

"Where My Complete Beloved Is
In that place there is no happiness or unhappines
No truth or untruth 
Neither sin or virtue
There is no day or night, no moon or sun."