Rutyna nie jest nudna, czyli dlaczego słuchałem muzyki w 2019 roku

Autor: 
Piotr Wojdat
Zdjęcie: 

Kolejny rok słuchania muzyki za nami, kolejne stosy płyt odłożone na półkę, która ugina się pod ich ciężarem i ostatkiem sił jeszcze jakoś się trzyma. Jak to wszystko spamiętać i podsumować? Co zdjąć z półki, a o czym na zawsze już zapomnieć? Nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania. Nawet tym, którzy mogą pochwalić się doskonałą pamięcią albo skrzętnie zapiszą wszystko w swoich notatnikach. Nie jest łatwo także dlatego, że duża część z tych płyt pokryła się już grubą warstwą kurzu, a nie tak znowu nieliczne na dobre zadomowiły się na tej czy innej półce i nie kwapią się, żeby chociaż o milimetr zbliżyć się do odtwarzacza, który zapewne ma już mnie i Ciebie (i Ciebie też!) serdecznie dosyć.

A może w serwisach i aplikacjach streamingowych wygląda to chociaż odrobinę lepiej i nie wieje aż tak nudą? Tam to już w ogóle o wszystkim zapomnimy, nim zdążymy sobie o czymś przypomnieć. Znikną nam z pola widzenia kolejne albumy z biblioteki i nie dowiemy się ponownie o ich istnieniu, bo w ostatnio odtwarzanych ich już dawno nie będzie. W ich miejsce pojawią się kolejne - nowe.

Można zatem powiedzieć, że w życiu melomana 2019 rok był podobny do 2018. A 2018 był dokładnie taki sam jak poprzednie roczniki. Z kolei 2020, choć dopiero się zaczął, zapewne się z tego trendu już nie wyłamie. Czy zatem słuchanie muzyki to nudna rutyna, z którą w końcu trzeba skończyć?

Każdy dzień jest podobny do poprzedniego, a czas przepływa nam przez palce i w pewnym momencie dochodzimy do granicy własnej wytrzymałości. Ale nie, brniemy w to i słuchamy dalej. I jeszcze nam się to podoba! Czasami, jak trafimy na słabą płytę lub koncert, to trochę ponarzekamy i damy temu wyraz w rozmowie, recenzji czy artykule. Jednak ta rutyna na dłuższą metę nam odpowiada i jakimś cudem nie jest nudna. Ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Przede wszystkim jednak porządkuje nam cały proces słuchania muzyki i pozwala lepiej odnaleźć się w chaosie, który nas otacza.

Rutyną stają się też wszelkiego rodzaju podsumowania roczne. Sam w nich zresztą uczestniczę, więc nie mogę z wyższością stwierdzić, że ci, co je robią, są be, a ja jestem cacy lub na odwrót. Rankingi też są rutyną. Lubimy sobie wszystko uporządkować, skatalogować i ponumerować. A potem, za jakiś czas, dochodzimy do wniosku, że numerki mogłyby być inne i że ci najlepsi jednak trochę mniej nam się podobali niż ci z końca stawki. Cały czas wpadamy jednak w tę pułapkę błędnego koła. Nie bez przyjemności.

Powiem wam, że tak naprawdę rutyna nie jest nudna i warto było słuchać muzyki w 2019 roku. I tak np. trzeba było pójść na koncert Bastardy, który odbył się w czerwcu w Kościele na Kamionku. Warto było posłuchać materiału ze wspaniałej płyty “Ars moriendi” na żywo i z udziałem Chóru Grochów pod kierunkiem Mai Kłoskowskiej. To wydarzenie, które jako pierwsze przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o tym, co muzycznie wydarzyło się w 2019 roku.

Kurzem nie obrosło też moje wspomnienie koncertu grupy Algorhythm, który odbył się na barce Wir, na 512 km Wisły. Prawie do ostatnich chwil przed występem gdańskiego kwartetu nie było jasne, czy występ dojdzie do skutku. Poziom wody w rzece wciąż zagrażał zalaniem barki. Ważne, że do niczego takiego nie doszło. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, a zespół pokazał, że nagły przypływ, a może i wartki strumień kreatywności w postaci albumu “Termomix” nie był przypadkiem.

Ponadto w 2019 roku rutyną, oprócz poznawania płyt i chodzenia na koncerty, stało się słuchanie pianistów, najczęściej w wersji solo. Być może przyczyną tego stanu rzeczy było to, że ta intymna i trudna dla muzyka forma nie pozostawia żadnych złudzeń co do jego umiejętności. Może świadczyć też o dojrzałości i zdolności utrzymania uwagi słuchacza bez pomocy kolegów instrumentalistów. Rutynowo słuchałem zatem między innymi Arta Tatuma, Paula Bley’a, Theloniousa Monka i Aki Takase. Każda z tych postaci zafascynowała mnie twórczością na swój sposób. Niektórych w końcu poznałem lepiej, a do innych z chęcią wróciłem po dłuższej przerwie.

Arystoteles twierdził, że “jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość nie jest jednorazowym wyczynem, lecz nawykiem”. Jeśli zatem chcemy doskonale usłyszeć w muzyce to, co jest wartościowe i wyjątkowe, powinniśmy być w tym wytrwali i poddać się tej rutynie słuchania i słyszenia. W 2019 roku takie podejście było mi szczególnie bliskie. Mam nadzieję, że tak już pozostanie, mimo rosnących lawinowo stosów płyt, które popadają w zapomnienie i tylko niemo walczą o przetrwanie na półce pełnej kurzu.