Recenzje

  • Romance With The Unseen

    Don Byron to dusza niepokorna. W swej karierze grał już tak różną muzykę, że trudno byłoby odpowiedzieć na zdawałoby się bardzo proste pytanie: jaką muzykę gra Don Byron? Nawet skwitowanie tego prostym stwierdzeniem: jazz, dalekie jest od prawdy. W swym dorobku ma przecież na przykład płytę z muzyką Mickey Katza, którą owszem zaliczyć można do improwizowanej, doszukać się tam elementów jazzu, ale powiedzieć o niej, że jest to po prostu jazz byłoby nadużyciem.

  • Biophilia

    Björk, co by nie mówić, jest artystką kontrowersyjną. Nawet jeśli nie zakłada na siebie sukienki z mięsa, choć i ona ma na swoim koncie kilka globalnie komentowanych kreacji, jej kolejnym albumom towarzyszy medialny szum. Przy "Biophilii" jest to tym bardziej spodziewane, ża nie jest to tylko po prostu płyta z muzyką, ale cały multimedialny koncept - album studyjny, zbiór aplikacji na iPada, nowa strona www a w miejsce trasy koncertowej cykl warsztatów edukacyjnych.

  • Straight Lines

    To jedna z najbardziej "normalnie jazzowych" płyt Vandermarka. Włączenie kompaktu powoduje, że z głośników zaczyna dobywać się swingująca muzyka, silnie osadzona w tradycji wywodzącej się z bopu, a może nawet z ostatnich lat swingu. Jest ta muzyka jednak bezpośrednim spadkobiercom jazzu współczesnego w latach '60.

  • We Thought About Duke

    Muzyka Duke'a Ellintona kojarzona jest zwykle z dużymi składami orkiestrowymi. I chyba słusznie, a sam mistrz bodaj najlepiej czuł się mając do dyspozycji znaczną ilość muzyków. Jego orkiestra - fakt, dość podle, tym niemniej jednak przetrwała kryzysowe lata dla bigbandów, jakimi był okres po II Wojnie Światowej.

  • Friendly Fire

    Płyta Joe Lovano i Grega Osbiego to wspólne ich przedsięwzięcie i to w dodatku wydane z okazji 60-lecia wytwórni Blue Note. W nagraniach uczestniczyli oprócz w/w pianista wcześniejszego zespołu Osbiego - Jason Moran oraz doskonale znani Cameron Brown i Idris Muchammad. Dziewięć utworów: po trzy liderów oraz po jednym trzech najbardziej kreatywnych kompozytorów nagrywających dla Blue Note: Dolphiego, Colemana i Monka.

  • Freak In

    Pięć płyt w okresie dwóch lat – taki kontrakt na początku 2001 roku podpisał Dave Douglas z legendarną firmą RCA Victor. Wraz z ukazaniem się „Freak In” kontrakt ten dobiegł końca.

  • 4 Generations of Miles

    Milesa Davisa nigdy nie interesowało powracanie do swojej muzyki sprzed lat czy ponowne zapraszanie jazzmanów, z którymi kiedyś współpracował. Namowom uległ tylko dwa razy, kiedy  pod koniec życia w Montreux i w Paryżu zagrał dawne kompozycje na specjalnych koncertach. Po jego śmierci powstało mnóstwo projektów z Milesem w tytule, a za najlepszy uważam album Cassandry Wilson „Travelling Miles”.

  • Dockings

    Ktoś kiedyś powiedział mi, że najciekawiej grają obecnie ci muzycy, którzy niegdyś grywali free jazz, a obecnie z różnych przyczyn zaprzestali tej formy. Wprawdzie - jak każda zasada - tak i ta doznaje pewnych wyjątków, ale zasadniczo zgadzam się z tym zdaniem. Do takich - w moim przekonaniu prezentujących ciekawą muzykę, byłych freejazzmanów należy Michel Portal.

  • Abaton

    To nie jest zła płyta. Choć mam wrażenie, że jej zawartość są sobie w stanie wyobrazić wszyscy, którym mówi coś nazwa ECM oraz nazwiska muzyków (co oczywiście, nie musi być zarzutem). Wszyscy z zapleczem klasycznym, wszyscy mniej lub bardziej zaangażowani w eksperymentalną scenę nowojorską. Tutaj w odsłonie bardziej klasycznej.

  • Live At The Plough

    Jeśli myślimy o angielskim jazzie, a szczególnie o scenie free, kojarzą nam się przede wszystkim luminarze free improvu, tacy jak Evan Parker, czy Derek Bailey. Wielka Brytania jest też ojczyzną awangardowej Spontaneous Music Ensemble, w której nota bene grał bohater tej płyty. Zapominamy, że scena ta jest wielce bogata, zaś oprócz muzyków, którzy poświęcili się czystej improwizacji, spotkać tam można wielu grających "stary dobry free jazz". Niewątpliwie do takich należał zmarły w 1994 r.

  • Les Hommes Armés

    W literaturze dotyczącej europejskiego jazzu, gdzieś od lat siedemdziesiątych, pojawiła się teza, że tym, co go wyróżnia jest odwoływanie się do tradycji muzyki europejskiej. I to zarówno do europejskiego folkloru, jak i do doświadczeń europejskiej muzyki koncertowej (poważnej).

  • These Are The Vistas

    Włączenie do repertuaru akustycznego tria jazzowego The Bad Plus utworu „Smells Like Teen Spirit” pewnego elektrycznego tria grunge’owego dowiodło, niestety tezy nudnej jak nadwyrężone od ziewania szczęki, iż działanie marketingowe nie przechodzi w sukces artystyczny.

  • Looking For Balance

    Prawdę powiedziawszy nie mam wiele do powiedzenia w sprawie najnowszej płyty Krzysztofa Herdzina. Lubię ją i tyle. Właściwie więc na tym powinna skończyć się jej recenzja. Ale nie wypada tak nagle zakończyć. Winny więc jestem również kilka słów wytłumaczenia dlaczego ją lubię.

  • The Intercontinentals

    Pisanie o Billu Frisellu dla jazzowego portalu, musi być odbierane w kategoriach pisania z rozpędu. Frisell w zasadzie z muzyką jazzową od lat nie jest związany, a przynajmniej takiej nie prezentuje na swoich autorskich płytach. Niemniej jednak gitarzysta ten wciąż, dla fanów muzyki, którą prezentujemy jest interesujący. Przyznam nawet, że im więcej lat mam, tym z większą pokorą i ja podchodzę do muzyki Frisella i tym bardziej mi się po prostu podoba. 

  • Harry's Bar

    Przyznam, że po tę płytę sięgnąłem zachęcony cudowną balladką „How Wonderful You Are”. Bynajmniej nie zwabiły mnie naklejone na okładce rekomendacje radiowej Trójki, czy wyimki z „cudownych” recenzji francuskich krytyków. Co jakiś czas również, słyszałem opinie naszych wartościotwórczych krytyków, z których ust i piór padały słowa, że jest to jazz. Jazz! Męsko-wokalny! I to śpiewany przez byłego członka King Crimson! Hmmmm.... to musi być coś dla mnie. 

Strony