Kenny Kirkland – sideman może być wielki

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Artysta jednego albumu to niespecjalnie pochlebne pojęcie w świecie muzyków, szczególnie jazzowych. A jednak można być powszechnie szanowanym, uznanym i dobrym jazzmanem, nie skupiając się na wydawaniu albumów pod własnym nazwiskiem. Przykładem na potwierdzenie tej tezy jest Kenny Kirkland – współpracujący z braćmi Marsalis, Stingiem, Michałem Urbaniakiem, czy Elvinem Jones’em - pianista, który dziś miałby 63 lat.

Kenny Kirkland to amerykański pianista, ścisle związany z braćmi Marsalis. Zanim jednak dołączył do zespołu Wyntona (1981-1985), grywał na elektrycznym pianie w zespole Michała Urbaniaka (Ecstasy, 1978). Nagrywał też z czeskim basistą Miroslavem Vitous’em (Miroslav Vitous Group, 1980), a nawet z wielkim Elvinem Jones’em (m.in. Brother John, 1982). W latach 80. Kirkland rozpoczął swój najistotniejszy etap kariery. Grał na pierwszych czterech albumach Wyntona Marsalisa. Teoretyczna wiedza o kompozycji Kenny’ego robiła wrażenie na wszechstronnym trębaczu. To właśnie z Kenny’m Kirklandem, Wynton Marsalis nagrał kluczowe dla swojej kariery albumy: Think Of One (1983), czy Black Codes (1985).

W drugiej połowie lat 80. Kenny Kirkland skupił się na muzyce bardziej popularnej. Wraz z bratem Wyntona – Branfordem Marsalisem dołączył do zespołu Stinga, z którym to nagrał pierwszą solową płytę wokalisty - Dream of The Blue Turtles (1985). Wraz z tym zespołem Kenny Kirklnad, pod koniec lat 80. udał się w międzynarodową, trasę koncertową. Po powrocie, dalej nagrywał, za równo jazzowe albumy z Branfordem Marsalisem (Royal Garden Blues, 1986; Renaissance, 1987; Crazy People Music, 1990),  jak i muzykę popularną ze Stingiem (The Soul Cages, 1991).

W roku 1991 Kenny Kirkland na świat wydał swój długo oczekiwny debiut jako lider – rozbudowany album Kenny Kirkland z całą rzeszą muzyków, na czele z Christianem McBride’m, Roderickiem Wordem i oczywiście - Branfordem Marsalisem. Przyglądając się materiałowi na tym albumie, nie sposób nie zadać sobie pytania: dlaczego Kenny Kirkland tak długo czekał z wydaniem własnej płyty? Kenny Kirkland to materiał dopracowany pod względem kompozycyjnym (utwory są autorstwa pianisty, z wyjątkiem kilku interpretacji standardów  Wayna Shortera,  Theloniousa Monka, Buda Powella i Ornette Colemana), jak i aranżacyjnym. To bardzo dobry, solidny zbiór jazzowych impresji na temat jego dotychczasowych współpracy. Wiele chwytliwych motywów, charakterystycznych melodii i rozsądnych, zrozumiałych improwizacji.

Po wydaniu swojego jedynego albumu, Kirkland ponownie skupił się na karierze sidemana. Miał też kolejną zajawkę na komercyjny sukces. Tonight Show Band – muzyka na żywo do popularnego programu telewizyjnego – po zaproszeniu do telewizyjnego zespołu przez Branforda Marsalisa, Kirkland nie zastanawiał się i świadomie grał dla mas. Jednocześnie coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Nie miał dobrej kondycji fizycznej, unikał lekarzy, a do tego żył ciągle w drodze. Zmarł zdecydowanie za szybko -13 listopada 1998 roku, pozostawiając po sobie jeden album i tytuł „sidemana wszechczasów”.