Piotr Jagielski

Peter Brötzmann

Wielki mistrz wolnej improwizacji bywa u nas cząsto, ostatnio nawet bardzo cześto. Dziś w dniu 78. urodzin przypominamy sylwetkę tego wybitnego muzyka artykułem Piotra Jagielskiego. 

Mój przyjaciel Clifford

Clifforda Browna przedstawił mi mój bliski przyjaciel, Julio Cortazar. To za sprawą argentyńskiego prozaika po raz pierwszy przyszło mi uścisnąć dłoń młodego trębacza. Polubiliśmy się od pierwszych wymienionych zdań – doskonale pamiętam, było to „I Don't Stand A Ghost Of a Chance With You”, takich pierwszych spotkań się nie zapomina. Poza tym, byliśmy rówieśnikami więc wspólny język był łatwy do znalezienia.

Pomocnik i przewodnik Coltrane'a! Pharoah Sanders

Ornette Coleman ogłosił go swego czasu „najlepszym tenorowym saksofonistą na planecie”, Albert Ayler mawiał: „Trane jest Ojcem, Pharoah Synem a ja jestem Duchem Świętym”. Tak przedstawia się w ogólnym zarysie hierarchia duchowa jazzu lat 60., wchodzącego w swoją fazę duchową i awangardową. Saksofonista Pharoah Sanders był jedną z wyróżniających się postaci na tej scenie. Charakteryzował go silny, bezkompromisowy ton oraz filozoficzno-duchowa otoczka.

Standards

Album „Standards” to ostatnie dzieło w bogatej karierze Boba Brookmeyera – człowieka, który był jednym z największych i najbardziej niedocenianych muzyków jazzowych i jednocześnie najwybitniejszych aranżerów. Ten znakomity puzonista współpracował z takimi legendami jak Gerry Mulligan (w którego zespole wypełnił miejsce Cheta Bakera), Bill Evans, Jim Hall, Charles Mingus czy Coleman Hawkins. Był jednym z ogniw łączących współczesność z owianym legendą okresem największego rozkwitu jazzu. 

Miroslav Vitous - muzyk, który chadzał właściwymi ulicami

Na początku lat 60. w czeskiej Pradze, na kongresie pisarzy wezwano do oficjalnego uznania Franza Kafki jako powód do dumy. Pisarz pozostawał do tej pory wyklęty przez komunistyczne władze. Trudno się dziwić, nawiasem mówiąc. Na fali postępującej liberalizacji obyczajów, do Pragi - podobnie jak do Warszawy i Krakowa - trafiła "zgniła, dekadencka muzyka amerykańskich Murzynów" - jazz. Na dźwięki Zachodu nie pozostał obojętny Miroslav Vitous, do tej pory muzyk jedynie z zamiłowania, karierę planujący raczej pływacką.

Co możemy zrobić, by zmienić świat? Rozmowa z Peterem Brötzmannem

Peter Broetzmann jest u nas jednym z najczestrzyszch gości z kręgu muzyki freeimprovised, regularnie bywa w Warszawie, Krakowie, Lublinie, grywa w wielu konfiguracjach ku uciesze fanów, których ma u nas wielu, i którzy są mu wierni jak mało komu. Niemal przy każdej okazji opowaida też jak bardzo kocha nasz kraj a nasz kraj miłość tę odwzajemnia, na tyle silnie, że, swoje 75 urodziny muzyk postanowił obchodzić właśnie u nas. W tym roku, czekamy na jego występ na festiwalu Jazz Jantar 2017.

Jazztopad 2016: Wayne Shorter - rzeźbiarz, który został muzykiem

KARUZELA

Było już dobrze po północy a ja wciąż siedziałem ze słuchawką przyklejoną do ucha w redakcji Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie, nerwowo stukając ołówkiem w stary aparat telefoniczny. Miałem umówioną rozmowę z Wayne’em Shorterem, o którym kontrabasista John Patitucci powiedział, że jest „najsympatyczniejszym geniuszem, jakiego kiedykolwiek spotkasz”. Ale na razie nie odbierał. Raz jeszcze zacząłem wybierać długi numer telefonu do Los Angeles.

Czwarta 20tka Jana Ptaszyna Wróblewskiego!

Jednym z ciekawszych filmów dokumentalnych poświęconych muzyce jazzowej jest obraz "Jazz on a summer's day" - filmowa relacja z festiwalu w Neport. Jest rok 1958, na scenie Thelonious Monk, Dinah Washington, Jim Hall, Bob Brookmeyer, Louis Armstrong, Mahalia Jackson, Gerry Mulligan...nawet Chuck Berry. Występuje także grupa International Newport Band, a między muzykami tej grupy Jan "Ptaszyn" Wróblewski - jedyny muzyk zza "żelaznej kurtyny".

Właściwie to miałem zostać tylko na chwilę - Sonny'ego Clarka w dniu 84 urodzin wspomina Piotr Jagielski

Piorun trafił Sonny’ego Clarka w ciemnym zaułku nowojorskiej ulicy 13 stycznia 1963 roku. Pianista miał ledwie 32 lata, przez dwie noce poprzedzające nieszczęście nie zmrużył oczu, grając koncerty w restauracji hotelu Alvin położonej przy Broadwayu. 13 stycznia temperatura była zbyt wysoka, by wytrzymał ją Sonny Clark i jego słabowity organizm, wycieńczony latami alkoholowo-narkotykowego nadużycia. Nowojorskie lato, rozlewające skwar między betonowe budynki i groźnie wyglądające wieżowce, opanowało miasto; nie było się nawet gdzie przed nim schować.

Strony