Luis Vicente – Słuchanie i skupienie

Autor: 
Andrzej Nowak
Autor zdjęcia: 
Gaert Vandepoele

Już jutro, dokładnie 5 maja, rozpoczyna się "Rezydencja Luisa Vicente w Polsce". To szczególnego rodzaju objazdowy festiwal muzyki improwizowanej, organizowany przez Trybunę Muzyki Spontanicznej (szczegółowe informacje były już publikowane na tych łamach).

Pięć dni, cztery miasta, dziewięciu muzyków z kraju i zagranicy, a w roli wiodącej portugalski trębacz. W trakcie trasy światową premierę będzie miała płyta "Live at Ljubljana", którą Vicente nagrał wspólnie z belgijskim pianistą Seppe Gebruersem i holenderskim perkusistą Onno Govaertem. Wydawcą płyty jest seria wydawnicza Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej.

Nim udamy się na koncerty, nim posłuchamy nowej płyty, proponujemy wywiad z muzykiem, przeprowadzony specjalnie na okoliczność wyżej wymienionych wydarzeń.

 

Za kilka dni ukaże się płyta nowego trio z Twoim udziałem, nakładem polskiego wydawnictwa. Między innymi z tej okazji wybierasz się do Polski na kilka koncertów. Jest zatem wiele powodów byśmy dziś porozmawiali na łamach polskiego portalu. Zacznijmy może od płyty i partnerów, z jakimi ją nagrałeś. Przybliż ich proszę, także pomysł na improwizujące trio właśnie w takim składzie personalnym i instrumentalnym, a także opowiedz o samym nagraniu, które miało miejsce w okolicznościach koncertowych.

Uważam tę grupę za bardzo wyjątkową, gdyż gram w niej inaczej niż czynię to we wszystkich pozostałych sytuacjach. Tu wszystko jest niespodzianką, nigdy nie wiemy, w którą stronę pójdzie muzyka, od jazzu do współczesności, od muzyki abstrakcyjnej do eksperymentalnego minimalizmu.

Seppe i Onno to fantastyczni, młodzi zawodnicy, ale są też dojrzali i utalentowani, to przykład muzyków, z którymi najbardziej kocham grać.  Pracujemy razem przez już trzy lata i jest to bardzo interesujące od samego początku.

Gramy bez basu, gdyż nie czujemy, żeby muzyka tego potrzebowała, brzmi dobrze bez niego i postanowiliśmy przy tym pozostać, mimo, iż zastanawialiśmy na początku, czy powinniśmy z niego skorzystać.

Album „Live at Ljubljana” nagrany został rok temu podczas festiwalu Sound Disobedience i to pełny koncert, zaprezentowany na płycie dokładnie tak, jak był przez nas grany?

Pomówmy o trasie koncertowej. Jej idea zasadza się na prezentacji dwóch nieco odmiennych składów trzyosobowych z Twoim udziałem. Pierwszym jest trio, o którym przed momentem wspominaliśmy. Drugi, to skład z Michałem Dymnym na gitarze i Vasco Trillą na perkusji. Niemal każdego dnia będziesz grał po dwa koncerty.  To spore wyzwanie dla trębacza? Czego spodziewasz się po tej trasie?

Jestem bardzo podekscytowany tą trasą. Przede wszystkim, będę po raz pierwszy w Polsce, w kraju, który naprawdę mnie interesuje. Słyszałem tak wiele opowieści o pięknie tutejszych miast, o kulturze, ludziach i oczywiście muzycznej scenie.

Wspaniale będzie móc zaprezentować nasz debiutancki album, pokazać naszą muzykę nowej publiczności, to także bardzo dobra okoliczność dla trio, aby zagrać na Festiwalu w Dragonie i wszystkich pozostałych miejscach, w kilku miastach.

Grać dwa różne składy na jednym koncercie, to coś, co nie zdarza się za każdym razem. To bardzo motywujące, że oprócz naszego trio, będą także inne grupy, rodzaj „randki niespodzianki”, gdy kompletnie nie wiesz, co się wydarzy. Czy muzyka będzie dobra, czy nie, coś za działa, coś nie zadziała, nigdy nie wiemy, cóż interesującego może się wydarzyć, gdy spotyka się muzyka po raz pierwszy, a dodatkowo dzieje się to na scenie. Uwielbiam taką sytuację, która możliwa jest tylko w muzyce improwizowanej.

Tak, granie dwóch koncertów tej samej nocy będzie zdecydowanie wyzwaniem, musisz znaleźć równowagę pomiędzy stroną emocjonalną i fizyczną (wytrzymałość!), a jednocześnie zachować interesujące brzmienie. Jestem bardzo podekscytowany i zmotywowany, liczę dni, jakie pozostały do tego wydarzenia.

Zatrzymajmy się na chwilę nad samym procesem improwizacji. Przed chwilą powiedziałeś, że świetnie czujesz się w zupełnie nowych, otwartych sytuacjach scenicznych. Co twoim zdaniem jest najważniejsze w procesie improwizacji? Czy ważniejsza jest własna kreatywność, czy może to, z kim w danym momencie z spotykasz się na scenie i jak wiele może on ci dać w tej sytuacji?

Powiedziałbym, że słuchanie i koncentracja to najważniejsza część procesu, bardziej istotna niż podział na muzykę improwizowaną lub skomponowaną. Kiedy wchodzisz w konwersację z kimś, kogo słuchasz, gdy odpowiadasz zgodnie z tym, co mówi ten drugi, pojawiają się tematy do dyskusji. Jeśli nie reagujesz, to wszystko traci sens, marnujesz swój czas i robisz "puste" przebiegi, nic interesującego się nie dzieje. Prowadzisz monolog, to samo dzieje się w muzyce, jak i w innych sztukach twórczych.

Kreatywność jest oczywiście ważna, jeśli jej nie masz, to jesteś skończony, nie będziesz brzmiał interesująco, a granie lub słuchanie Ciebie będzie nudne. To największe wyzwanie, brzmieć interesująco, świeżo za każdym razem, gdy grasz na swoim instrumencie. A czasami nie jest łatwo "odbudować" siebie i czerpać inspirację. Bywają sytuacje, w których nie możesz się określić ani kontrolować, afektujesz się, pozostajesz pod wpływem wszystkiego, co Cię otacza, w dobry lub zły sposób, to wszystko ujawnia się za każdym razem, kiedy grasz.

Musisz pozostawać w stanie równowagi, ciało i umysł muszą stale współpracować ze sobą, a potem po prostu jesteś z ludźmi, z którymi lubisz grać, otwierasz uszy i pozwalasz, aby wszystko działo się i płynęło naturalnie, tak jak być powinno.

Mam wrażenie, iż jednym z muzyków, z którym najlepiej rozumiesz się w muzyce kreatywnej jest doskonały gitarzysta Marcelo Dos Reis. Nagraliście całe mnóstwo wspaniałej muzyki. Znam Was obu osobiście, zauważyłem, że przede wszystkim darzycie się niebywałym szacunkiem i doceniacie się wzajemnie. Opowiedz o tej przyjaźni.

Powiedziałbym, że nie ma muzyka, z którym bardziej lubię grać niż z innymi, którego uważałbym za swojego ulubionego muzyka. Lubię i podziwiam muzyków, z którymi gram, wszyscy oni mają cechy, które czynią ich wyjątkowymi. Od dawna gram tylko z muzykami, których lubię. Nie widzę siebie dzielącego się moimi wartościami z kimś, kogo nie lubię, lub po prostu nie doceniam jego gry. Lubię uczyć się od ludzi, którzy są lepsi ode mnie. Lubię dawać i otrzymywać, jak ktoś już powiedział: "dzielenie się jest wyrazem troski ...". Lubię dzielić się dobrymi rzeczami w życiu, kochać dobrych i prostych ludzi, po prostu nie mogę znieść pozerów lub ludzi, którzy z jakiegoś powodu lubią, czy wręcz potrzebują okazywać, że są zbyt ważni lub lepsi, kiedy znajdują się obok ciebie.

Marcelo jest interesującym i kreatywnym muzykiem, jednym z kilku (niewielu) gitarzystów, z którymi uwielbiam pracować, jest także dobrym przyjacielem. Robi świetną robotę jako muzyk, a także jako właściciel wytwórni „Cipsela”. Współpracujemy prawie od 10 lat.

Mark Corroto z All About Jazz pisze w liner notes do płyty "Live at Ljubljana", że słyszy w Twojej grze mnóstwo wpływów, nawet samego Louisa Armstronga. Opowiedz proszę o swoich inspiracjach do grania muzyki jazzowej i improwizowanej. Kto i co ukształtowało Cię jako muzyka?

Mamy tu wszystkich trębaczy: Milesa, Dona Cherry'a i Bookera Little'a, Kenny'ego Wheelera, Freddiego Hubbarda, Kenny'ego Dorhama i Mongezi Feza. Wszyscy oni wywarli na mnie duży wpływ. Jeśli chodzi o inne instrumenty, to uwielbiam pośród wielu innych także muzykę Johna Coltrane'a, Ornette Colemana, Erica Dolphy'ego i Evana Parkera. Zawsze byłem i nadal jestem zainteresowany słuchaniem i graniem różnych rodzajów muzyki, od elektroniki po noise, od world music po muzykę klasyczną, a także rock.

Powiedziałbym, że są to oczywiste i oczekiwane wpływy, jeśli chodzi o muzyka, ale są także inne rzeczy, które mnie inspirują, na przykład natura. Dorastałem na wsi i wybrzeżu, to dla mnie duża inspiracja, całe otoczenie wokół mnie, dźwięki ptaków, woda, zapachy, krajobrazy. Uwielbiam też ocean, surfuję i spędzam dużo czasu na plaży, tu naprawdę czuję się jak w domu. Życie we wspólnocie z naturą jest niewymowne...

Wszyscy byli mnie ważni dla mojej muzyki, wszyscy, którzy uczyli mnie lub grali ze mną, od początku do teraz.

Już niebawem w Polsce ukaże się Twoja kolejna płyta. Tym razem będzie to trio z saksofonistą Yedo Gibsonem i doskonale u nas znanym perkusistą Vasco Trillą. To w mojej ocenie zupełnie inna muzyka, niż ta, którą grywasz z Seppe i Onno. Proszę Cie o komentarz i wrażenia ze współpracy z tymi muzykami.

To trio to zupełnie inna muzyka. Eksperymentalna, abstrakcyjna, z użyciem wielu rozszerzonych technik artykulacji. Nigdy wcześniej nie nagrałem czegoś podobnego.

Ta grupa, to pomysł Yedo. Rozmawialiśmy o tym i postanowiliśmy pójść do studia, ale nie napisaliśmy nic, nie rozmawialiśmy o kompozycjach i pomysłach, poza określeniem brzmienia. Ten album skupia się wyłącznie na brzmieniu.

Yedo i Vasco to świetni muzycy, jedni z najlepszych improwizatorów, z jakimi kiedykolwiek grałem. A kiedy grasz z ludźmi takimi jak oni, łatwo jest dostać się w miejsce, w którym czujesz i słyszysz, że muzyka się dzieje, wszystko jest jasne, bez jakichkolwiek zahamowań. Ciekawi mnie, w jaki sposób ten album zostanie przyjęty przez miłośników tej muzyki.

Opowiedz o Lizbonie. O muzykach, o miejscach, w których można grać dobrą muzykę.  Czy muzyk improwizujący jest w stanie przeżyć w tym mieście? Moje pytanie jest oczywiście dość przewrotne. Wiem, że dużo koncertujesz i nagrywasz poza Portugalią.

Lizbona to piękne miejsce do życia, wiele się dzieje, mnóstwo koncertów każdego tygodnia, ale niestety jest tylko kilka miejsc, które mogą zaoferować przyzwoite warunki muzykom. Są nowe miejsca otwarte na free i muzykę awangardową, takie jak SMUP w Parede, czy Bar Irreal, jest też Hot Club, który od czasu do czasu akceptuje mniej "mainstreamową" muzykę.

Trudno jest żyć z tej muzyki, muzycy są zmuszeni do nauczania, dawania lekcji gry na instrumentach, by jakoś funkcjonować.

Opowiedz proszę o Twoich planach artystycznych na najbliższe miesiące. Jakich płyt z Twoim udziałem, poza tymi dwoma, które wydawane są w Polsce, możemy spodziewać się jeszcze w tym roku? Z kim i gdzie będziesz koncertował i rejestrował nagrania?

W tym miesiącu mam tour po Portugalii z In Layers *) i prawdopodobnie nagramy nasz drugi album. W czerwcu będę grał na festiwalu Blurred Edges w Hamburgu z grupą Echoes of Africa. Również Doek Festival w Amsterdamie z 5et, wspólnie z Johnem Dikemanem, Alexandrem Hawkinsem, Hugo Antunesem i Markiem Sandersem; Sierpień - Saalfelden z Chamber 4**). Jest jeszcze więcej propozycji, ale czekam na potwierdzenie.

Pojawi się album kwintetu, o którym wspomniałem wcześniej, debiutancki album grupy Frame Trio ***), mój solowy album, drugi album z kwintetem Zwerv ****), trzeci album Fail Better!. Myślę, że to wszystko.

Dziękuję Luis za wywiad i do zobaczenia w Polsce.

 

*) partnerują mu - Marcelo Dos Reis, Onno Govaert i Kristjan Martinsson

**) Marcelo Dos Reis, Theo Ceccaldi i Valentin Ceccaldi

***) Marcelo Dos Reis i Nils Vermeulen

****) George Hadow, Henk Zwerver, Raoul Van der Weide i Ziv Taubenfeld