Tower vol. 4

Autor: 
Maciej Karłowski
Marc Ducret
Wydawca: 
Ayler Records
Dystrybutor: 
Ayler Records
Data wydania: 
22.12.2012
Ocena: 
5
Average: 5 (1 vote)
Skład: 
Marc Ducret - acoustic guitar

Cykl Tower jednego z najbardziej fascynujących na świcie gitarzystów Marca Ducreta wszedł w fazę czwartą. Pierwsza miała wymiar kwintetowy, zagrany przez muzyków z Francji i Norwegii, druga kwartetowy, amerykańsko-francuski, w którym, dla obznajomionych z twórczością artysty słuchaczy czekały same muzyczne i personalne smakowitości. W składzie zespołu był Tim Berne - saksofony, Tom Rainey – perkusja i prawdopodobnie jeden z najświetniejszych skrzypków na świecie Dominique Pifarely. W nagraniu części trzeciej pojawił się sekstet, ale niecodzienny, z trzema puzonami fortepianem, wibrafonem i gitarą, ale za to bez sekcji rytmicznej.

W wersji póki co na razie tylko koncertowej, o czym uprzejmie donosiłem w relacjach z zeszłorocznej edycji Saalfelden Jazz Festival, jest już odsłona piąta, z 12 osobowym ansamblem. Na płytach jednak, jak na razie wystarczyć musi nam odsłona czwarta. Musi i na długo pewnie wystarczy. Oto bowiem mamy tu zarejstorwany recital solo – bez wątpienia wielka specjalność francuskiego mistrza.

Nie pierwszy raz sięga po akustyczną gitarę i gra sam. Przed laty mogliśmy posmakować albumu „Details” wydanego przez Winter & Winter, ale tamten Marc Ducret, choć już był wspaniałym gitarzystą, to jednak trochę inny Marc Ducret. Dzisiaj natomiast, jak odkrywa nam w dziewięciu odsłonach „Tower vol. 4”,  Ducret to tyleż wielki improwizator, co artysta brawurowy konstruktor i kompozytor. To także człowiek, w którego rękach gitara przestaje być przedmiotem ze strunami, a staje się wehikułem pozwalającym mu na olśniewające swobodą sięganie po każdą niemal estetykę.

Jeśli chcielibyśmy poszukać kogoś kto z powodzeniem połączył muzykę współczesną, rock, jazz, blues czy muzykę etniczną i nadał tej fuzji własne, natychmiast rozpoznawalne brzmienie to wzrok w naturalny sposób musi skoncentrować się właśnie na Ducrecie. Co jednak szczególnie istotne gra francuskiego wirtuoza leży daleko poza konwencjami stylistycznymi. Tak jakby tę ogromną ilość inspiracji jakimś cudem udało się przekuć w nowy język. W jednym z wywiadów sprzed lat przyznał, że jest w równej mierze zafascynowany Igorem Strawińskim, Belą Bartokiem, Lenniem Tristano, Wesem Montgomerym, Patem Martino, co Alvinem Lee czy Led Zeppelin. W muzyce tej legendy hard-rocka nie doświadczył jednak wcale olśnień gitarowych, ale głębokiej fascynacji grą  perkusisty Johna Bonhama. „I’m Bonham’s freak” – wyznał nawet. I rzeczywiście Ducretowska wizja gitary to wizja instrumentu w ogromnej mierze rytmicznego, przywołująca z oddali także echa brzmień i rytmiki mistrzów japońskiego koto czy afrykańskiej kory. To także prawdziwie bogaty pejzaż brzmieniowych faktur zamkniętych w gitarze, które wydobyć nie  wielu umie.

„Tower vol. 4” jest pasjonującą albumem, zagranym prawdziwie brawurowo, ale bez ostentacyjnych popisów, bez wirtuozerii rozumianej jako show. To cecha, której wielu innych znakomitych techników, ni jak nie jest w stanie się wylegitymować. Tworzy więc Marc Ducret własny świat gitarowy i własny świat muzyczny. W przypadku Tower, inspirowany, jak sam twierdzi, światem prozy Vladimira Nabokova w jego, zadaniem wielu, kulminacyjnym momencie, słynną powieścią „Adar”. To przestrzeń, w której przebywanie jest fascynującym doświadczeniem, nie tylko czysto muzycznym, ale także intelektualnym. Szczególnie dla wszystkich mających szansę posłuchać wcześniejszych części cyklu Tower i są za pan brat z pomieszczonymi tam kompozycjami Ducreta. Oto bowiem kilka z nich oraz cover Joni MItchell "Electicitie" teraz możemy posłuchać w najbardziej podstawowej, lapidarnej i skondensowanej formie, z jednym solistą, w całości odpowiedzialnym za narrację, dramaturgię, brzmienie i przestrzeń. I nie żebym mógł zarzucić cokolwiek pozostałym płytom serii, o nie! Ale aby popłynęła wspaniała muzyka Ducret nie potrzebuje nikogo.

Nie powiem, biegnijcie do sklepów i kupujcie płyty Tower, bo musiałbym tym samym narazić Was na bardzo długi bieg, poza granice Polski. Ale śmiało powiem pobiegnijcie na wtorkowy, solowy koncert Marca Ducret w Pardon To Tu. Przywiezie ze sobą pewnie fascynującą muzykę i jak zwykle trochę fascynujących płyt.

From a Distant Land; Sur l'Electricité; Sisters; Real Thing #2; Real Thing #1; Ada; ... A Distand Land; Sybil Vane; Electricity.