Michel Doneda, Lê Quan Ninh & Núria Andorrà

Autor: 
Andrzej Nowak (Trybuna Muzyki Spontanicznej)
El retorn de l'escolta!
Wydawca: 
FSRecords
Data wydania: 
06.04.2025
Dystrybutor: 
FSRecords
Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)

Legendy francuskiej muzyki improwizowanej Michel Doneda i Lê Quan Ninh, artyści pracujący razem już piątą dekadę, dotarli dwa lata temu do Barcelony i zagrali wspólny koncert z katalońską perkusjonalistką Núrią Andorrą, znaną nam z niejednej płyty wydanej … w naszym pięknym kraju. Dziś materiał z tego spotkania dociera do nas na poręcznym dysku krajowej FSR Records i definitywnie raduje nasze zmysły słuchu, a poniekąd wzroku.

Sytuacja sceniczna jest następująca - dwa duże bębny posadowione na flankach i dwoje artystów z masą przedmiotów, które w zetknięciu z membraną instrumentów będą wydawać najprzeróżniejsze dźwięki, a po środku saksofonista wyposażony w dwie najlżejsze odmiany instrumentu dętego drewnianego. Czas zanurzyć się w dźwięki.

Początek spektaklu tkany jest z należytą precyzją. Na bębnach powstają mikro tarcia, a wokół nich unoszą się tumany kurzu. Akcja perkusjonalistów realizowana jest nad wyraz imitacyjnie. Wciśnięty pomiędzy nich saksofonista z trudem dobywa pierwsze dźwięki. Matowe, na poły melodyjne, nieco zalotne. Narracja formuje się w linearną opowieść bez zbędnej zwłoki. Muzycy świetnie na siebie reagują, wyczuleni na każdy niuans dramaturgiczny. Bywa, że cała trójka chrobocze, jak stado owadów, bywa, że śpiewa cienkim, rezonującym głosem osnuta kokonem ambientu. W chwilach napięcia ten dramat przypomina małą burzę z piorunami, w chwilach wyciszenia ledwie słyszalne szmery z głębokiej, leśnej gęstwiny. W okolicach dziesiątej minuty opowieść przypomina symfonię wysoko zawieszonego, rozśpiewanego rezonansu. Potem następuje faza interaktywnych, drobnych fraz, które znów zdają się sytuować akcję w sercu tajemniczego lasu.

Po dwudziestej minucie artyści schodzą do strefy mroku. Drżą, nerwowo spoglądają na siebie, czyniąc ceremoniał nadchodzącej grozy. Leniwa narracja przepoczwarza się w strugi dronów, tu realizowanych głównie na glazurze bębnów. Saksofonista być może wydaje jakieś dźwięki, ale nie mają one wiele wspólnego z typową, dętą narracją. Tuż po upływie trzydziestej minuty całość nabiera definitywnie ambientowej faktury. Teraz na czoło forsuje się saksofon, a raczej matowe podmuchy, które brzmią niemal elektroakustycznie. Misterium post-ciszy trwa wiele minut, a z mułu zaniechania wyciąga wszystkich coraz aktywniejszy sopranista. Akcje perkusjonalistów nabierają masy, a także intensywności, przypominając przez moment spektakl rozdygotanych suwnic przemysłowych. Na tak szorstkim podłożu pięknie płoży się saksofonowy śpiew, niemal taneczny. Kolejnym etapem podroży jest zejście o poziom niżej w zakresie głośności i intensywności. Wreszcie, tuż przed upływem pięćdziesiątej minuty, improwizacja wchodzi w stadium końcowego lewitowania. Delikatnie melodyjnego, nasączonego subtelnie brzmiącym rezonansem instrumentów perkusyjnych. Ostatnia prosta, to akustyka wyjątkowo pięknego ambientu. 

 

1. El retorn de l'escolta - A la memòria de Marianne Brull