Trzecie Życie Giuseppiego Logana juz w lepszym świecie.

Autor: 
Redakcja, na podstawie artykułu Johna Lelanda, nytimes.com
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat promocyjne

Lubimy słuchać  historii o wielkich muzykach i ich narkotykowych, alkoholowych i seksualnych przygodach w szalonych latach 60tych i 70tych. Nie często jednak myślimy o tych, których te kolorowe czasy najpierw wchłonęły, klepały po ramieniu a zaraz potem wykoleiły. Tak właśnie potoczyły się życie saksofonisty Giuseppi Logana, który teraz, z ławki w nowojorskim parku powraca do jedynego świata, w którym jeszcze potrafi się odnaleźć - świata muzyki. Tak zączeło się drugie życie tajemniczego i wspaniałego muzyka, którego albumy nagrane dla ESP Records stały się klejnotami ery free jazzu. Teraz chcemy wierzyć zaczyna się trzecie życie, już bez upadków i upokorzeń. Życie w wielkiej niebiańskiej orkiestrze. GIuseppi miał 84 lata.

W połowie lata 60tych Giuseppi Logan nagrał kilka ważkich freejazzowych sesji dla wydawnictwa ESP-Disk. Wielu chciało go słuchać i z nim grać. Klepano go po plecach. Częstowano crackiem - choć i bez wspomagania, jego umysł poruszał się w innej rzeczywistości. Czasem był przyjacielski i serdeczny, kiedy indziej potrafił bez uprzedzenia uderzyć kumpla pięścią w zęby a nawet zrzucić ze schodów kobietę. Był nieobliczalny. Jednocześnie, zdaniem wielu, jak nikt potrafił on wyrażać swoją muzyką siebie, własne emocje i emocje zebranej publiczności.

Świat realny okazał się jednak silniejszy niż ten oparty na muzyce. Odeszła od niego żona, zabierając ze sobą ich syna. On sam wylądował na ulicy a wkrótce potem w szpitalu psychiatrycznym. Jego dawni towarzysze myśleli, że Giuseppi umarł. Zniknął na 30 lat. Mieszkał w przytułkach, włóczył się po kraju. Wreszcie trafił do swojej siostry do Norfolk. Tam udało mu się odłożyć trochę pieniędzy ze świadczeń socjalnych. Kupił nowy saksofon i wrócił po latach do Nowego Jorku. Siadł na ławce w parku i zaczął grać. Tak miały mu kolejne tygodnie. W grudniu 2008 roku w parku przy Thompson Square jego grę usłyszała Suzannah B. Troy - artystka i aktywistka polityczna. Komórką nagrała jego wykonie "Begin the Beguin" i wrzuciła do sieci.

Miał w sobie tyle pasji, a nikt nawet nie zatrzymał się by go posłuchać. Poczułam, że odkryłam kogoś niesamowitego" - wspomina Troy.

Następnego dnia przyniosła mu ciepły płaszcz z ośrodka pomocy społecznej, a także kilka arkuszy papieru nutowego, by mógł komponować.

Smutne było w nim to, że grał na zniszczonych instrumencie. Zniszczonym tak samo jak on. 

Pierwszy film z Loganem spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem i oddźwiękiem. Troy zaczęła więc nagrywać kolejne.  

Pewnego razu Logan trafił do sklepu muzycznego, w którym chciał zdobyć jeden stroik, ale nie miał pieniędzy. W sklepie Sam Ash Music Store rozpoznał go pracownik sklepu.