Django Bates – na skrzyżowaniu muzycznych stylów

Autor: 
Maciej Krawiec
Zdjęcie: 

Nieraz, gdy studiuje się życiorysy artystów, rzuca się w oczy, jak pieczołowitą, czasem nawet prestiżową, edukację mają oni za sobą. Układają się często owe historie według następującego schematu: granie na instrumencie od wczesnego dzieciństwa, liceum muzyczne i w jego trakcie pierwsze koncerty, później studia na słynnej uczelni pod okiem legend i wreszcie – wartościowe stypendia ogłaszane w ogólnoświatowych mediach. Ale raz na jakiś czas, wnikając w czyjąś opowieść, okazuje się, że zamiast terminowania na uczelni, ktoś woli po prostu grać i zakładać zespoły. Taką „naturalną” muzyczną biografię ma brytyjski pianista Django Bates.

Urodził się w 1960 roku na przedmieściach Londynu. W jego rodzinie nikt wprawdzie nie był muzykiem, ale instrumenty w domu znajdowały się – pianino, skrzypce, gitary czy trąbkę Bates traktował jak szeregowe zabawki i nieraz po nie sięgał. Gdy wspomina lata dzieciństwa, nie skupia się na obowiązkowym ćwiczeniu; woli mówić o „próbowaniu się” w grze czy „zabawie” na tych instrumentach. Poza tym w jego domu słuchało się bardzo wiele muzyki – swego ojca Bates określa mianem „ekscentrycznego i zachłannego słuchacza”, który miał bogatą kolekcję nagrań pełną niespodzianek: pianisty Elmo Hope'a, koncertowe albumy Charliego Parkera, płyty Charliego Mingusa czy z muzyką cygańską bądź afrykańską. Te różnorodne wpływy kulturowe, którym poddany był od wczesnych lat, odbiły się na późniejszym podejściu Batesa do muzyki. „Lubiłem swoje dzieciństwo, więc gdy gram, często z sentymentem celebruję tamte muzyczne odniesienia”.

Bates nie był jednak samoukiem – między 11. a 17. rokiem życia uczęszczał do londyńskiego Centre for Young Musicians, gdzie uczył się gry na trąbce, fortepianie i skrzypcach. Później dwa lata spędził w Morley College, by następnie zapisać się do Royal College of Music w celu studiowania kompozycji. Tam spędził całe... dwa tygodnie i tak zakończyła się jego formalna edukacja. Bates wspomina: „Pomysł dotyczący uczelni nagle całkiem zbladł, przestał mnie interesować. Uznałem, że chcę po prostu grać”. Na przykład jako lider zespołu, który co piątek występował jako support act przed główną gwiazdą w jednym z klubów nad Tamizą – tam spotkał m.in. pianistę Johna Taylora, Harry'ego Becketta czy Dudu Pukwanę, w którego zespole zresztą później grał.

Wtedy też, na przełomie lat 70. i 80. zaczęła się jego aktywna kariera. Najpierw z saksofonistą Iainem Ballamym założył zespół Human Chain. Później wielki sukces osiągnęła orkiestra jazzowa Loose Tubes, w której obok Batesa grał m.in. Ballamy, flecista Eddie Parker czy saksofonista Julian Argüelles. Te duże składy z czasem stały się coraz bardziej istotnym polem działania Batesa – założył bowiem takie orkiestry, jak Delightful Precipice czy Powder Room Collapse Orchestra. Współpracował także m.in. z Timem Berne'm, Anouarem Brahemem, Michaelem Breckerem, Billem Brufordem, George'm Gruntzem, Herbem Robertsonem czy George'm Russellem. Choćby te nazwiska wskazują, w jak odmiennych brzmieniach i stylistykach pianista potrafi się poruszać.

Bates, poza tym że pisze muzykę dla własnych składów, komponuje również dla innych artystów. Ma na swoim koncie np. dzieła stworzone dla wirtuozów – perkusistki Evelyn Glennie czy pianistki Joanny MacGregor. Jest także cenionym pedagogiem, współpracującym m.in. z Rhytmic Music Conservatory w Kopenhadze. Tam też poznał muzyków, z którymi założył trio Belovèd: kontrabasistę Pettera Eldha i perkusistę Petera Bruuna. Właśnie z nimi, z programem z albumu „The Study Of Touch”, wystąpi na nadchodzącym festiwalu Warsaw Summer Jazz Days.

(Fragmenty wypowiedzi muzyka pochodzą z wywiadu udzielonego przez niego Ethanowi Iversonowi, który przeczytać można na jego blogu Do The Math.)