Dennis Gonzalez - artysta wszechstronny

Autor: 
Piotr Wojdat
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat.promocyjne

Nie ma co ukrywać, lubimy ciepło myśleć o tych muzykach, którzy chętnie podejmują współpracę z naszymi artystami. Szczególną estymą darzymy także tych wykonawców, nawiązujących do polskiej tradycji, w tym konkretnym przypadku tej jazzowej. Jedną z postaci, spełniającą oba warunki naszego uwielbienia, jest amerykański trębacz, Dennis Gonzalez, który od lat mieszka w Dallas w stanie Texas.

Wspominając o polskich wątkach w karierze Dennisa Gonzaleza, bo od tego chciałbym zacząć, trzeba przede wszystkim wskazać postać Tomasza Stańki. Amerykański trębacz, kompozytor, artysta wizualny, poeta, radiowiec i nauczyciel w jednym, przyznaje, że jedną z największych inspiracji był dla niego właśnie autor takich kamieni milowych muzyki synkopowanej jak “Balladyna” czy “Purple Sun”. Złożył mu nawet hołd w postaci płyty “Hymn For Tomasz Stanko”, która powstała m.in. z udziałem saksofonisty Faruq Z. Bey’a. Myślę, że szczególnie liryczne frazy wygrywane przez Gonzaleza mogą nosić znamiona stylu rzeszowskiego trębacza. Łączy ich z pewnością także otwartość na inspiracje światowym folkiem. Reszta ich już jednak raczej dzieli.

 

Innym polskim akcentem w twórczości Dennisa Gonzaleza jest współpraca z basistą Wojtkiem Mazolewskim. Wiele osób zapewne pamięta ich wspólną płytę nagraną w kwintecie, a zatytułowaną “Shaman”. Co warto wspomnieć, album wydany przez For Tune, zawierał zarówno autorski repertuar, jak i nowe interpretacje dwóch utworów Krzysztofa Komedy - “Astigmatic” oraz “Pushing The Car”. Na płycie, oprócz Gonzaleza i Mazolewskiego, pojawili się także: Jerzy Rogiewicz na perkusji, Joanna Duda na fortepianie oraz Marek Pospieszalski na saksofonie i klarnecie. Współpraca teksańskiego trębacza zaczęła się jednak już dużo wcześniej, bo w 2010 roku. I przyniosła efekt w postaci jeszcze jednej, chyba nieco przeoczonej płyty - “Wind Streaks in Syrtis Major” sygnowanej nazwą być może najważniejszego projektu w karierze Gonzaleza - Yells At Eells.

 

Zespół, o który mowa, powstał w 1999 roku. Oprócz Dennisa Gonzaleza grającego na trąbce oraz instrumentach klawiszowych, do składu dołączyli jego dwa synowie: basista Aaron Gonzalez i perkusista Stefan Gonzalez. Obaj już wcześniej mieli okazję grać ze sobą w grupie Akkolyte. Zaproponowali jednak ojcu współpracę w trio.

Tak narodziło się Yells At Eells, które zagrało niemal w każdym zakątku Stanów Zjednoczonych, Kanady i Europy. Zadebiutowali płytą “Home” w 2000 roku i od tego czasu zdążyli zaprosić wielu, jak sami mówią, wyjątkowych gości. Warto tu wymienić m.in. saksofonistę Rodrigo Amado, kontrabasistę Ingebrigta Håker Flatena oraz nieżyjącego już perkusistę z Nowego Orleanu, Alvina Fieldera. Z tym pierwszym mieli nawet okazję grać w Polsce, co przyniosło efekt w postaci płyty wydanej przez Ayler Records. “The Great Bydgoszcz Concert”, co niemal sugeruje tytuł albumu, zostało nagrane w klubie Mózg.

Dennis Gonzalez to unikatowa postać światowej sceny jazzowej. Imponuje szerokim spektrum inspiracji: potrafi zarówno zagrać liryczne, melodyjne frazy, by innym razem dać ponieść się eksperymentalnym wizjom. W pewnym sensie jest też spadkobiercą artystycznej idei wolności w duchu AACM. Zakładając stowarzyszenie Dallas Association for Avant-Garde and Neo Impressionistic Music oraz wytwórnię płytową Daagnim w późnych latach 70., wzorował się na tej kultowej dla wielu organizacji.

Amerykański trębacz zdaje się być świadomy swoich korzeni, ale jednocześnie nie boi się nowych kierunków w muzyce. Co ważne - wciąż wnosi dużo świeżości i energii do tego zwykliśmy nazywać jazzem. I nie brakuje mu pomysłowości. Na tegorocznym “In Quiet Waters” gra nie tylko na trąbce, ale też na akordeonie guzikowym, peruwiańskiej gitarze charango, gongach, czy dzwonkach do sań. Jak zapewne państwo się domyślają, jego synowie nie pozostają w tym gorsi.