Marek Kądziela Jazz Ensemble

Autor: 
Jędrzej Janicki
Marek Kądziela Jazz Ensemble
Wydawca: 
Audio Cave
Dystrybutor: 
Audio Cave
Data wydania: 
26.03.2021
Ocena: 
3
Average: 3 (1 vote)
Skład: 
Marek Kądziela – gitara, elektronika, Maciej Kądziela – saksofon altowy, Jacek Namysłowski – puzon, Paweł Puszczało – kontrabas, Radosław Bolewski – perkusja

Marek Kądziela to postać znana i ceniona w świecie polskiego jazzu. Wystarczy wspomnieć, że współtworzył on chociażby tak ciekawe projekty jak Jaząbu czy Odpoczno, a także uczestniczył w niezliczonej liczbie innych nagrań, których nie będę wymieniał ze względu na ograniczone ramy tego tekstu. Oczekiwania wobec debiutanckiej płyty napędzanego przez niego Marek Kądziela Jazz Ensemble były więc niemałe. Jak to nie tak znowu często jednak bywa, rzeczywistość tym oczekiwaniom sprostała…

Ensemble obok lidera współtworzą saksofonista Maciej Kądziela, puzonista Jacek Namysłowski, kontrabasista Paweł Puszczało oraz perkusista Radosław Bolewski. Pierwsze, co „rzuciło mi się w uszy” to dość specyficzne brzmienie zespołu. Słychać to wyraźnie już w otwierającym płytę utworze Meanwhile. Po początkowych psychodelicznych sprzężeniach kompozycja przeradza się w dziwacznego bluesa z mocno zarysowanym przesterem gitary. Słuchając muzyki zespołu odczuwam swego rodzaju dyskomfort, który w tym wypadku jest zdecydowanie bardziej ożywczy niż nieprzyjemny. Poszczególne partie instrumentów pozornie pozostają ze sobą w konflikcie, być może nawet dysonansie, a na pewno sprawiają wrażenie co najmniej chaotycznych. Co najciekawsze jednak, tych utworów słucha się wyjątkowo dobrze! Ich dynamika i żywiołowość sprawiają, że płyta w ogóle się nie nudzi. Wśród instrumentalistów zdecydowanie wyróżnia się (oczywiście pozytywnie) gra obu braci. Marek jest typem gitarzysty, który, jak mawiają gitarowi wyjadacze, „lubi sobie pograć”. Znaczy to mniej więcej tyle, że chętnie eksponuje swoje niemałe umiejętności poprzez ogniste solówki i krótsze licki. Gra jego jednak zbilansowana jest pomiędzy efektownością (która czasami balansuje na granicy efekciarstwa), a typowo jazzowym wyczuciem frazy. Nieobce jest mu też przestrzenne ambientowe granie, które tak pięknie wybrzmiewa w utworze Float Like a Feather. Grze Macieja również temperamentu nie brakuje. Posłuchajcie chociażby końcowych fragmentów utworu In Bloom, w których bezpardonowo okłada słuchacza prawdziwie coltrane’owską frazą z czasów nieokiełznanego Giant Steps.

Marek Kądziela Jazz Ensemble to płyta, która bardzo zgrabnie łączy ugruntowaną jazzową tradycję z lekkim awangardowym zacięciem. Pozostaje przy tym przyjemna w odbiorze, choć na pewno wymaga pewnej uważności podczas jej słuchania. Nie jest oczywiście ostentacyjnym wyzwaniem rzuconym odbiorcy, lecz pewne pozytywne zaskoczenie wywołać potrafi. To bardzo udana płyta, która, miejmy nadzieję, napędzi solową karierę Marka Kądzieli.    

 

1. Meanwhile, 2. Gedde, 3. Gaade, 4. In Bloom, 5. Float Like A Feather, 6. Subconcious-Bop, 7. Last Coffee at the Soyuz Spacecraft, 8. Trinity