Pat Martino - weteran gitary

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Życie jazzmanów jest inspiracją dla wielu reżyserów filmowych. Muzyka, pasja, talent, burzliwe historie miłosne, relacje w zespole, problemy narkotykowe. Na tych motywach powstały już dziesiątki świetnych filmów, m.in.: Mo Better Blues, Bird, Round Midnight, Dingo. Wszystkie te filmy to kinematograficzne perełki, ale najlepsze scenariusze pisze przecież życie. Dowodem na to, jest historia dzisiejszego solenizanta, amerykańskiego gitarzysty - Pata Martino.

Pewnego słonecznego dnia, w 1976, podczas swojego koncertu na francuskim Riviera Jazz Festival,  w środku koncertu i goniącej bopowej solówki, Pat Martino przestał grać. W taki sposób objawiały się jego coraz częstsze napady amnezji. Przez około minutę stał więc na scenie, patrząc się na zdziwioną widownię. Od dzieciństwa zmagał się z problemami natury neurologicznej, ale został źle zdiagnozowany przez lekarzy i dopiero po 35 latach odkrył prawdziwą przyczynę swoich wiecznych bóli głowy, osłabienia, napadów  amnezji, a nawet halucynacji. Pat Martino miał naczyniaka mózgu - jego tętnice i żyły mózgowe były nieprawidłowo połączone, przypominały splątaną kulkę serpentyn. Ale to dopiero początek tej historii: W wyniku operacji usunięcia naczyniaka Pat Martino stracił sporą część lewej półkuli. Stracił też pamięć. Całkowitą amnezją objęte zostały wszystkie sfery życia gitarzysty. O ile, z czasem na podstawie fotografii, rozmów i nagrań przypomniał sobie informacje osobiste, to sfera muzyczna uległa kompletnemu zapomnieniu. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że Martino był wówczas na muzycznym szczycie, koncertował, nagrywał płyty - cieszył się zasłużoną sławą. Pat Martino, światowej sławy gitarzysta nie pamiętał, jak gra się na gitarze.

 

Jego albumy z lat 70. XX wieku, to kwintesencja gitarowej sprawności i twórczego polotu - utwory pełne życia, niebanalnych motywów i przede wszystkich wirtuozowskich solówek. Nic więc dziwnego, że tragiczny wypadek Pata Martino wstrząsnął nie tylko jego rodziną, ale również fanami na całym świecie. Ciągła presja ze strony środowiska muzyków i bliskich, a także poczucie utraconego talentu wpędziły Martino w jeszcze większe problemy: tym razem natury psychicznej.

Po siedmiu latach zmagań z amnezją, Patowi Martino udało się odzyskać jego najcenniejszy skarb - wrócił do gry. Dosłownie. Nagrał płytę o typowym, ale zważywszy na okoliczności, trafnym tytule - The Return, 1987. Jego powrót do jazzowego życia to prawdziwy renesans. Płyty takie jak The Maker (1994), czy All Sides Now (1997) ukazują nie tylko post- bopową fascynację i kompozytorski polot Pata Martino, ale przede wszystkim uświadamiają, jak niesamowite możliwości ma ludzki umysł.

Pat Martino to osoba, która zadziwia nie tylko środowisko muzyczne, ale także świat medycyny. Jest to pierwszy przypadek w neurochirurgii, kiedy pacjent po wycięciu 70 procent lewej półkuli i całkowitej amnezji, odzyskał swoje wspomnienia i ślady pamięciowe sprzed operacji. Do dziś nie wiadomo czy to, że Pat Martino powrócił do jazzowego życia to zasługa medycyny, determinacji, a może po prostu zrządzenie losu. Niezłomny weteran gitary i walki z przeciwnościami losu obchodzi dziś 75 urodziny.