Kaja Draksler – poszukująca indywidualistka

Autor: 
Maciej Krawiec
Zdjęcie: 

W europejskiej czołówce wartych uwagi artystów młodego pokolenia, którzy na poważnie zajmują się muzyką na styku jazzu, improwizacji i kompozycji, bohaterka niniejszego tekstu znajduje się z całą pewnością. 32-letnia Kaja Draksler – bo o nią chodzi – od ponad dekady eksploruje rozmaite muzyczne obszary, które stara się połączyć w jedyną w swoim rodzaju kombinację wpływów, technik, koncepcji i brzmień.

Draksler urodziła się w Słowenii i dorastała w małej wsi na północ od Lublany. Nikt w jej rodzinie nie zajmował się muzyką, ale gdy miała trzy lata, otrzymała od rodziców pianino-zabawkę, na którym razem z tatą wygrywała pierwsze melodie. Gdy dostrzeżono jej zainteresowanie tworzeniem dźwięków, została zapisana na zajęcia gry na pianinie. W przeciwieństwie do wielu dzieci, lekcje nie zniechęciły jej do pogłębiania wiedzy. Musiało stać się odwrotnie, bo Draksler poszła następnie do liceum muzycznego w Lublanie. Już tam zajęła się jazzem, ponieważ interesowały ją możliwości, które daje jazzowa improwizacja.

Edukację skupioną na jazzie kontynuowała na studiach. Dyplom licencjata zdobyła, kończąc klasę jazzowego fortepianu w Prince Claus Conservatory w holenderskim Groningen – tam funkcję jej głównego nauczyciela pełnił pianista Marc van Roon, zaś innym ważnym pedagogiem był saksofonista i klarnecista Michael Moore. Wtedy również w ramach wymiany studenckiej spędziła pół roku w nowojorskim Purchase College. Podczas tego pobytu odbywała także prywatne lekcje z Jasonem Moranem i Vijayem Iyerem. Wspomina je w następujący sposób: Moran chętnie dawał jej rady dotyczące techniki gry, muzykował z nią, z kolei Iyer proponował bardziej teoretyczne podejście i skupiał się na zagadnieniach kompozycji.

Kompozycja była też tematem, którym zajęła się na studiach magisterskich w Amsterdamie. W tamtejszym konserwatorium rozwinęła swoją znajomość technik kompozytorskich, inspirując się zarówno muzyką dawną – Bachem czy Scarlattim – jak i współczesną. Wśród swych największych inspiracji z tej dziedziny wymienia Mortona Feldmana, György'a Ligetiego, Oliviera Messiaena, Yannisa Xenakisa i Gérarda Grisey'a. Ale na uważne studiowanie muzyków jazzowych również się powołuje. Ciekawiła ją postawa m.in. Duke'a Elingtona, Theloniousa Monka, Niny Simone, a najbardziej Cecila Taylora, któremu poświęciła pracę magisterską. O swojej relacji z dziełem zmarłego w tym roku artysty mówi tak: „To wielki pianista i wiele nauczyłam się, studiując dorobek Taylora. Jestem pewna, że są obecne w mojej grze jego wpływy, chociaż nie nazwałabym siebie pianistką freejazzową. Nie używam jego muzycznego języka, bo nie byłabym nawet w stanie tego zrobić – jest on tak specyficzny i złożony. Ale jego idee i sposób bycia artystą są dla mnie bardzo inspirujące”.

Wrażenie robi zarówno realizowane już od ponad dziesięciu lat dojrzałe podejście artystki do muzycznej materii, jak i liczba składów, w których nie tylko występuje, ale które kreuje bądź współprowadzi. Jeszcze przed dwudziestymi urodzinami pisała muzykę na kilkuosobowe składy, grając w nich na fortepianie, a nieraz także dyrygując. Obecnie chętnie występuje solo, prezentując zarówno wyobraźnię techniczną – nieraz ucieka się do preparacji, modyfikuje sposób wydobywania dźwięków, wzbogaca instrumentarium o perkusjonalia – jak i wyczucie dramaturgii. Często można ją także usłyszeć w duetach – np. z pianistką Eve Risser, trębaczką Susaną Santos Silvą czy perkusistami Onno Govaertem i Szymonem Gąsiorkiem. Jednak jej głównym przedsięwzięciem jest teraz oktet, z którym nagrała w ubiegłym roku album „Gledalec”. Wydała go lizbońska wytwórnia Clean Feed Records, znana z autorskiej muzyki improwizowanej, i w jej katalogu można znaleźć pięć krążków z nazwiskiem Draksler na okładce.

Artystka ma za sobą koncerty w Polsce. Ostatnio mieliśmy okazję ją usłyszeć 15 listopada 2018 na festiwalu Krakowska Jesień Jazzowa pianistka ze swoim oktetem. Epizody free, symultaniczna gra odrębnych sekcji, ścieranie się improwizacji i kompozycji – to proponuje ze swoim zespołem Draksler. Zarówno płyta „Gledalec”, jak i nagrania z koncertów tego ansamblu, zachęcają, by wyczekiwać okazji do pownownego zetknąć się z tą nietypową, intrygującą sztuką.