Pedro Sousa i jego ciągle powiększająca się biblioteka idei i estetyk – wywiad z muzykiem

Autor: 
Andrzej Nowak (http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/)

Płyta portugalskiego tria free jazzowego Rajada ukazała się na początku bieżącego roku za sprawą serii wydawniczej Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej. W trakcie swojego niedługiego życia doczekała się już m.in. cztero i pół gwiazdkowej recenzji na prestiżowych łamach Freejazz Blog. W okresie wiosennym przeprowadziłem z Pedro Sousą, saksofonistą tria, rozmowę nie tylko o tym wydawnictwie, ale także i przede wszystkim o drodze, jaką przebył ten wciąż młody muzyk, od eksperymentalnej elektroniki do muzyki swobodnie improwizowanej.

Witaj Pedro. Rozmawiamy w związku z ukazaniem się w Polsce debiutanckiej płyty tria Rajada, którą tworzysz wspólnie z Miguelem Mirą i Afonso Simoesem. Opowiedz proszę, jak doszło do powstania tego tria, jak ta muzyka sytuuje się na tle twoich poprzednich muzycznych doświadczeń.

Grałem już wiele razy z Miguelem Mirą, nim zagraliśmy jako Rajada, głównie w sytuacjach stworzonych ad hoc, ale także w studiu, gdy ćwiczyłem razem z Motion Trio. Jednocześnie znałem i zaprzyjaźniłem się z Afonso, wiedziałem o jego wcześniejszej grze w różnych zespołach z Davidem Maranhą lub Rafaelem Toralem, także w takich zespołach, jak Gala Drop i Fish & Sheep. Pewnego dnia grałem z Afonso w podwójnym koncercie, gdzie lokalni muzycy z Lizbony zwykli bywać w soboty, na Rua da Bica. Ideą podwójnego koncertu polegała na występie dwóch duetów, które nigdy wcześniej nie grały ze sobą.

Po tym koncercie po prostu pewny rzeczy zadziały się już same. Miguel Mira i ja chcieliśmy grać częściej razem. Afonso chciał ponownie zagrać improwizowany jazz. Gabriel (Ferrandini) już myślał o przyszłości z Volúpias das Cinzas. Tak więc całkiem naturalnie poczuliśmy, że wszyscy chcemy stworzyć czystą formację składająca się z saksofonu, basu i perkusji.

Opowiedz proszę o swoich początkach jako muzyk. Od czego zaczynałeś, gdzie uczyłeś sie grać, jak doszedłeś to muzyki improwizowanej, w którym momencie poczułeś, że to jest twoja metoda artystycznego działania.

Zacząłem grać na gitarze jako nastolatek. W takich okolicznościach właśnie poznałem Gabriela Ferrandiniego. Obaj wpadliśmy na pomysł stworzenia zespołu i grania muzyki. Byłem i nadal jestem wytrwałym słuchaczem muzyki elektronicznej, więc uczyłem się także, jak tworzyć muzykę na komputerze. W ciągu tych lat wiele eksperymentowaliśmy z innymi muzykami, czy kolegami z liceum, którzy potem robili już inne rzeczy. Był to także czas, kiedy po raz pierwszy spróbowałem zagrać na saksofonie, który w tamtym czasie był dla mnie bardzo tajemniczym instrumentem.

Ponieważ mieliśmy wiele pomysłów i skojarzeń w naszych głowach, doświadczaliśmy wtedy głównie tego, co oznacza ciągłe zmaganie się z twoim instrumentem i twoimi fizycznymi zdolnościami, a nie zaś z tym, co naprawdę chcesz robić w kategoriach dźwięku. Było to bardzo ważne, ponieważ nasze ówczesne potrzeby ostatecznie przerosły chęć grania muzyki notyfikowanej lub ustrukturyzowanej w postaci piosenki, a my coraz bardziej przechodziliśmy do długich kompozycji, dzięki stosowaniu improwizacji i eksperymentalnych pomysłów estetycznych.

Ostatecznie Gabriel zaczął regularnie grywać w RED Trio i Motion Trio. A ja, który grałem kilka razy z Ernesto Rodriguesem i VGO (Variable Geometry Orchestra), założyłem własny zespół z dwoma innymi przyjaciółmi (Pedro Lopes z EITR i João Gomes) o nazwie OTO. To było zarówno eksperymentalne, jak i improwizowane trio z muzyką elektroniczną, którego każdy kolejny koncert, a także metody pracy bardzo różniły się od siebie. To była niesamowita szkoła, dowiedzieć się więcej o graniu muzyki elektronicznej, a także lepiej zrozumieć, jak tworzyć w połowie strukturalne / w połowie improwizowane utwory muzyczne itp. To zdecydowanie mieściło się gdzieś pomiędzy muzyką taneczną, a po prostu naprawdę dziwacznymi rzeczami. Również w ciągu tych lat spędzałem dużo czasu, często opuszczając zajęcia na uniwersytecie, na graniu i próbach w Trem Azul, który był wtedy sklepem z muzyką jazzową, a także kwaterą główną wytwórni Clean Feed. To była właściwie moja druga szkoła, która otworzyła mój umysł i uszy na wiele rzeczy, które wydarzyły się potem.

Ale ostatecznym punktem zwrotnym był koncert Johna Butchera, który widziałem w CCB z udziałem Carlosa Zíngaro grającego na altówce, z elektroniką i Güntera Müllera, wykorzystującego ipody. Gra Johna Butchera kompletnie mnie rozwaliła. Tkwiłem już wtedy w różnych odmianach jazzu i improwizacji, ale widząc saksofony Johna robiące tak niezwykłe rzeczy, to było coś, czego wcześniej nie widziałem. Zdaje się, że to był ten impuls, który w pewnym sensie sprawił, że ostatecznie porzuciłem moją elektronikę na rzecz gry na akustycznym instrumencie.

Czy mógłbyś wymienić płyty i muzyków, którzy w szczególny sposób ukształtowali Cię jako muzyka?

Wydaje mi się, że trudno jest opisywać rzeczy w ten sposób, ponieważ czuję, że wszystko, czego dotychczas doświadczyłem, jest częścią tego samego strumienia, nawet te okropne rzeczy, których słuchałem jako dziecko. Zatem prawdopodobnie wiele, nawet tych najbardziej "ważnych" rzeczy mogę tu pominąć. Ale pierwsze wrażenia, które przychodzą na myśl, to cała muzyka elektroniczna, którą słyszałem, gdy dokonywałem moich pierwszych odkryć i eksploracji w muzyce. Dla nastolatka byli to typowi bohaterowie, tacy jak Pink Floyd i Soft Machine, ale potem naprawdę zanurzyłem się w muzyce jungle i IDM, odkryłem takie wytwórnie, jak Warp, Ninja Tune i Tzadik, tacy artyści, jak Aphex Twin, Squarepusher, Ventian Snares i μ-ziq przychodzą do głowy. "Disco Volante" Mr. Bungle’a również kołysało mój świat w tamtym czasie, czy zespoły takie, jak The Melvins. Później doszedłem do hip hopu, także bardzo lubię „brudną” południową muzykę, taką jak Three Six Mafia i DJ Screw. Lub dziwaczne rzeczy, takie jak Prefuse 73.

Muzyki jazzowej zacząłem słuchać intensywniej nieco później, ponieważ zostałem w to wciągnięty i zacząłem spędzać dużo czasu w "Trem Azul", który w czasach, gdy był siedzibą Clean Feed Records, dostarczał również dużo nowej szalonej muzyki, o której nawet nie wiedziałem, że chcę ją usłyszeć. Wtedy usłyszałem takie zespoły jak Hardcore Chamber Music, czy pierwszy album Offonoff czy Original Silence, a co najważniejsze, dla mnie jako muzyka, poznałem takich artystów jak John Butcher, Evan Parker czy Jean-Luc-Guionnet. The Fish i Townorchestrahouse to były formacje, które zawsze zalegały w moich odtwarzaczach CD. W ostatnim roku, to czego słuchałem najczęściej w domu, to w rzeczywistości muzyka tradycyjna, głównie azjatycka. Zazwyczaj tak właśnie obcuję z muzyką, najpierw dużo jednego gatunku, a potem lubię odkrywać inny.

Świat muzyki improwizowanej poznał Cię kilka lat temu, gdy nagrałeś doskonałą płytę „Casa Futuro”, w towarzystwie swojego wielkiego przyjaciela, Gabriela Ferrandiniego i Johanessa Bertlinga. Czy te trio będziesz w przyszłości kontynuował?

Graliśmy w październiku (ubiegłego roku – przyp. red.) w tym trio na Out.Fest, tutaj w Lizbonie. Zatem grupa wciąż żyje i ma się naprawdę dobrze. Poprzednio po prostu mieliśmy trudniejszy okres, ponieważ Johan niedawno został ojcem i miał bardzo napięty harmonogram. Ale cieszymy się muzyką i gramy razem, więc coś musi się wydarzyć w bardzo niedalekiej przyszłości!

Porozmawiajmy o procesie improwizacji. Co Twoim zdaniem jest ważne, by była ona udana? To, co siedzi w twojej głowie? To, z kim grasz i jakie wzajemnie na siebie reagujecie?

To interesujące pytanie, ponieważ jest to kwestia, z którą mam codziennie do czynienia, za każdym razem, gdy angażuję się w jakiś twórczy proces. Uważam się za każdym razem za szczęśliwca, że ​​mogę mieć w tej kwestii jakiś pogląd i próbować uwierzyć, że nie dość, że moje koncepcje nie są dogmatami, to jeszcze mogą się też poszerzać i ewoluować. Dzięki Trem Azul, przyjaciołom, kolegom związanym z muzyki, a także moim własnym poszukiwaniom, byłem nastawiony nie tylko na mnogość różnych rodzajów muzyki i artystów, ale także na konkretne sposoby podejścia i analizowania sytuacji. Jestem oczywiście owocem i skutkiem moich własnych influencji, także tych wszystkich najprzeróżniejszych albumów i gatunków muzycznych, które mnie interesują, od muzyki drone po noise, także hip-hopu i muzyki tradycyjnej z całego świata. Również fakt, że przez kilka lat grałem na gitarze w improwizowanych zespołach elektronicznych i noise'owych, a także studiowałem rzeźbiarstwo, pomogło mi spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Wszystko sprowadza się do tego tygla idei i estetyki, który jest ciągle powiększającą się biblioteką, która pozostaje ze mną jako muzykiem.

Kiedy więc myślę dziś o muzyce improwizowanej, rzadko kiedy uważam ją za rodzaj jazzu lub przykład post-jazzowych estetyk czy idiomów. Mimo, iż to ogromny fundament wszystkiego, to nadal jest tylko częścią całej struktury, która stanowi mój własny język. Tak więc, gdy pracujemy i staramy się być coraz lepsi na swoim instrumencie, grając każdego dnia w czysto technicznym sensie, łączymy to wszystko z naszą własną prawdą i estetyką, w pewnym sensie próbując szlifować i doskonalić nasz pomysł jako całość. To zawsze stanowi moje główne zainteresowanie: być w stanie jasno zobaczyć, jak te wszystkie elementy (uczenie się, granie, myślenie, mówienie i słuchanie) kształtują mnie jako twórczą osobę i jak pomagają mi zdefiniować mój własny język, który przenika wszystko, co robię. Więc chociaż funkcjonuję dla przykładu w zespołach, których estetyka może się wydawać bardzo różna, moim celem jest zawsze nadać sens temu wszystkiemu i połączyć wszystko w jedną całość.

Również czymś, z czego zdałem sobie sprawę, a co jest bardzo ważne, jest dokładnie to z kim grasz. Ponieważ myślę, że ludzie często ujawniają siebie w sposobie, w jaki grają, to gdy osobiście komunikujesz się z kimś, stanowi już wartość samą w sobie. Przyjaźń jest ważna, choć oczywiście nie jest zmienną ostateczną w równaniu, ma dla mnie znaczenie ze względu na organiczną naturę tej muzyki. Wciąż jestem silnie zaangażowany w to, co robię w moim życiu, ciągle czuję, że wszystko wokół mnie musi i będzie wzrastać. Dlatego też rozwój i praca z ludźmi, którzy są tak zmotywowani, jak ty, którzy wierzą w to, co ty, to zdrowa rzecz dla muzyki i ogólnie dla procesu motywacyjnego. Oczywiście muzyka również rodzi się z konfliktu, który wybucha od czasu do czasu. Wszystko najważniejsze dzieje się od momentu, w którym bierzemy ten wspólny proces w nasze ręce i wykorzystujemy, to co w nas najlepsze. Wszystko inne, to tylko nieustanny ból głowy lub chwila oddechu.

Jesteś silnie związany z Lizboną. Czy mógłbyś opowiedzieć o scenie muzycznej tego miasta, szczególnie tej związanej z muzyką improwizowaną? Miejsca do grania, muzycy, czy ktoś wspiera muzyków? Czy muzyk improwizujący przeżyje w Lizbonie?

Improwizowana scena w Lizbonie jest interesująca. Być może dziś jest ona trochę bardziej rozproszona niż kiedyś, jeśli myślimy o tym w klasycznym sensie, tak jak w latach wcześniejszych, gdy funkcjonował Trem Azul (ponieważ było to miejsce, przez które niemal wszyscy przeszli) lub nawet stary Hot Club (nowy nie ma już związku z tą sceną). Wydawało się, że łatwiej było być wystawionym na różne okazje, które tyle wokół. Ale względnie mały rozmiar miasta nadal ułatwia łączenie się z ludźmi i zrozumienie tego, jak grupy muzyków przemieszczają się, pracują i mieszają ze sobą. Z jednej strony masz Ernesto Rodriguesa i jego wytwórnię Creative Sources, która prezentuje w przeważającej części muzykę bliską ciszy, realizowaną w Lizbonie i pobliskich miejscach. Z drugiej strony masz takich muzyków, jak Manuel Mota, David Maranha i Margarida Garcia, którzy są wartością samą w sobie, także Red Trio oraz Motion Trio lub nawet niektórych muzyków, którzy wywodząc się z klasycznej sceny jazzowej, próbują włączyć improwizację jako główny element w niektórych swoich projektach. Zatem każdy znajdzie tu coś dla siebie, nawet jeśli okazji nie jest zbyt wiele, bo wszystko, co robią te grupy muzyków, składa się w całość.

Inne miejsca, takie jak Galeria Zé dos Bois i Damas, są ważne w inny, być może, bardziej miejski sposób, ponieważ łączą różne gatunki muzyki w swoich programach, proponując ludziom przeróżne rodzaje muzyki, co sprzyja powstawania nowych inicjatyw. Na przykład niektórzy muzycy, z którymi pracuję i spotykam się codziennie, pochodzą ze sceny pop, estetyki lo-fi lub muzyki tanecznej, a dla mnie jest to bardzo interesująca rzecz, ponieważ wszyscy w pewnym sensie wspieramy się nawzajem, nastawieni jesteśmy na kontynuowanie różnych projektów. Może właśnie w tym kierunku zmierza scena muzyki improwizowanej w Lizbonie, ten rodzaj mieszanki stylistycznej. Jestem zdania, że ​​obecnie miasto jest nieco mniej przyjazne dla pewnych twórczych nisz, ale mimo wszystko mają one szanse przetrwać i rozwijać się. Widzę, że więcej muzyków robi różne rzeczy, a to świetna sprawa, zatem istnieje potencjał. W moim odczuciu brak jest tylko miejsc do grania w mieście (i poza nim), co w połączeniu z rosnącymi cenami czynszów i miastem coraz bardziej nastawionym na turystykę, utrudnia rozwój zjawisk kulturalnych. Ale musimy poczekać i zobaczyć, co przyniesie przyszłość, ponieważ jest tu wielu świetnych ludzi robiących świetne rzeczy.

Zatem Pedro, ostatnie pytanie. Nad czym obecnie pracujesz, na jakich płytach usłyszymy Cię w najbliższych miesiącach? No i kiedy pojawisz sie na koncertach w Polsce, czy w ogóle w Europie wschodniej?

Teraz pracuję nad wieloma różnymi rzeczami. Przygotowywałem i zmiksowałem dwa koncerty z Gabrielem Ferrandinim, Davidem Maranhą, Alexem Zhang Hungtai i Júlią Reis (na jednym z koncertów), grupa nazywa się Rahu and Ketu. Przygotowywałem też niepublikowany wcześniej album EITR, nagrany kilka lat temu. Nagrałem i zmiksowałem duet z Davidem Maranhą, który staramy się wydać w tej chwili. Jest też album CAVEIRA, nad którym pracujemy, zespół założony przez Pedro Gomesa lata temu tutaj, w Lizbonie, którego skład zmieniał się parę razy. Mam skromne nagranie solowe, która wkrótce zostanie wydane. Volúpias das Cinzas, nagrania tria Gabriela (Ferrandiniego) z rezydencji w ZDB również zostaną wydane w tym roku. Obecnie nagrywanych i produkowanych jest wiele rzeczy, to naprawdę świetna sprawa!

Co do gry w Polsce lub Europie Wschodniej ... Cóż ... Dla mnie to wciąż nieopanowane  terytorium. Tak naprawdę nie mogę powiedzieć na pewno, że coś się wydarzy. Zobaczmy, czy uda nam się przetrwać kolejną porcję płytowych wydawnictw!

Dziękuję za rozmowę, Pedro.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/rajada