Mars

Autor: 
Maciej Karłowski
Tim Berne & Gregg Belisle-Chi
Wydawca: 
Intakt
Dystrybutor: 
Intakt
Data wydania: 
20.03.2022
Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)
Skład: 
Tim Berne - Alto Saxophone Gregg Belisle-Chi - Guitar

Tim Berne, wiadomo, jedna z kluczowych dziś postaci na jazzowej scenie. Nie czas wspominać teraz jego dorobek i zasługi muzyczne, tak w zakresie improwizacji jazzowej, jak również koncepcji twórczej i kompozycji o charakterze jazzowym. Są one ogromne i potwierdzone najróżniejszymi enuncjacjami innych muzyków i z tej perspektywy może być stosunkowo zaskakującym, jak rzadko stają się przedmiotem badań innych. Tę sytuację w jakiejś mierze zmieni zapewne album Mars, ale zanim o nim, trzeba wspomnieć, o płycie, która ukazała się nieco wcześniej i w powstaniu której Berne, jako wykonawca, nie uczestniczył. Mam na myśli album Koji, wydany w roku ubiegłym w szalenie ciekawej oficynie wydawniczej Relative Pitch, a sygnowany nazwiskiem wschodzącej gwiazdy nowojorskiej sceny gitarowej Gregga Belisle-Chi.

Zapewne byłoby sporą przesadą stwierdzenie, że ten, amerykański gitarzysta, o korzeniach azjatyckich wdarł się przebojem na tamtejszą scenę muzyczną, ale fakt, że w toku niezbyt długiej jak na razie kariery udało mu się współpracować już z takimi postaciami jak: Bill Frisell, Reid Anderson, Steve Swallow, Cuong Vu, Ted Poor, Eyvind Kang, Ben Goldberg czy Wayne Horvitz o czymś bardzo ważnym świadczy.

Otóż więc Gregg Belisle-Chi na płycie Koji sięgnął po dorobek twórczy Time’a Berne’a i umieścił go w kontekście recitalu na akustyczną gitarę solo. I sądzę, że właśnie tam należy poszukać źródeł tego, co możemy usłyszeć na płycie Mars, jak również iskrą rozniecającą płomień duetowej współpracy Berne’a i Belisle’a.

Oczywiście, trzeba pamiętać, że gitara zawsze była w procesie kompozytorskim i w warstwie obsady ważna dla Berne’a. Przez długie lata w roli ulubionego i regularnie zapraszanego do współpracy mistrza występował i występuje do dziś choć już nie wyłącznie, wybitny francuski artysta Marc Ducret. Byli oczywiście także inni, Ryan Ferreira zasilał formację Bloodcount na dwóch płytach wydanych przez ECM oraz wieloletni kolega z pracy David Thorn (również opublikowany nakładem ECM „Son Of Goldfinger). Tutaj, na płycie Mars Thorn występuje w roli inżyniera dźwięku zabezpieczając mikserską i masteringową stronę całego przedsięwzięcia. Pomimo to faktem również pozostaje, że Mars jest o dziwo pierwszą w bogatej dyskografii Berne’a duetową płytą duetowa nagrana wyłącznie z gitarzystą.

Z tej choćby racji powinna i jak sądzę zostanie zapamiętana. Uważam jednak także, że głównym powodem, dla którego po Mars warto sięgnąć jest jakość wspólnej kreacji Berne’a i Belisle’a. W całości wypełniają ją kompozycje pierwszego. Można je potraktować śmiało i słusznie jak rodzaj ramy, mającej za zadanie narysować przestrzeń kreacji, tymczasem bardziej niż ramą stają się w mojej opinii pretekstem do wyjścia dość daleko poza pierwotny kompozytorski zamysł. W towarzystwie gitary akustycznej, a szczególnie gitary w rękach obdarzonego tak wielką wyobraźnią muzyka jakim jest Belisle-Chi muzyka Berne’a a i sama jego gra uzyskuje zupełnie inny wymiar. Jeszcze wyraźniej na jaw wychodzi jej teksturalny potencjał, a kontekście improwizatorskim lokuję Berne’a niemal jak jazzowego myśliciela wyrażającego się z jednej strony bardzo stanowczo, ale też szalenie erudycyjnie.

Mam wrażenie, że tym bardziej jest to jaskrawe im więcej determinacji wykażemy w sięganiu po pierwotne wersje zamieszczonych na płycie utworów albo wersje znane z wcześniejszych płyt Tima Berne’a. W tej mierze Mars to w jakimś stopniu album fanowski, wymagający trochę wiedzy i osłuchania. To rzecz niezaprzeczalna, ale prawdę powiedziawszy można też z powodzeniem cieszyć się płytą bez tego rodzaju odniesień.

W tej perspektywie będzie ona być może mniej fascynująca, ale na brzmieniowej i artystycznej atrakcyjności wcale nic nie straci. W moim odczuciu Mars to jeden z najciekawszych albumów jakie wpadły mi w ręce w ostatnich czasach i bardzo chciałbym, żeby sięgnęli po niego nie tylko wierni miłośnicy twórczości Tima Berne’a oraz kolekcjonerzy nazwisk ze świata gitary.

 

 

Giant Squids; Middle Seat Blues; Not What You Think They Are; Dark Shadows; Palm Sweat; Rabbit Girl; Big Belly; Frosty; Microtuna; Gastrophobia; Purdy; Rose Bowl Charade.