Phil Minton - niech przemówi głos

Autor: 
Piotr Wojdat
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Choć urodził się w turystycznym miasteczku Torquay, które powszechnie słynie z Agathy Christie oraz tego, że rozgrywała się w nim akcja kultowego serialu “Hotel Zacisze”, to słuchacze muzyki improwizowanej powinni przede wszystkim kojarzyć je z postacią, dla której głos jest prawdziwą studnią bez dna inspiracj. Jest też jedną z najważniejszych osobowości muzycznych na improwizatorskiej scenie od kiedy powstała, człowiekim - głosem.

Phil Minton nie odwiedza Polski szczególnie często, ale gościliśmy całkiem nie tak dawno podczas Ad Libitum 2016, kiedy podjął dialog z muzykami kolektywu Warsaw Improvisers Orchestra, któremu od dawien dawna przewodzi zadomowiony w Polsce saksofonista Ray Dickaty. Zderzenie dwóch różnych światów muzyki improwizowanej: tego opartego na wokalizach oraz tego, którego trzon stanowi otwarta jazzowa formuła, przyniosło naprawdę pozytywne i oryginalne efekty. Warto przy tym dodać, że na scenie spotkali się tak naprawdę dwaj dyrygenci. Phil Minton od lat 80. prowadzi swój chór Feral Choir, do którego dołączają ci śmiałkowie, którzy chcą śpiewać. O tym, że przedsięwzięcie ma duży rozmach, świadczy fakt, że koncerty i warsztaty Feral Choir odbyły się do tej pory w miastach na całym świecie. Dla porządku dziennego wymieńmy: Berlin, Tokio, Florencję, Paryż, Rio de Janeiro, Zurych, Amsterdam czy Warszawę.

 

Feral Choir to mocno angażująca działalność Phila Mintona. Można wręcz powiedzieć, że traktuje ten projekt jak oczko w głowie. Stanowi to też ujście dla jego chęci ciągłego eksperymentowania z głosem, z technikami oraz z własną barwą. Świadczy o tym wszystko to, co można przeczytać na ten temat na jego stronie internetowej. Dla Phila Mintona wartością artystyczną może być nawet oddech. Twierdzi, że jeśli potrafisz oddychać, jesteś w stanie razem z innymi członkami chóru stworzyć coś wyjątkowego.

Działalność Phila Mintona charakteryzuje się pełną wolnością artystyczną. Jednak oprócz trzymania pieczy nad Feral Choir, artysta funkcjonuje jako muzyk-wolny elektron. Występuje w duetach, triach, czy kwartetach. I tak na przykład pod szyldem TOOT, w którego skład oprócz Mintona wchodzą trębacz-ekwilibrysta Axel Dörner oraz obsługujący analogowy syntezator Thomas Lehn, eksploruje obrzeża muzyki współczesnej, elektroakustycznej i free jazzowej. Z kolei wraz z gitarzystą Aminem Alim, multiinstrumentalistą Django Batesem, gitarzystą Christym Doranem oraz perkusistą Fredym Studerem składa autorski hołd Jimiemu Hendrixowi. Ich interpretacje takich klasyków jak “Purple Haze”, “Hey Joe” czy “Foxey Lady” do odtwórczych z pewnością nie należą. Pozwalają też spojrzeć na twórczość słynnego gitarzysty od nieco innej strony.

 

Jeśli ktoś poszukuje nagrań z głosem Phila Mintona i chciałby sprawdzić jak artysta czuje się w różnych zestawieniach personalnych oraz kontekstach stylistycznych, powinien posłuchać jego albumu nagranego z saksofonistą Matsem Gustafssonem oraz gitarzystą Johnem Russellem. Warto przypomnieć, że to wydawnictwo ukazało się sumptem naszego Bocian Records i jest to rzecz całkiem świeża, gdyż ujrzała światło dzienne w zeszłym roku.

Ciekawe są też duety: z pianistką Sophie Agnel, wiolonczelistką Okkyung Lee, czy pianistą Veryanem Westonem, a całkiem niedawno w duecie z Joelle Leandre. A jeśli ktoś wolałby usłyszeć jak Phil Minton gra na trąbce - odsyłamy do albumu z 1969 roku, czyli “Phil Minton Quartet with Lars Göran Ulander”.