Palm jazz 2014: Birelli Lagrene - dobry wiatr z Zachodu Europy

Autor: 
Ula Nowak
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. prasowe

Czym się różni opowieść o Birélim Lagrène'ie od reklamy Forda? Ta pierwsza trwa w najlepsze. Mało tego, niebawem będzie dziać się również w Polsce. Druga, nie zawsze kończy się dobrze. A jednak coś je łączy. Elegancja, temperament, osiągane prędkości, imponujący przebieg - i niewątpliwie - urok osobisty.

 

To nie do końca poważne porównanie znakomitego francuskiego gitarzysty z dobrej marki samochodem, ma zwrócić uwagę nie tylko na osobliwość i klasę muzyka, ale również na nieco mniej wesołe zjawisko. Ni to obojętność, ni ignorancja. Coś na kształt przesytu "swojego". Dość w Polsce mamy gitarzystów, a kiedy nam się znudzą, powrócimy do trwających w pamięci społecznej, jak kilkusetletnie dęby Amerykanów. Ci to dopiero potrafią... Tymczasem nie tak znów daleko od polskiej granicy, żyje i tworzy gitarowy geniusz. Biréli Lagrène, mimo ogromnego uznania na całym świecie, dyskografii utkanej złotą nicią nazwisk Benny'ego Cartera, Benny'ego Goodmana, Stephana Grappelliego, Nielsa Henninga czy Jaco Pastoriousa, w Polsce znany jest niewielkiej grupie fanów. I choć koncert na tegorocznym Palm Jazz Festiwal, nie jest jego pierwszym występem w naszym kraju, trudno mówić o jakiejkolwiek popularności.

Dlaczego? Nie próbujmy zwalać znów na klimat. Polska to kraj o specyficznym sposobie konsumpcji dóbr wysokiej kultury, ale może niekoniecznie najgorszym. Odpowiedzi upatrywałabym raczej w tym, że francuska muzyka jazzowa wciąż pozostaje u nas tematem trochę jakby démodé. Tak jakby każda płyta francuskiej wytwórni pachniała Chanel n. 5. Nic bardziej mylnego. Francja zaskakuje, z jednej strony wierna swojej specyfice, z drugiej otwarta na nowe prądy.

Nie inaczej jest z Birélim Lagrènem. Niech podniesie rękę ten, kto na samo wspomnienie nazwiska "Lagrène" usłyszał glissando... O niewierny, wróć i przestudiuj jeszcze raz dyskografię Pana Lagrène'a. Owszem, styl gitarzysty absolutnie nawiązuje do tradycji, w której wyrósł, do muzyki etnicznej. A cygańskie korzenie muzyka są jego atutem. Znakomicie opanował technikę wpisującą się konwencję gipsy-swingu. Daje temu wyraz realizując w swojej karierze Gipsy Project (2001), Gipsy Routes (2008) czy Gipsy Trio (2009). Najczęściej padającym porównaniem, dzięki któremu gitarzysta dał się poznać szerszemu audytorium jest przywoływanie osoby Django Reinhardta. Słuszne przywoływanie, o czym świadczą albumy Routes to Django (1980), My Favorite Django (1995) i  Djangology (2006). Niewątpliwie, Lagrène  jak żaden inny współczesny muzyk nie jest w stanie przywołać klimatu owianego dymem papierosowym Hot Club de France lat trzydziestych. Ale nie jest to granie tendencyjne, dosłowne. Poza wirtuozerią, niesamowitym  tempem gry na instrumencie, gitarzysta prezentuje szeroka gamę muzycznych doświadczeń swojego życia. W dużej mierze naznaczonych elektroniką. Doświadczeń wiodących przez jazz rock i fusion. Doświadczeń, w których odbija się piętno wzajemnych relacji z rewolucjonistą Jaco Pastoriusem czy szalonym człowiekiem orkiestrą -Joeyem De Franceso. Działania Lagrène'a są imponujące nie tylko ze względu na ich rozpiętość (wydał ponad trzydzieści albumów), ale również godne podziwu wyczucie, różnorodność i umiejętność postawienia granic gatunkowych, we wszystkich realizowanych przedsięwzięciach.

Biréli Lagrène - nazwisko, które warto dodać do listy ulubionych. Zapamiętać i przypominać sobie w kontekście dobrego "improwizowanego" wiatru z zachodniej części Europy.