Musica Elettronica Viva – zespół, o którym będziemy opowiadać wnukom

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 

Mają po osiemdziesiąt lat. Ponad sześćdziesiąt lat temu założyli zespół, którego trzonem są do dziś. Poand pięć dekad! Musica Elettronica Viva (bo o nich mowa) tworzy do dziś. Pionierzy elektroniki, muzyczni wizjonerzy, wszechstronni kompozytorzy, artyści wszech generacji. A konkretnie trzech gentlemanów: Frederic Rzewski, Alvin Curran i Richard Teitelbaum. Z pozoru muzyczna prehistoria. Tak naprawdę kawał legendy i wiecznie aktualnego nowatorstwa.

Zespół Musica Elettronica Viva powstał w roku 1966, we Włoszech. Trzech, młodziutkich wówczas Amerykanów przyjechało do Rzymu, by uciec od zgiełku i gęstej atmosfery Ameryki lat 60. Wspólnie grywali na festiwalach muzyki współczesnej utwory Karlheinza Stockhausena, Johna Cage’a, Corneliusa Cardew, czy Mortona Feldmana. Zespół rozrastał się. Z biegiem czasu dołączali do niego rozmaici artyści (z czystej sympatii wspomnę choćby tylko Steve’a Lacy'ego). Musica Elettronica Viva już od pierwszych performance’ów skupiała się na agitującej treści, mocnym społeczno-politycznym przesłaniu i improwizowanej formie z pionierskimi elektronicznymi efektami. Debiutancki album MEV – „Spacecraft” wydany został w roku 1968 w składzie: Frederic Rzewski (perkusja i znalezione przez niego przedmioty), Richard Teitelbaum (syntezator), Alvin Curran (trąbka i perkusja), Ivan Vandor (saksofon) i Alan Bryant (syntezator). „Spacecraft” to tak naprawdę jedna dlugawa „piosenka”. Kosmiczna, przeszywająca, improwizowana niekoniecznie w duchu freejazzowym, raczej postcage’owskim: momentami przerażająca, innym razem mocno korespondująca z ciszą.

Musica Elettronica Nova to zespół, który od zawsze związany był z aktywizmem, działaniami społecznymi, ruchami obywatelskimi i protestami. Aspekty te jeszcze mocniej ugruntowują dokonania zespołu, również na polu historycznym. W latach 70. po trasie koncertowej MEV w Stanach Zjednoczonych, w związku z protestami w sprawie zamordowania czterech studentów na Kent State University, Rzewski i Teitelbaum zdecydowali się pozostać w U.S.A. Curran powrócił do Rzymu. Tym samym, MEV działając pod tą samą nazwą rozszczepiło się na kilka samodzielnie funkcjonujących ośrodków, związanych z elektroniczną muzyką improwizowaną. Od tego czasu zespół rezydował w trzech miastach: Nowym Jorku (Frederic Rzewski i Richard Teitelbaum), Rzym (Alvin Curran) i Paryż (gdzie przeprowadził się Ivan Vandor i pod tą samą nazwą działał razem z Patricią Coaquette). MEV działało dalej, pozostawiając nieco większą swobodę twórczą każdemu ze swoich członków. Do dziś MEV reprezentuje zespołowy trzon, najważniejsze postaci, które razem stworzyły historię współczesnej elektronicznej awangardy: Alvin Curran, Frederic Rzewski i Richard Teitelbaum. Każdy z nich posiada indywidualny język twórczy. Każdy z nich jest żyjącą legendą.

Alvin Curran inspiruje się dźwiękami natury. Wpasowuje je w motywy pianistyczne, improwizacje głosowe i elektronikę graną live. Jego „Fiori Chiari Fiori Oscuri” (1975) na okarynę, fortepian, pianino-zabawkę, głos ludzki, syntezator i kasetę, na której nagrane są odgłosy tropikalnych ptaków, to podróż pomiędzy wieloma wymiarami: wymiarem pianistycznej klasycznej sonaty, wymiarem odgłosów natury, a także wymiarem minimalizmu dźwiękowego zawartego w elektronice. Innym aspektem, który fascynuje Alvina Currana jest głos ludzki. Kompozycje takie jak „Canti Illuminati” (1982) łączą elektroniczne fascynacje Amerykanina z mantrycznym śpiewem, nakładającymi się na siebie ścieżkami stają się doświadczeniem transcedentalnym.

Frederic Rzewski to najbardziej zaangażowany politycznie członek Musica Elettronica Viva. Jego rozbudowane „The People United Will Never Be Defeated!” to 36 wariacji na temat słynnej chilijskiej pieśni "¡El pueblo unido, jamás será vencido!" pióra Sergia Ortegi, napisanej w 1973 roku, po tym jak rządy w Chile objął Salvador i będącej później hymnem ruchu oporu przeciw rządom Pinocheta. DLa niektóych może być zaskoczeniem, że ta skądinąd melodyjna, nieomal taneczna melodia stała się inspiracją dla wytrawnego kompozytora i jednego z ojców elektronicznego eksperymentu, ale następujące po temacie wariacje są już bezwzglęnym potwierdzeniem zaróno wirtuozerii jak i pianistycznego kunsztu Frederica. Jego instrumentalna sprawność i fantazja kompozytorska (uwzględniająca nawet partie gwizdane) znajdują potwierdzenie w każdym przebiegu zawiłości harmonicznych w tym 36 częściowym majsterszytku. W kompozycjach Rzewskiego nie brakuje oczywiście wątków dodekafonicznych, zabawy serią i motywów spontanicznie improwizowanych.

Richard Teitelbaum „elektryzuje”. Dosłownie. Za pomocą syntezatorów i swoich elektronicznych improwizacji, artysta ten znalazł wspólny język między innymi z Anthony’m Braxtonem. Nagrał z nim kilka mocnych, awangardowych albumów. Wspomnę dziś tylko o „Time Zones” z 1977, na którym to dwuznaczność wydobywanych dźwięków z saksofonów i syntezatorów wprawia w osłupienie, dźwiękowe pogmatwanie paraliżuje.

Tę doskonałą trójkę, pod szyldem Musica Elettronica Viva można będzie usłyszeć podczas tegorocznego festiwalu Ad Libitum, w Warszawie. Złośliwi powiedzą, że to nic innego jak odwiedziny muzeum: muzyka poszła przecież dalej, a ci panowie powinni już dawno zasiąść w bujanym fotelu i czyścić swoje protezy. Ale złośliwi są zwyczajnymi głupcami. Koncert Musica Elettronica Viva, to przecież wydarzenie, o którym z wypiekami będziemy opowiadać swoim wnukom.