Benny Golson – Saksofonista jazzem żyjący

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 

Rok 1958, wakacyjny poranek w Nowym Jorku. 57 muzyków spotyka się w Harlemie, aby zrobić sobie portretowe zdjęcie – pamiątkę. Na jednej fotografii obok siebie uśmiechają się serdecznie Horace Silver, Dizzie Gilesspie, Art Blakey, Coleman Hawkins, Lester Young i dziesiątki innych wspaniałych jazzmanów minionej epoki. Tylko dwóch z obencych na tamtej fotografii muzyków nadal jest wśród nas. Jednym z nich jest Benny Golson – dzisiejszy solenizant, który w swoim dorobku ma całe mnóstwo jazzowych pamiątek tej i jeszcze większej rangi.

Benny Golson to najstarszy saksofonista, jakiego znam. Przeżył najlepsze lata dla muzyki jazzowej, odcisnął piętno na historii jazzu, skomponował dziesiątki standardów grywanych przez kolejne pokolenia muzyków: „Killer Joe”, „I Remember Clifford” (tribute ku pamięci tragicznie zmarłego Clifforda Browna), „Are You Real?”, czy „Steablemates”. Współpracował z największymi nazwiskami ze świata muzyki jazzowej ostatniego stulecia:  Artem Blakey, Artem Farmerem, Dizziem Gilesspie, Ronem Carterem, czy Lionelem Hamptonem. To właśnie Benny Golson grał tenorową partię w hard bopowym przeboju “Moanin” – nagranym z The Jazz Messangers Arta Blakey’a.  Podczas swojej wieloletniej działalności artystycznej saksofonista przyczynił się więc do fundamentów obecnej muzyki jazzowej.

Jednym z najbardziej popularnych zespołów, w których grał Benny Golson jest The Messangers Arta Blakeya. Co prawda współpraca Benny’ego z The Messangers trwała zaledwie rok, lecz mimo to saksofonista przyczynił się do urozmaicenia repertuaru i twórczego ożywienia wśród członków zespołu. Benny Golson nie tylko grał tenorowe partie, ale również aranżował i porządkował formę The Messangers. Pod koniec lat 50. XX wieku Benny Golson najwięcej twórczej energii poświęcał innemu projektowi- formułującemu się wówczas Jazztatowi (który w 1960 założył wraz z trębaczem Artem Farmerem).

Benny Golson stwierdził, że w ówczesnym świecie jazzowym za wiele jest kwintetów, a on chciałby usłyszeć wreszcie coś więcej niż pięć instrumentów w studio. I tak narodził się Jazztat –projekt, któremu Benny Golson przez całe swoje życie poświęcał wiele twórczej uwagi. Pierwszy album sekstetu - „Meet The Jazztet” okazał się szalenie popularnym tworem, który na świat wydał standard bluesowy „Killer Joe”. W latach 1960 – 1962 trzon zespołu pozostawał ten sam, jednak roszady w pozostałym składzie i chaos organizacyjny spowodował rozpad zespołu. W latach 80. XX wieku Benny Golson i Art Farmer spróbowali ponownie – pracowali wówczas intensywnie, prezentując klasyczną odsłonę nieśmiertelnego bebopu. W 2009, 10 lat po śmierci Arta Farmera, Benny Golson nagrał album „New Time New ‘ Tet” którym wskrzesił pomysły brzmieniowe legendarnego Jazztetu. Do współpracy zaprosił między innymi Eddiego Hendersona i Steve’a Davisa – muzyków, którzy budują solidny pomost pomiędzy brzmieniem hard i post bopu. Na albumie znalazł się nawet polski „akcencik”– panowie zaaranżowali bowiem jeden z chopinowskich walców (As- dur, op. 69 nr 1).

Ponadto Benny Golson przez ostatnie 60!! lat nagrał niezliczoną ilość propozycji, w różnych składach, stylach i proporcjach…. jakościowych.  Za równo sentymentalne albumy – tributy ku czci Coltrane’a, Davisa, czy Cliffa Browna -  jak i samograje w stylu „That’s Funky” (1994). Próbował też sił w komponowaniu muzyki do popularnych seriali (m.in. M*A*S*H*), a nawet w aktorstwie (Terminal, 2004). I choć niektóre z tych pomysłów uważam za umiarkowanie udane,  kreatywność, odwaga i wszechstronność Benny’ego Golsona zasługuje na urodzinowy toast i donośne słowa uznania. Sto lat!