Artykuły

  • Ran Blake – prymat ucha

    Choć rodzajów oddziaływania muzyków na słuchaczy jest wiele, to rzadko dzieje się by jeden artysta w sposób przekonujący i równorzędny funkcjonował na kilku płaszczyznach: wykonawczej, kompozytorskiej i naukowej. Do tego grona należy świętujący dziś swe 82. urodziny Ran Blake. Przez długie lata swej kariery zdążył poznać się jako błyskotliwy pianista i kompozytor, ale i wybitny pedagog oraz badacz muzyki.

  • Jeśli czegoś naprawdę pragniesz, nie odpuszczasz tak łatwo - Avishai Cohen

    Avishai Cohen miał zaledwie 18 lat, gdy po raz pierwszy postawił stopę na amerykańskiej ziemi – trafił do ojczyzny jazzu, Nowego Jorku. Był młodym, niedoświadczonym, troszkę naiwnym i bardzo zdeterminowanym młodzieńcem z Izraela, który przyjechał do Nowego Świata, by zrobić wielką karierę, jak tak wielu Europejczyków przed nim. Z tym, że jemu się udało. Dziś jest jednym z najbardziej popularnych i lubianych wykonawców jazzowych i okołojazzowych. Z łatwością wypełnia sale koncertowe na całym świecie, a jego występy są szeroko dyskutowane.

  • Han Bennink - improwizacja jak życie codzienne.

    Europejska scena jazzowa, szczególnie ta zorientowana na swobodniejszą improwizację, zrodziła wielu wybitnych i legendarnych perkusistów. W tym szacownym gronie są bez wątpienia takie postaci jak Norweg Jon Christensen, dwaj olśniewający Brytyjczycy Tony Oxley i Paul Lytton czy urodzeni w Szwajcarii malarze perkusji Daniel Humair i niezrównany Pierre Favre. Swoje akcenty mocno zaznaczyli także nasi zachodni sąsiedzi, głównie dzięki istnieniu takich speców jak Paul Lovens. W tym wyjątkowym gronie jednak jest postać wyjątkowa nadzwyczajnie.

  • Esbjorn Svensson - człowiek z Vesteras

    Vesteras – jak na szwedzkie realia całkiem spore miasto. Ponad 130 tys. mieszkańców to nie przelewki. Przy okazji jedno z najstarszych w Europie Północnej. Tam powstała pierwsza szwedzka elektrownia wybudowana przez słynny energetyczny koncern ABB. Tam też, przed 65 laty, Erling Peerson zakładał swój pierwszy sklep odzieżowy, Hennes, będący protoplastą bodaj największego koncernu odzieżowego Hennes&Mauritz (H&M), ubierającego dziś miliony ludzi na całym świecie.

  • Bessie była kimś więcej - Cesarzową bluesa wspomina Piotr Jagielski

    "Bessie była kimś więcej, niż tylko przyjaciółką/Dzieliliśmy radości, dzieliliśmy żal" - śpiewał w 1967 r. Bob Dylan w piosence "Bessie Smith" (autorami kompozycji byli muzycy grupy The Band: Robbie Robertson i Rick Danko). Muzycy folkowi, czy też folk-rockowi, nagrywający swoje płyty w piwnicy domu w Woodstock, odczuwali wobec Bessie Smith szczególną wdzięczność. Ta niezwykła wokalistka faktycznie była jedną z pierwszych wyrazistych osobistości damskiej wokalistyki - nazywano ją  "Cesarzową bluesa"; bluesa, który na początku lat 60.

  • Marcin Olak Poczytalny - O pogodzie

    Pogoda jest wredna - deszcz, szaro, buro i ponuro. A ja jadę do Wrocławia. Sam, więc oczywiście słucham muzyki. Na początku przez pomyłkę włączam radio. W sumie mogłem trafić gorzej - jowialny jegomość puszcza wesolutką muzykę, chyba z Karaibów. Piosenki są wesołe, skoczne i egzotyczne. Może być. Ale z drugiej strony trudno mi wyobrazić sobie mocniejszy kontrast pomiędzy tym co słyszę a tym, co widzę za oknami. Im muzyka weselsza, tym krajobraz wydaje się mi bardziej szary i przygnębiający... Do tego jegomość zapowiada prezentowane utwory. Stara się być zabawny, sypie anegdotami...

  • Człowiek kameleon! Dziś 79. urodziny Herbiego Hancocka!

    Herbie Hancock to jazzowa instytucja. Członek wielkiego kwintetu Milesa Davisa, tak zwanego „drugiego”, znakomity muzyk sesyjny, lider, genialne dziecko i kłopot jazzowych purystów. Hancock jest tyleż wielki, co kontrowersyjny. Jest jednym z najbardziej wpływowych pianistów, jednym z głównych twórców ery post-bopu, który choć szybko zyskał uznanie jako klasyczny pianista, nigdy nie przestał szokować krytyków i publiczności, stale zmieniając brzmienie i swoją muzykę. Popychał ją naprzód, nawet jeśli miało się to wiązać z krytyką, niezrozumieniem i niechęcią środowiska.

  • Piotr Damasiewicz

    Ranek we Wrocławiu. Na dziedzińcu kawiarni Mleczarnia czekam na Piotra Damasiewicza - trębacza, który w 2011 rokun wydał jedną z najciekawszych i najbardziej ambitnych płyt z muzyką improwizowaną ostatnich lat - „Hadrony”. Swój projekt, rozpisany na kwartet jazzowy i orkiestrę kameralną, zarejestrował w najdroższym studio w Europie - podkrakowskiej Alwerni - z udziałem jednego z najbardziej cenionych zespołów wykonujących muzykę współczesną - Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy AUKSO - pod batutą Maestro Marka Mosia. Debiut to imponujący.

  • John Stevens & Frode Gjerstad! DETAIL’ed Love Story!

    Jeśli blisko 30-letnie muzyczne życie Johna Stevensa chcielibyśmy podzielić na znaczące okresy, biorąc za kryterium podziału intensywność jego poszczególnych aktywności, to winniśmy wydzielić trzy takie interwały czasowe.

  • Carmen McRae – wielka diwa

    Gdy Carmen McRae miała zaledwie 17 lat, poznała osobiście swoją największą bohaterkę – Billie Holiday. Zakochała się od pierwszego wejrzenia. Zapragnęła być jak „Lady Day”, elegancka, adorowana i niezależna w każdym calu. Billie potrafiła pobić gołymi pięściami dwóch pijanych marynarzy, którzy zgasili papierosy na jej płaszczu.

  • Freddie Hubbard: król hard bopu

    Wielu zarzuca mu, że decydując się na komercyjny sukces, zatracił możliwość tworzenia wielkich rozwojowych rzeczy u boku Ornette’a Colemana, czy Johna Coltrane’a. Ja natomiast cenię fascynację z jaką Freddie Hubbard konsekwentnie wykonywał muzykę bopową, rozszerzając i ubarwiając jej definicję. Dziś ten ogromnie zasłużony dla historii jazzu trębacz obchodziłby swoje 81 urodziny.

  • Billie Holiday@104

    Istnieje teoria, w zgodzie z którą musimy przyznać, że niezależnie od tego, jakiej współczesnej jazzowej (i nie tylko jazzowej) wokalistki słuchamy, faktycznie słuchamy Billie Holiday. Mnie przekonuje. Jeśli Louis Armstrong zrewolucjonizował wokalistykę jako dziedzinę od strony formalnej (będąc pionierem scatu) to Billie wniosła do sztuki śpiewu ogromne, niespotykane wcześniej, pokłady wrażliwości.

  • Noah Howard - tajemniczy Nowoorleańczyk

    Dla osób, które dużą wagę przykładają do nagrań z nurtów fire music i free jazz drugiej połowy lat 60. i początku kolejnej dekady, amerykański saksofonista Noah Howard jest z pewnością jednym z głównych bohaterów tamtego okresu. I nie sposób się takiemu podejściu dziwić, wszak ten pochodzący z Nowego Orleanu instrumentalista, nie tylko był godnym kontynuatorem spuścizny Johna Coltrane’a czy Alberta Aylera, ale też odnajdywał za pomocą altowego, sopranowego i tenorowego saksofonu swój własny głos.

  • Horace Tapscott – wielki niedoceniony kreator

    "Music, Music, Great Black Music!" - śpiewają członkowie Art Ensemble of Chicago, kiedy w finale ich koncertów pojawia się hymn drugiej chicagowskiej awangardy, zatytułowany „Odwalla”. Tak, wielka czarna muzyka pewnie już na zawsze w pierwszym odruchu kojarzyć się będzie z pięknym, fascynującym i trwającym do dziś ruchem AACM – Association For The Advancement of Creative Musicians. I słusznie, że tak jest. Zapoczątkowana w połowie lat 60.

  • Hugh Masekela - Być jak Bix Biderbeck!

    W styczniu 2018 roku świat obiegła wiadomość o śmierci Hugh Masakeli. "Naród opłakuje jeden z najbardziej charakterystycznych talentów" - oświadczył prezydent RPA Jacob Zuma. "To niezmierna strata dla świata muzyki i całego kraju.

Strony