Steve Lacy

Roswell Rudd – człowiek zrodzony z melodii

Lata 60. XX wieku to wyraźny zastój dla rozwoju puzonistów sceny jazzowej. Wówczas to, najlepsi gracze (J.J. Johnson, Bill Harris, Kai Winding) praktycznie zeszli z estrady: Wyjątkiem, który na swoich barkach dzielnie dźwigał oczekiwania wobec tego niedocenianego instrumentu był Roswell Rudd. To właśnie, w latach 60. jego kariera nabrała tempa: grał u boku Steve’a Lacy, Archiego Sheppa, Charliego Hadena. To jednak dopiero początek. 

Pandelis Karayorgis: Spisany materiał jest jak trampolina

Pandelis Karayorgis jest amerykanskim pianistą, kompozytorem, współzałożycielem wytwórni Driff Records i przede wszystkim – świetnym improwizatorem. Rozmawiałam z nim o jego ostatnich nagraniach, muzyce Steve’a Lacy'ego, działalności wytwórni i bujnych doświadczeniach z improwizacją.

 

Założyłeś swoją wytwórnię z Jorritem Dijkstra. Dlaczego zdecydowaliście się na ten krok?

Pandelis Karayorgis: The written material serves as diving board

Pandelis Karayorgis is an American pianist, composer, cofounder of Driff Records label and above all – a great improviser. I talked to him about his last recordings, music of Steve Lacey, activity of his label and his vivid experiences with improvisation.

                   

You’ve established your own label with Jorrit Dijkstra. Why have you decided to take  this step?

Joelle Leandre - Improwizacja to pierwszy akt, żeby zacząć grać

Prowansja, kraj lawendy, ziół, lazurowego wybrzeża lazurowego. Z jednej strony Alpy Południowe z drugiej morze. Z Prowansji nie chce się wyjeżdżać. Zapach pieczywa, smak oliwy i wina, prostego jedzenia, no i widoki. A to na zbocza gór, a to na winnice i cykady, grają że aż… Prowansja to także słynne miasta na wybrzeżem Morza Śródziemnego Marsylia, Nicea albo Antibes – gdzie wszyscy jazzowi święci zjeżdżali zagrać wielki jazz. Prowansja to również Aix En Provance, mniej znane, ale bardzo ludne miasteczko.

Marion Brown - wszechstronny alcista

Zapewne doskonale pamiętają i znają państwo płytę “Ascension” nagraną w 1965 roku przez Johna Coltrane’a. To był nie tylko kolejny wielki przełom w twórczości amerykańskiego saksofonisty, ale i wyborna odpowiedź na “Free Jazz: A Collective Improvisation” podwójnego kwartetu Ornette Colemana. I być może nawet lepsza od pierwowzoru, choć zdania w tym przypadku na pewno są i będą podzielone. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, by jakiekolwiek wątpliwości budziła klasa muzyków towarzyszących na płycie Coltrane’owi. Część z nich była zresztą już dobrze znana słuchaczom muzyki jazzowej.

Ran Blake – prymat ucha

Choć rodzajów oddziaływania muzyków na słuchaczy jest wiele, to rzadko dzieje się by jeden artysta w sposób przekonujący i równorzędny funkcjonował na kilku płaszczyznach: wykonawczej, kompozytorskiej i naukowej. Do tego grona należy świętujący dziś swe 85. urodziny Ran Blake. Przez długie lata swej kariery zdążył poznać się jako błyskotliwy pianista i kompozytor, ale i wybitny pedagog oraz badacz muzyki.

Enrico Rava – trębacz stylowy

Zmierzwione włosy, długie siwe wąsy, drobna postura. Enrico Rava bardziej niż wytrawnego trębacza przypomina ulicznego gitarzystę, grającego szlagiery Dżemu. Ale kiedy mowa o prawdziwej muzyce, tylko głupiec skupia się na stylowej aparycji. Enrico Rava swoją grą, opowiada przecież historie najbardziej szykowne, w sposób elegancki i dostojny. 

The Whammies - tryptyk ze Stevem Lacy

Połączył ich kult wielkiego sopranisty. Powołali więc zespół i w 2012 roku nagrali płytę z interpretacją jego utworów. Po roku, zdecydowali się zrobić drugi album, w tej samej konwencji. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. W 2014 nagrali więc trzecią płytę, ponownie z utworami swojego mistrza, tym razem w wersji live. I tak powstał monumentalny tryptyk ku pamięci pioniera muzyki free – Steve’a Lacy’ego, w wykonaniu awangardowego sekstetu The Whammies.

Graj to, czego nie wiesz, to znacznie ciekawsze - Steve Lacy

Gdy ogląda się rankingi najsłynniejszych saksofonistów, natykamy się na nazwiska Coltrane'a, Sidneya Bechet, Sonny'ego Rollinsa, Charliego Parkera, Jackiego McLeana i innych Wayne'ów Shorterów. Próżno między nimi szukać Steve'a Lacy'ego. A powinno tam być, bezwzględnie. Lacy był nie tylko wirtuozem swojego instrumentu, muzykiem wybitnym i nieprzewidywalnym. Był do tego stopnia nietuzinkowy, że niejako odkrył na nowo saksofon sopranowy, zupełnie pomijany przez muzyków be-bopowych.

Steve Lacy - wielki innowator sopranu

Mało jest takich artystów, nie tylko w światku jazzowym, którzy mogą wykazać się tak dużą wszechstronnością i otwartością na nowe inspiracje jak bohater tego artykułu. Sporej odwagi wymaga też wybór wiodącego instrumentu, który dla danego gatunku muzycznego nie jest w danym momencie tym najbardziej charakterystycznym. Saksofon sopranowy z pewnością nie był i nie jest najpopularniejszym spośród saksofonów.

Strony