Marcin Olak Pocztalny

Marcin Olak Poczytalny: Bez kolorów

Słońce, wiosna w powietrzu. Jestem w podróży, Warszawa – Poznań. Nie, oczywiście nie na koncert, ale to zawsze jakaś przejażdżka. Mogę oderwać się od wydeptywanych codziennie ścieżek; to ważne, to potrzebne. I sam nie wiem, co mnie podkusiło, żeby sięgnąć po tę płytę, przecież wiedziałem, czego się spodziewać… Tak, akurat. Dziwię się, jakbym w ogóle brał pod uwagę inne opcje. Chciałem usłyszeć te dźwięki. I to zaraz, już.

Marcin Olak Poczytalny: Dzienniki zarazy, część któraś-tam + 1

Ludzie po ulicach chodzą bez maseczek. Zachowują się jak gdyby nigdy nic, jakby nie było żadnej zarazy, jakby już było po wszystkim. No, nie wiem, to chyba jednak jest trochę na wyrost. Rozumiem, że ile można, że wszyscy tęsknimy za powrotem do normalności, że po prostu mamy dość. Że chcemy pokazać temu wirusowi, że się go wcale nie boimy, że nie wygrał. Ale wirus nie patrzy, więc może sami przed sobą odgrywamy te bohaterskie sceny? Oto zwycięzca – patrzcie, chodzi bez maseczki i nie dezynfekuje rąk.

Marcin Olak Poczytalny - Jakim cudem?

Nic tego nie zapowiadało. Dostałem zaproszenie na koncert tria jazzowego. Muzycy ze świata, nie pamietam już skąd, pierwszy raz w Polsce. Organizator uznany, sala raczej prestiżowa, co może pójść nie tak?

Marcin Olak Poczytalny - Loud Hailer

To jednak była pułapka. Już zakwitło, zaćwierkało, zapachniało – a ja skwapliwie wpadłem w wiosenny, błogi nastrój – a tu figa. Co kwitło i pachniało zmarzło na kość, a błogi nastrój szlag trafił. Podobno teraz wiosna przyszła już na poważnie, ale ja jakoś jestem nieufny. Niesmak pozostał. Ale może to lepiej, bo i muzyka, której ostatnio słucham, nie nastraja mnie nazbyt lekko.