Jackie McLean

Bobby Hutcherson - człowiek, który tchnął w wibrafon nowego ducha.

Wibrafon to zabawny instrument, który chyba wszyscy kochają, a mało kto traktuje tak całkiem serio. Kochali go niemal wszyscy: od pionierów jazzu, przez awangardę aż do grunge'u. Jednak muzycy grający na tym skomplikowanym instrumencie, który wydaje się jednocześnie dziecinnie prosty, nie byli nigdy gwiazdami, wielkimi liderami muzycznych rewolucji. Z pewnością byli jednak głęboko poważani, szczególnie przez kolegów po fachu. Ci nie mieli wątpliwości co do roli wibrafonu w procesie rozwoju muzyki.

Wszyscy ludzie Mingusa - Dziś 85. urodziny Bunky'ego Greena!

Nie ma niewłaściwych nut - to jedna z żelaznych zasad Charlesa Mingusa, wielkiego niedocenionego geniusza amerykańskiej kompozycji i wielkiego docenionego jazzowego kontrabasu. Mingus był postacią pod każdym względem nietuzinkową - zarówno w warstwie fizycznej (nie należał do żadnej grupy etnicznej, będąc, według jego własnego określenia, "zbyt biały dla czarnych, za czarny dla białych, zbyt czerwony dla żółtych i zbyt żółty dla czerwonych" - muzycznej i duchowej. Gdy w 1960 r.

Warsaw Summer Jazz Days: Jack DeJohnette - czas legendy

Jack DeJohnette jest jednym z tych jazzowych gigantów, o których mówi się – oni zmieniali jazz na przestrzeni lat! Jack DeJohnette wnosi zarówno jako lider, jak i jako sideman nieograniczoną inwencję do zespołów, to on dopełnia brzmienie, syntetyzując przepływ myśli muzycznej. Jest ponad podziałami, współpracował z muzykami wywodzącymi się z różnych środowisk, części geograficznych, reprezentujących często zupełnie różnorodną stylistykę, i efektem jego współdziałania były projekty niezmiennie inspirujące, jakich historia jazzu do tej pory nie znała!

Kanon ze znakiem zapytania - „Cool Struttin'” Sonny'ego Clarka i „Somethin' Else” Cannonballa Adderleya

Są w jazzie płyty kanoniczne i albumy, które do wąsko pojętego kanonu nie weszły. Są nagrania, których pozycja w historii wydaje się pomnikowa, są i takie, dla których nie była ona aż tak bardzo łaskawa i na najwyższym podium nie stanęły. A jakby tak obok poszczególnych pozycji z istniejącego, uświęconego kanonu postawić znak zapytania i na chwilkę, trochę prowokacyjnie, zaproponować na ich miejsce te drugie, bardziej choć wcale nie całkiem zapomniane pozycje? Czy wówczas, w naszym oglądzie, historia jazzu zaczęłaby wyglądać inaczej?