Lee Konitz

Max Roach - człowiek bez przeszłości

W połowie lat czterdziestych, w nowojorskim klubie Roost odbyło się bebopowe jam session, którego najjaśniejszym punktem był muzyczny dialog perkusji i saksofonu. To Max Roach i Lee Konitz dyskutowali. Co niezwykłe w tej sytuacji, działo się to w czasach, gdy perkusistom rzadko udzielano głosu. Ale z Roachem było inaczej, on sam zabierał głos i nie pytał nikogo o pozwolenie.

Lee Konitz - Całe życie poświęciłem na zgłębianie tego, czym jest prawdziwa improwizacja

Podobno Charlie Ventura bił głową w ścianę, gdy słuchał gry Lee Konitza. Słuchał swojego zastępcy w big-bandzie Teddy’ego Powella. Moim zdaniem z rozpaczy, tej samej, która kazała pianistom wychodzić z pokoju, w którym grał Bud Powell. Trochę rozpacz, trochę urażona duma, trochę nagłe uświadomienie sobie swoich własnych braków. Lee Konitz miał wówczas 18 lat.

Attila Zoller - wielkość zapomniana - część pierwsza

Wymieńmy słynnych węgierskich muzyków. Pierwsi, którzy przyjdą do głowy to mam nadzieję kompozytorzy Franciszek Liszt i Bela Bartok, z większym trudem przypomnimy sobie Gyorgych Ligettiego, czy Kurtaga,  ale co się dziwić to kompozytorzy muzyki współczesnej, a o tych chętniej mówimy niż ich słuchamy. Już lepiej idzie nam z Franciszkiem Leharem – przecież jemu zawdzięczamy ot choćby „Wesołą Wdówkę”. Potem są dyrygenci. Tu gwiazdy wielkie: sir Georg Solti, Ferenc Fricsay czy Eugene Ormandy, Georg Szell albo Fritz Rainer.

Attila Zoller - wielkość zapomniana - część druga

CAD: Dlaczego zdecydowałeś się na przeprowadzkę do Stanów w 1959 roku?

AZ: W 1959 roku? Ponieważ już w tym czasie wiedziałem, że chce się zagłębić w muzykę jazzową, musiałem tam być. Później dostałem stypendium do muzycznej szkoły Lenox. Jim Hall zdobył dla mnie w zasadzie ten grant. On tam wykładał. Brakowało im gitarzystów.

CAD: Jak długo studiowałeś w Lenox?

Joe Lovano: wielki tenor

Gdy żył jeszcze Luciano Pavarotti, magazyn „Village Voice” napisał: „wielkim współczesnym tenorem z Włoch nie jest Luciano, ale Lovano”. Muzyk ten, jak mało kto w dzisiejszym jazzie, zasłużył na pochwalne głosy nie tylko w dziedzinie saksofonu tenorowego, ale muzyki improwizowanej w ogóle. Od kilku dekad konsekwentnie podąża własną drogą między post bopową tradycją jazzową a free, swobodnie dobierając sobie muzycznych partnerów i tematy albumów.

We Thought About Duke

Muzyka Duke'a Ellintona kojarzona jest zwykle z dużymi składami orkiestrowymi. I chyba słusznie, a sam mistrz bodaj najlepiej czuł się mając do dyspozycji znaczną ilość muzyków. Jego orkiestra - fakt, dość podle, tym niemniej jednak przetrwała kryzysowe lata dla bigbandów, jakimi był okres po II Wojnie Światowej.

Lee Konitz with Warne Marsh

Warne Marsh i Lee Konitz! Duet idealny, tak jak idealnym duetem był Charlie Parker i Dizzy Gillespie, Ornette Coleman i Don Cherry, Charlie Mingus i Dannie Richmond, albo frontmami The Modern Jazz Quartet John Lewis i Milt Jackson.Wszyscy nagrywali dla Atlantic, choć Warne Marsh i Lee Konitz spośród nich zdecydowanie najmniej. Mimo to to właśnie w katalogu firmy Ahmeta Erteguna znajduje się jedna z najświetniejszych pozycji dokumentujących wieloletnią współpracę tych wyśmienitych saksofonistów.

Music To Silence To Music – A Biography of Henry Grimes trafi do sklepów w listopadzie

Historia Henry’ego Grimesa jest owiana tajemnicami. W latach 50. i 60 był prominentnym młodym kontrabasista, który wspomagał swoim talentem z jednej strony takich muzyków jak Lee Konitz, z drugiej Don Cherry.  Grywał z wielkimi świata jazzu jak Monk czy Mingus i z tymi, którzy na jazzowy Olimp dopiero się wspinali, jak Archie Shepp, Albert Ayler czy Pharoah Sanders.  A potem, w latach 70. zniknął nie tylko z jazzowej sceny, ale i w ogóle. Choć nikt nie był na jego pogrzebie, to jednak też nikt nie widział go żywego.

Jeff Denson i Lee Konitz zaśpiewają scatem – 7 lipca trafi na półkę album "Jeff Denson Trio + Lee Konitz"

Jeff Denson – basista i kompozytor, o którym pisaliśmy przy okazji jego poprzedniej płyty, zapowiedział wydanie kolejnego albumu. Tym razem zespołowi Densona będzie towarzyszyła legenda amerykańskiego jazzu, współtwórca cool jazzu, saksofonista altowy Lee Konitz.

KnowingLee

To Brubeck? Mamy rok 2012 i ktoś zaczyna album Brubeckiem?! Romantycznie, nastrojowo, bez pośpiechu? Prawie pościelowo, ale jakże jazzowo zaczyna się ta płyta! Może trochę słodki jest fortepian, ale jakoś zupełnie nie wzdryga. Panowie muskają granicę zwierzenia i obnażenia – i robią to zniewalająco. A to dopiero początek.

Strony