Jazzowy Klub EMPiKu otwiera swoje płytowe podwoje.

Autor: 
Redakcja
Autor zdjęcia: 
mat.promocyjne

Najpiękniejszą historię jazzu tworzą nagrania. Stare i nowe, przebojowe i niepowtarzalne, nagrania gwiazd i debiutantów, koncertowe epizody amerykańskich gigantów ale i sesje kreatywnych muzyków nowego pokolenia. Artystów ze świata i z Polski… Bo taki jest dzisiejszy jazz, ten ogrywany wielkimi nazwiskami niekwestionowanych innowatorów oraz ten, w którym nowe nagrania tworzą wspaniałe emocje.

W ten sposób Dionizy Piątkowski rekomenduje nową serię płyt, zrealizowaną we współpracy Universal Music Polska oraz Empiku. Harmonogram wydawniczy serii, która przybierze rynkowy tytuł EMPIK Jazz Club jest imponujący. Co dwa tygodnie na sklepowych wyląduje kolejny wolumin serii i będzie ona obejmowała całą plejadę sław wielkiej jazzowej historii, jak również żyjące gwiazdy jazzowej sceny. Będzie więc okazja, dla tych którzy jeszcze tego nie zrobili posłuchać muzyki z jednej strony m.in. Duke’a Ellingtona, Billie Holiday, Elli Fitzgerald, Niny Simone, Johna Coltrane’a, Milesa Davisa, Charliego Parkera z drugiej Wayne’a Sortera, Johna Scofielda, Johna McLauglina,  aby potem zażywać muzyki Krzysztofa Komedy oraz gwiazd młodego pokolenia Marcina Wasilewskiego, Leszka Możdżera, Marcina Nowakowskiego i Wojtka Mazolewskiego, którzy na potrzeby serii dokonali własnego wyboru utworów.

Tak więc idąc dalej tropem słów Dionizego Piątkowskiego „EMPiK Jazz Club proponuje właśnie taką zabawę w jazz, w jego historię, niepowtarzalnie i kultowe nagrania realizowane przez najważniejszych artystów historycznego i dzisiejszego jazzu…Jazz broni się swoimi nagraniami, niech zatem będzie tak i tym razem.”

A od jakiej ikony serię najlepiej rozpocząć? Tu chyba sprawa jest prosta. Choć to nie on był jazzu wynalazcą, o ile w ogóle można to jednemu człowiekowi, poza Jelly Roll Mortonem przypisać, to jednak właśnie on najlepiej pewnie kwalifikuje się, aby jazzową podróż rozpocząć . A więc Empik Jazz Club wystartował wczoraj 26 sierpnia 2014 roku dwupłytową kolekcją muzyki wielkiego Louisa Armstronga.

A kim zdaniem kuratora serii był niezrównany Satchmo? Poczytajmy!

 

"Jeżeli kiedykolwiek istniał Mr. Jazz, to był nim z pewnością LOUIS ARMSTRONG (4.08.1901 -  6.07.1971) – legendarny trębacz z Nowego Orleanu, geniusz jazzu. Postać Louisa „Satchmo” Armstronga  urosła  przez dziesięciolecia do miary symbolu epoki jazzu i wszystko, co w ramach szeroko rozumianej muzyki jazzowej się działo, zawsze miało do niego odniesienie. Rola,  jaką odegrał w historii muzyki jazzowej jest przeogromna. Wynika ona z olbrzymiej witalności i komunikatywności jego sztuki, a sama ludyczność muzyki pozwoliła mu stworzyć z jazzu autentyczną,  twórczą  dziedzinę  życia i kultury. To dzięki ,,Satchmo'' pierwsze dźwięki nowej muzyki  przeniknęły w niezdobyte dotąd  bastiony kultury, a dzięki artystycznym zabiegom Armstronga jazz odważnie wkroczył na estradę pop.   

Talent i osobowość Louisa Armstronga rozwijały się w szczególnych warunkach. Związany z nizinami  społecznymi Nowego Orleanu, tam poznaje arkana i świat muzyki. Na początku są to uliczne popisy, później gra na sygnałówce w domu poprawczym, dokąd trafił za drobne przestępstwa. Armstrong pracuje jako śmieciarz, węglarz, tragarz, by wieczorami grywać w nocnych knajpach Storyville, „grzesznej'' dzielnicy Nowego Orleanu. Tam dziewiętnastoletniego muzyka usłyszał jeden z popularniejszych wtedy trębaczy Nowego Orleanu, Joe Oliver. Dla ,,Satchmo'' rozpoczęło się więc zawodowe granie w zespołach Joe Olivera oraz Kida Ory, najlepszych grup, jakie wtedy grały w mieście, idoli bohemy z French Quarter. Jazzowy zwrot następuje, gdy Louis Armstrong  przeprowadza się do Chicago, by tam wraz z grupą Creole Jazz Band zdobyć sławę i uznanie, pielęgnowane i rozwijane potem w sztandarowych formacjach Armstronga – Hot Five oraz Hot Seven.  Po latach Armstrong powraca do pomysłu małych grup, które występują już teraz  pod nazwą   Louis Armstrong and His All Stars. ,,Satchmo'' prowadzi je - zapraszając różnych muzyków i współpracując z największymi jazzu (od Jacky Teagardena, Benny’ego Baileya po  Earla Hinesa i Cozy  Cole’a). Artysta zapraszany był także – jako solista - do wielu zespołów i orkiestr, a zrealizowane  nagrania i koncerty cechował zawsze niebywały, nowoorleański kunszt  Armstronga. Świadczą o tym nie tylko wyrafinowane solówki trębacza, ciekawe aranżacje, charakterystyczny śpiew i poczucie humoru, ale także plejada gwiazd jazzu (od Duke’a Ellingtona po Ellę Fitzgerald i Oscara Petersona) towarzysząca sukcesom „Satchmo”. Śpiewanie było dla Armstronga równie ważne jak  gra  na trąbce. Zdawał sobie sprawę, że jest ono istotnym elementem  jego muzyki. Charakterystyczny,  zachrypnięty głos zjednywał mu wielu entuzjastów. Pragnienie pozyskania szerokiej publiczności było z pewnością jednym z ważniejszych bodźców w karierze, stąd - zjednujące mu miliony entuzjastów - koncerty na całym świecie. Stał się autentycznym ,,ambasadorem  jazzu” i najlepszą „marką” tej muzyki. Gdy  zmarł, nowojorski ,,Daily News'' na pierwszej stronie, największymi literami ogłosił: ,,Satchmo nie żyje! Skończyła się Era  Jazzu!''

Louis Armstrong choć nie był kreatywnym innowatorem, był najbardziej wpływową postacią jazzu. Był nie tylko wybitnym muzykiem, ale także doskonałym showmanem i należał do pierwszych Czarnych jazzmanów, których akceptowano w wyższych sferach Białego społeczeństwa. Trafił do serc milionów ludzi, którzy - nie słuchając jego muzyki - nie zetknęliby się być może nigdy z jazzem."

 

 

EMPIK JAZZ CLUB VOL. 1- - LOUIS ARMSTRONG by Jazzariumpl on Mixcloud