EMPiK Jazz Club: B.B. King - najwspanialszy piewca bluesa

Autor: 
Redakcja (tekst Dionizy Piątkowski)
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

W serii Empik Jazz Club graj zazwyczaj wielcy świata jazzu. Jednak wcale nie zawsze. Czym byłby jazz gdyby u jego źródeł nie było bluesa - tego wspaianłego muzycznego wynalazku, wielkiej ilości słuchaczy który wcale nie musi przybierać form skomplikowanych kompozycji, aby rozgrzać serca nieskończenie wielkiej ilości słuchaczy na całym świecie. Stanisław Sojka w jednym z radiowych wywiadów, jaki miałem szczęście w nim przeprowadzać powiedział kiedyś, że blues to skarga dojrzałęgo meżczyzny. To piękna i nie jedyna definicja tej cudownej w swej prostocie muzyki. Dziś blues to także wielkie dziedzictwo ludzkości i w ogromnej mierze zawdzięczamy to wielkiemu B.B Kingowi. A oto jak o nim piszę pan Dionizy Piątkowski. (maciej karłowski)

B.B. King – najwspanialszy piewca bluesa i jeden z najbardziej znanych oraz rozpoznawalnych muzyków na świecie. To o nim mówi się „Mr. Blues” i to jemu przypisuje się komercyjny sukces tej na wskroś ludowej muzyki z Ameryki. To on, Król Bluesa wprowadził muzykę czarnych Amerykanów na światowe salony i estrady. Jako gitarzysta stworzył rozpoznawalny styl gry z charakterystycznym wibratem, podporządkowany zgrabnemu połączeniu tradycyjnego bluesa, swingu i rock’n rolla oraz przebojowego popu. Ogromna sława B.B. Kinga, jego talent i oryginalność spowodowały, że przez ponad pół wieku koncertuje i nagrywa płyty inspirujące tysiące gitarzystów.

Jego życiem jest muzyka, która ubogiego chłopaka z prowincjonalnego Południa USA zaprowadziła na największe estrady świata. Fascynacją dla niego stały się nabożeństwa i obrzędy religijne, rozkołysane emocjami gospel oraz spiritual. Później czas dzielił na upiorną pracę na polach bawełny i sobotnie potańcówki przy dźwiękach gitary. To wtedy zdał sobie sprawę, że blues jest jego muzyką i że ta emocja wyzwalana grą i śpiewem stanie się jego przeznaczeniem. Rozkochany w gospel aktywnie uczestniczył przez lata w religijnych obrzędach oraz lokalnych uroczystościach, imał się ciężkich prac fizycznych, by w Memphis wraz z kuzynem Bukka White’m – wtedy znanym już bluesmanem – zgłębiać tajniki muzyki. Zaproszony na prezentację do lokalnego radia stał się nieoczekiwanie bohaterem programu. Choć zaśpiewał tylko jedną piosenkę, wystarczyło by nie tylko dostał pracę

w lokalnym klubie ale także propozycję prowadzenia własnego programu w radio. Młody artysta  nazwał się Beale Street Blues Boy’em, potem Blues Boy’em, by wreszcie zacząć używać inicjałów B.B. skrywających naszego bohatera - Riley’a B. Kinga. Rok później (1949) B.B. King podpisał swój pierwszy kontrakt z wytwórnią fonograficzną, a okoliczne „czarne” stacje radiowe zaczęły grać pierwsze single artysty. Początki kariery nie były najłatwiejsze, a najlepsze czasy przyszły dla artysty dopiero w latach 50-tych. Wtedy B.B. King stał się jednym z najważniejszych wykonawców rhythm & bluesa  z serią przebojów („Woke Up This Morning”, „Every Day I Had The Blues”, „Bad Luck”, „You Upset Me Baby”, „Sweet Little Angel” czy “Three O'Clock Blues"). W latach 60-tych B.B. King wydał koncertowy album "Live at the Regal", uważany za jedną z najlepszych bluesowych płyt, jakie kiedykolwiek nagrano. W tamtym okresie występował z takimi gwiazdami, jak Jimi Hendrix,

Eric Clapton, Led Zeppelin, Black Sabbath i Santana. W 1969 roku wydana została na singlu piosenka "The Thrill Is Gone", jeden z największych przebojów artysty. Utwór ten uznawany jest za przełomowy, dzięki niemu bowiem B.B. King stał się rozpoznawalny i wielbiony w całych Stanach Zjednoczonych. Dwa lata później, za tę właśnie kompozycję, artysta otrzymał Grammy Award. Kolejne dekady nie obfitowały już w tak wiele nagrań, artysta sporo koncertował (dając często ponad 300 koncertów rocznie !) i współpracował w studio między innymi z zespołem U2 („When Love Comes To Town”) i z Erikiem Claptonem („Riding with the King”). W 2005 roku, z okazji 80-tych urodzin Króla Bluesa ukazał się album „80”, zrealizowany z wielkimi gwiazdami estrady.


Ogromna sława i uznanie dla B.B. Kinga to nie tylko wielki talent oraz oryginalność artysty, ale także autentyzm uwielbienia dla muzyki i nieskrywanej radości grania. Jest laureatem najważniejszych nagród (od Polar Music Prize po kilkanaście Grammy Awards), ma własne muzeum, znany klub

w Nowym Jorku i Dzień B.B. Kinga (15 lutego) w rodzinnym Missisippi. Jego gitary – pieszczotliwie nazywane „Lucille” – rozpoznawalne są w każdym nagraniu i na każdym koncercie. Dla bluesa król jest tylko jeden – B.B. King!