Merkavot: Trzaska/Żuchowski/Sowiński

Autor: 
Kajetan Prochyra

Dla niektórych to mogła być niespodzianka: "Awangardzista" Mikołaj Trzaska na jednej scenie z muzykami twórczymi, ale jednak oscylującymi bliżej jazzowego mainstreamu. "Podobają mi się ci chłopcy" powiedział o Tomku Sowińskim i Adamie Żuchowskim Trzaska na chwilę przed ich wspólnym koncertem w sopockim Teatrze Atelier. Ten nowy zespół nosi nazwę Merkavot, czyli przypływ.

Mikołaj Trzaska

Choć wszyscy pochodzą z trójmiasta na jednej scenie spotkali się dopiero drugi raz (pierwszy raz miał miejsce dzień wcześniej). Mikołaja Trzaski przedstawiać czytelnikom jazzarium.pl nie trzeba. Piszemy o nim często, dla niektórych być może zbyt często. To jeden z najbardziej kreatywnych muzyków w naszym kraju. Wraz z Raphaelem Rogińskim wprowadzili do muzycznego życia nową muzykę żydowską. Adam Żuchowski (db) wystąpił tego wieczora u siebie - od 2002 roku jest kierownikiem muzycznym sopockiego Teatru Atelier. Tworzy więc muzykę do spektakli takich jak “Przełamując Fale”, “Kto się boi Virginii Wolf”. Jest stałym współpracownikiem Andre Ohodlo oraz Tomka Sowińskiego. Sowiński zaś to jeden z najciekawszych perkusistów sceny improwizowanej a także leader formacji Collective Improvisation Group, z którą nagrał dwie świetne płyty “Ilustration” (Not Two) i “Synergy” (Multikulti Project). W jego muzyce słychać dużo inspiracji podróżą i odległymi geograficznie brzmieniami. Doskonale wpisało się to w muzyczny świat Trzaski.
 
Kiedy myślimy o muzyce żydowski, staje nam przed oczyma najczęściej obraz Żyda w kipie, Żyda w chałacie, Żyda z pejsami. Postanowiłem przywieźć trochę muzyki Żydów marokańskich, bo, jak państwo wiecie Żydzi emirgrowali po zburzeniu Drugie Świątynii nie tylko do Europy - Aszkenazyjczycy, czyli my, nie tylko na półwysep Iberyjski - Sefardyjczycy, którzy wytworzyli kulturę trochę bardziej świecką, erotyczną, magiczną. Ale też bardzo dużo Żydów znalazło się w Jemenie w Iraku, bardzo dużo w Tunezji i w Indiach. Okazało się, że każda z tych melodii, grana na saksofonie czy na klarnecie brzmi chasydzko, czyli po naszemu. - powiedział w tradycyjnym już ostatnio przypisie do muzyki Mikołaj Trzaska.
 
Tomek SowińskiKoncert jednak zaczął się chasydzko - tematem Lecha Dodi, znanym z płyty Shofar. W nim właśnie zawarta była esencja koncertu Merkavot: wielka radość z grania, wzajemne słuchanie się muzyków oraz zupełnie nowe, wzbogacające odczytanie dotychczasowej twórczości Trzaski. Znakomity był Adam Żuchowski, grając raz perkusyjnie, kiedy indziej bardzo melodyjnie - partnerując saksofoniście, wchodząc z nim w dialog - a za razem doskonale rozumiał się z Sowińskim w sekcji. W kolejnych utworach Sowiński sięgał po gongi, po swojej prawej stronie miał tajemniczą walizeczkę, w które uderzał, nie odsłaniając nawet jakie kryje ona instrumenty. Na bis wyszedł zza zestawu perkusyjnego i sięgnął po rozłożone na podłodze metalowe kręgi, którymi uderzał jeden o drugi badź pocierał metolwymi blaszkami. Trzaska kilkakrotnie podczas koncertu podśpiewywał i nucił, co może być chyba dowodem swobody i radości, jaka wytworzyła się w tej grupie.
Tego wieczora brzmiała muzyka żydowskiej Afryki, Galicji a nawet muzyka cyganów, którzy muzykę żydowską przyjęli jako swoją, ratując sporą część tego dziedzictwa od zapomnienia.
 
Była to więc kolejna lekcja kultury żydowskiej Mikołaja Trzaski, ale też niezwykłe, bardzo świeże spotkanie muzyczne - powinno być ono byćmoże jazdą obowiązkową dla uczestników odbywających się w sąsiedniej Zatocze Sztuki warsztatów SIM. Sporo z tego o czym mówią tam i pokazują nowojorscy nauczyciele wydarzyło się na scenie Teatru Atelier - wzajemne słuchanie, czujność, otwartość, swoboda i wpływ własnego, osobistego doświadczenia na muzykę.