Charles Tyler - mistyk free jazzowego saksofonu

Autor: 
Piotr Wojdat
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. prasowe

Przełom lat 60. i 70. poprzedniego wieku to okres, w którym afroamerykański free jazz wydawał najlepsze muzyczne plony. To właśnie w tym czasie powstały esencjonalne nagrania takich tuzów gatunku jak Albert Ayler, Ornette Coleman czy Archie Shepp. Ich znaczenie dla rozwoju muzyki, o czym dobrze wiemy, jest nieocenione. Pamiętając o arcyważnej roli tych wybitnych postaci, warto jednak pochylić się nad tematem i sięgnąć głębiej do przepastnej skarbnicy wspomnianego przeze mnie nurtu. Miłych niespodzianek, jak sądzę, na pewno nie zabraknie. Mniej uznani mistrzowie w rodzaju Kalaparushy Maurice’a McIntyre’a, Jimmy’ego Lyonsa czy Noah Howarda wciąż czekają na ponowne odkrycie. Do tego zacnego grona zaliczyć należy także bohatera niniejszego artykułu, czyli saksofonistę Charlesa Tylera. 

Tyler urodził się 20 lipca 1941 roku w Cadiz, Kentucky. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął, ćwicząc godzinami grę na fortepianie. Zanim opuścił rodzinne strony, postanowił sięgnąć po klarnet, by potem wybrać ten właściwy dla siebie instrument - saksofon. Nabierając nowych umiejętności, poznał samego Alberta Aylera. Początkowo grywał z nim sporadycznie, ale i tak było to dla Charlesa Tylera dużą nobilitacją. Gdy już jednak przeprowadził się z Cleveland do Nowego Jorku, a nastąpiło to w 1965 roku, stał się częścią i ważną postacią zespołu Aylera. Koncertował i jammował ze słynnym saksofonistą, a co bardzo istotne, udało mu się z nim nagrać aż dwie płyty.

Niewątpliwie ważniejszym i bardziej znanym albumem jest “Spirits Rejoice”, który ujrzał światło dzienne w 1965 roku. Albert Ayler i Charles Tyler ukazują na tym wydawnictwie niemałe umiejętności, wydobywając z saksofonów hałaśliwe dźwięki. Ta żywiołowa, a zarazem surowa muzyka została zresztą zarejestrowana w trakcie koncertu, jaki dał zespół w nowojorskim Judson Hall. Na bardzo wysoką jakość “Spirits Rejoice” wpłynęli także pozostali instrumentaliści: trębacz, a zarazem brat Alberta, Don Ayler, perkusista Sonny Murray oraz basiści w osobie Gary’ego Peacocka i Henry’ego Grimesa. Efektem jest jedna z najbardziej żarliwych płyt w dyskografii Alberta Aylera, będąca też bardzo ważnym krokiem w karierze Charlesa Tylera.

Warto też wspomnieć o drugiej płycie z Albertem Aylerem. “Bells” to zaledwie 20 minut muzyki, ale za to granej z dużą pasją. To także debiut wydawniczy samego Charlesa Tylera, który zaprezentował umiejętności gry na altowym saksofonie w trakcie koncertu w Town Hall. Skład zespołu jest tutaj bardzo podobny do tego, który znamy ze “Spirits Rejoice”. Różnica sprowadza się do tego, że zamiast dwóch basistów mamy tylko jednego - Lewisa Worrella.

Druga połowa lat 60. to bardzo ważny okres w twórczości Charlesa Tylera. O współpracy z Albertem Aylerem już wspomniałem. Nie mniej istotnym wydarzeniem było powołanie własnych zespołów (kwartetu i kwintetu), z którymi Tyler nagrał dwie płyty dla wytwórni ESP-Disk. Pierwsza z nich ukazała się w 1966 roku i została zatytułowana “Charles Tyler Ensemble”. To, co rzuca się w uszy, gdy słuchamy zawartej na niej muzyki, to dosyć nietypowe instrumentarium jak na free jazz. Wiolonczelista Joel Freedman, który również grywał z Albertem Aylerem, urozmaica utwory Tylera, poszerzając paletę barw. Pozostali muzycy (Charles Moffett, Henry Grimes i Ronald Shannon Jackson) sprawiają, że debiut Tylera w roli lidera grupy wypada naprawdę okazale.

W kolejnych latach Charles Tyler utrzymuje wysoki poziom z “Charles Tyler Ensemble”. “Eastern Man Alone” z 1967 roku przykuwa uwagę brzmieniowymi eksploracjami oraz zestawieniem instrumentów. Saksofoniście towarzyszą na tej sesji wiolonczelista David Baker oraz dwóch basistów: Kent Brinkley i Brent McKesson. Wiele pozytywnego można powiedzieć także o następnych płytach artysty - konceptualnym “Saga Of The Outlaws” i “Voyage From Jericho”. Oba albumy przypominają muzyczne seanse spirytyczne, wprowadzając słuchacza w trans.

Charles Tyler to jedna z najciekawszych postaci ze świata free jazzu. Świadczą o tym przede wszystkim jego płyty z lat 60. i 70. oraz długa lista współpracowników. Nagrywał z Albertem Aylerem, Billym Bangiem czy Stevem Lacym. Trzeba podkreślić, że w późniejszym okresie artysta co prawda nadal był aktywny, wydając mniej lub bardziej udane albumy w tak różnych wytwórniach jak Storyville, Nessa czy Silkheart, ale to nie one stanowią główną oś dyskografii Amerykanina. Charlesa Tylera warto także zapamiętać jako saksofonistę o wyrazistym tonie i charakterystycznym brzmieniu. Zwłaszcza, gdy gra na barytonie, nie sposób pomylić go z kimś innym.